Liberum Castellany

Wolne przemyślenia, poglądy, publikacje…

Egzorcyzmy ks. Małkowskiego

Posted by Kasztelan w dniu 15 Kwiecień 2014

Ostatnio głośno było o egzorcyzmach odprawionych przez ks. Małkowskiego. Ogólne przerażenie tu i tam. “Tajemnicze” hasło: egzorcyzmy. Ale nikt nie wie o co chodzi, choć przerażony – szczególnie ten niewierzący. ;-)) Uśmiałem się trochę, słysząc doniesienia medialne. A  że przezornie domyślałem się, że nie chodzi o to, co podają, postanowiłem sprawdzić sam, co tam ks. Małkowski takiego “złego” miał zrobić. I znalazłem, i niżej załączam całą wypowiedź, nie zmanipulowaną. I większe rozbawienie mnie ogarnęło, na te przerażone owieczki… ;-)))

.

Opublikowany w Demokracja / Społeczeństwo | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

VLADIMIR – BLOODYMIR

Posted by Kasztelan w dniu 16 Marzec 2014

Mało słów – dużo treści… ;-)    [Maciej Maleńczuk - Vladimir]

.

Opublikowany w Uncategorized | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Dziękuję Kamil!

Posted by Kasztelan w dniu 16 Luty 2014

Gratuluję Kamilowi wielkiego sukcesu (dwa olimpijskie złota) i dziękuję za tę szachownicę na kasku. A jeszcze bardziej dziękuję za słowa: “Ma się tych dobrych lotników – co nie, Polsko?”.

kamil

Nie sądzę, aby te słowa były przypadkiem, tak jak nieprzypadkowo lotnicza szachownica pojawiła się na jego kasku. Tą szachownicą na kasku, Kamil dodatkowo postawił sobie poprzeczkę niezwykle wysoko. A pięknymi i zwycięskimi “lotami nad Rosją”, tę właśnie dumną polską szachownicę, w symboliczny sposób podniósł z błota… wiadomo jakiego błota. SERDECZNE DZIĘKI KAMIL!

.

Opublikowany w Uncategorized | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Idzie nowe… oświecenie

Posted by Kasztelan w dniu 14 Styczeń 2014

A oto wyraz nowej kultury, nowoczesności, postępu, tolerancji, wolności… no, i co najważniejsze, precz z zacofanym, ciemnym, pozbawionym kultury  i niepostępowym chrześcijaństwem. Idzie nowe oświecenie… nowa kultura… [link]

[źródło: http://www.gloria.tv/?media=532395]

nowa kultura

(W celu wyjaśnienia: Ta goła dzicz, to zwolennicy aborcji, homo, genderyzmu itp. naprzeciwko katedry w San Juan, Argentyna)

.

Opublikowany w Społeczeństwo, Światopogląd | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Grypa: organizacja głupoty w Polsce

Posted by Kasztelan w dniu 4 Grudzień 2013

[źródło: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=11162&Itemid=53]

dr Jerzy Jaśkowski


Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec,
gdyby ból występował dopiero po roku.  N.Gomez

Przypadkowo natrafiłem na opracowanie Dymitra Orłowa pt: „Zrozumieć organizację głupoty”. Praca ta pozwoliła mi otworzyć oczy na dużo zagadnień związanych z funkcjonowaniem służby zdrowia w kraju nad Wisłą. Autor używa także terminu „ku…ewsko głupi” w celu sprecyzowania diagnozy. I ten termin bardzo przypadł mi do gustu.
A wszystko zaczęło się od cyklu wykładów p.prof. Bogusław Wolniewicza. P. Profesor w sposób niezwykle łopatologiczny sformułował tezę o ciążeniu mas w dół. Czyli, innymi słowy, im większa będzie jakaś populacja wypowiadająca się na dany temat, tym głupsze będą jej wnioski. Teoretycznie bowiem tzw. krzywa Gausa wskazuje, że zarówno mądrych, jak i głupich powinno być mniej więcej tyle samo, czyli co najwyżej kilka procent w danej populacji, grupie, komitecie. Niestety, jak wykazują obserwacje, w tzw. demokracji jest zupełnie odwrotnie. Krzywa przesuwa się w stronę głupoty w proporcji 1:20, lub nawet większej.

Dymitr Orłow twierdzi, że inteligencja zhierarchizowanej grupy ludzi jest odwrotnie proporcjonalna do jej wielkości. Generalnie to wszystko mieści się w pojęciach cywilizacji sformułowanych przez Feliksa Konecznego przed prawie 100 laty. Zawsze cywilizacje azjatyckie, zbiorowe, są bardziej prymitywne, aniżeli cywilizacje personifikujące. Właśnie z wyżej wymienionego powodu.

Funkcjonalna głupota jest niezbędna, aby utrzymywać hierarchiczne struktury w całości, aby nie uległy one dezintegracji. Jest to motyw przewodni wszelkich organizacji typu wodzowskiego – partii, partyjek, komisji i komitetów. Wszak do nas przyszły te pojęcia wraz z wojskami sowieckimi, nie sięgając dalej. Przecież przez całe 50 lat tzw. komunizmu, a faktycznie okupacji sowieckiej, o wszystkim decydowały komitety, od szczebla państwa, po szczebel gmin. Po prostu w ten sposób łatwiej można było trzymać tubylczy ludek, mniej wartościowy [St.Michalkiewicz] za przysłowiową mordę. Do kontroli potrzeba było znacznie mniej swoich ludzi. Było to ekonomicznie uzasadnione, dużo tańsze. Po 1990 roku także powstały zorganizowane struktury, łatwe do zarządzania, a więc wszelkiego rodzaju izby lekarskie, prawnicze etc., mające skanalizować indywidualne działania w kierunku odpowiednim dla armii urzędników. Można to obserwować na co dzień, śledząc doniesienia prasowe na temat działania tzw. Narodowego Funduszu Zdrowia [ciekawe jakiego to narodu jest ten fundusz, ponieważ Polska zawsze była wielonarodowa] .

Pisze się już otwarcie, że lekarz to nie leczy chorego, ale wypełnia procedury narzucone przez urzędnika. Skutki są widoczne. Oczekiwanie na wizytę u specjalisty trwa kilka, często kilkanaście miesięcy. A koszty nikomu niepotrzebnych badań dodatkowych wzrosły kilkanaście razy.

Przypomnę, że w stanie wojennym było u nas ok. 50 000 urzędników, a obecnie, na dzień 31 grudnia 2012, jest ok. 968 000 plus 168 000 tzw. MOPS-ów [pomoc rzekomo społeczna] oraz ok. 130 000 strażników plus ok. 100 000 policjantów [a w II Rzeczypospolitej, większej o prawie 1/3 terytorium, wystarczało na wszystko 12 000 policjantów] czyli ok. 1 300 000 ludzi nic nierobiących, nie wytwarzających żadnego dochodu narodowego, ale w znaczącym stopniu pasożytujących na tym narodzie. Dla porównania np. budowlańcy, podstawowa grupa wytwarzająca dochód narodowy, liczy sobie tylko ok. 900 000 ludzi.
Opierając się na prawie prof. B. Wolniewicza, taka masa musi ciągnąć w dół, czyli w istotny sposób wpływać na zwiększanie tzw. funkcjonalnej głupoty w społeczeństwie. Możemy to wyraźnie prześledzić na licytowaniu się sejmu w ilości zatwierdzanych ustaw w kolejnych kadencjach. Czyli nie jakość, ale ilość decyduje.

Po tym przydługim może, ale niezbędnym wstępie, przechodzę do konkretów. Jak oszukać obywatela? Wszystko od wielu lat sprowadza się u nas do jednej, podstawowej wartości – pieniądza. Pieniądz rządzi obecnym światem. Czyli wszelkie działania tej grupy darmozjadów sprowadzają się do tego, jak oskubać ludzi, nie ponosząc ryzyka narażenia się na ….[ proszę wpisać właściwe pojęcie].
Sprzedaż leków zawsze, od tysiącleci, była podyktowana strachem. Świetnie to pokazuje Akira Kurosawa w swoim filmie przedstawiającym sytuacje w Japonii na początku XX wieku pt. “Rudobrody“.

 

Ale jak wywołać strach w sytuacji kiedy się nic nie dzieje, a poprzednie machlojki z informacjami na temat świńskiej grypy zawiodły?

Jest to doskonale widoczne w tytułach artykułów przeznaczonych dla służby zdrowia. I tak, Medexpress.pl z 13 września 2013 roku rusza z tytułem: „Rusza sezon na szczepienia przeciwko grypie”. Jest to tytuł w stylu: “Ruszają wykopki”, czy “Rusza sezon na grzyby”, “Rusza świąteczna wyprzedaż” itd.  Innymi słowy, zaczynamy zarabiać. Niestety „głupi” [przypisek jj] nie chcą się szczepić. I to nie chcą się szczepić pomimo wysiłków rozmaitych organizacji, z nazwy pozarządowych. Np. Polskie Towarzystwo Oświaty Zdrowotnej, czy Ogólnopolski Program Zwalczania Grypy, zorganizowany przez p.prof.mgr Lidię Brydak w 2008 roku. Jak wypowiada się prezes tego stowarzyszenia, p.Wł. Jezierski: „Zależy nam, żeby Polacy [a inne narodowości to nie?] wiedzieli dla kogo grypa jest szczególnie groźna. Grypa, oprócz negatywnego wpływu na zdrowie społeczeństwa [ a moim zdaniem, komunizm czy też dziki kapitalizm, o wiele bardziej uszkodził zdrowiu społeczeństwa, aniżeli grypa- jj] powoduje również poważne konsekwencje ekonomiczne, które w sezonie epidemii mogą wynieść 4.3 miliarda złotych”.
Ba, powstał jeszcze Instytut Oświaty Zdrowotnej – znowu prywatna firma [niewiadomy fundusz zasilania], który opracował Ogólnopolski Program Zwalczania Grypy.

Wyraźnie widać, że pojęcie “grypa” ma działać jak straszak na ludzi. Pomimo, że jak wskazuje nazwa “Instytut”, jest to placówka naukowa, to nauki tutaj niewiele widać. I tak, we wszystkich podręcznikach od 100 lat grypa jest znana jako wirusowa choroba, nie wymagająca specjalnego leczenia. Najlepszym dowodem, że nie jest ona specjalnym problemem medycznym jest fakt, że p. prof. L. Brydak od ok. 20 lat zajmująca się grypą w PZH, do dnia  dzisiejszego nie umie rozdzielić grypy, od innych zakażeń paragrypy i chorób wirusowych dróg oddechowych.

Na swoim portalu dowartościowuje się podając liczby dotyczące łącznych zakażeń ok. 200 wirusami. Nie umie, lub z niewiadomych powodów nie chce nawet przeprowadzić prostego rozdziału: ile osób z grupy chorych było uprzednio szczepionych, a ile nie, z rozbiciem na poszczególne województwa. Wypada także przypomnieć, że manipuluje danymi twierdząc, że świńska grypa A1H1N1 to jest inna grypa, niż ta sezonowa, kiedy od 1976 roku ok. 85% zachorowań w grupie sezonowej powodował właśnie wirus A1H1N1, czyli ten sam wirus. Problem polega na tym, że szczepionki wprowadzono do Polski dopiero po 2000 roku i trzeba ludzi postraszyć, ponieważ inaczej nie kupią. Przecież przez poprzednie ćwierć wieku, pomimo istnienia wirusa, żadnej epidemii pani prof. Brydak nie ogłaszała. Dlaczego więc nagle poczciwy wirus miałby się zbuntować?

Innym problemem, wymagającym nie tylko wyjaśnienia, ale i sprawdzenia, jest fakt podawania danych o rzekomych skutkach ekonomicznych zachorowań na grypę. I tak opracowanie to zostało dokonane przez firmę ERNEST I YOUNG, POWIĄZANĄ Z WYWIADEM. Opisane to szerzej jest tutaj:
http://www.polishclub.org/2013/08/13/dr-jerzy-jaskowski-grypa-pandemia-strachu-podsumowanie-panu-dr-maciejowi-hamankiewiczowi-1-z-nil-do-sztambucha-czesc-3-dokonczenie
http://www.polishclub.org/2013/08/09/dr-jerzy-jaskowskigrypa-pandemia-strachu-podsumowanie-panu-dr-maciejowi-hamankiewiczowi-1z-nil-do-sztambucha-czesc-2
http://www.polishclub.org/2013/01/28/dr-jerzy-jaskowski-grypa-lekarze-ostrzegaja-dezinformacje-handlarzy-szczepionek-kilka-uwag-praktycznych-na-zakonczenie
http://www.polishclub.org/2013/01/22/dr-jerzy-jaskowski-grypa-lekarze-ostrzegaja-toksyczne-dodatki-w-szczepionkach-cz-v
http://www.polishclub.org/2012/12/18/dr-jerzy-jaskowski-lekarze-ostrzegaja-mammografia-a-sprawa-polska-rak-cz-i

Nie podano nigdzie, kto finansował takie opracowanie, czyli za czyje to pieniądze je wykonano, publiczne, czy też prywatne? Jeżeli prywatne, to kto płacił? Firma należy do drogich. I ile kosztowało takie opracowanie na zamówienie? Wiadomo nie od dzisiaj, że opracowania są robione pod zlecającego. Ile i za co płacono? Nie wiadomo więc, jakie były cele opracowania i jakie ustalenia dotyczące kosztów. To, że firma ta „odwaliła chałturę”, jest widoczne z każdego prawie kawałka opracowania. PT Autorzy tego opracowania nie rozróżniają pojęcia “grypa”, od pojęć “zachorowania grypopodobne”, “zakażenia górnych dróg oddechowych” itd. Czyli sztucznie zawyżają liczbę chorych. A raport miał rzekomo dotyczyć grypy! Przecież rzekoma szczepionka nie działa na wszystkie 200 wirusów, tylko na kilka.

 

Aby przybliżyć problem i pokazać go w odpowiedniej proporcji, podam dane amerykańskie. I tak, rzekoma świńska grypa była oceniana na ponad 61 000 zgonów, a nawet do 90 000, wg specjalistów od grypy i urzędników CDC, sprzedających szczepionki. Badania przeprowadzone po roku wykazały, że tak naprawdę w sezonie zmarło tylko 256 osób. Ale z tej liczby zgonów, z powodu grypy zmarło tylko 18 osób. Czyli dane urzędników i ekspertów od grypy były zawyżone 4000 razy czyli 400 000 % .To robi wrażenie. Jakiej klasy muszą to być eksperci i jakimi pieniędzmi muszą dysponować, aby usłużni dziennikarze natychmiast publikowali takie bzdury. No ale skoro aż 4000 razy zawyżyli dane, to należy te kwoty, podane przez Ernest & Younga, odpowiednio podzielić, ponieważ oni także nie rozróżniali grypy od innych chorób. I tak, jeżeli koszt grypy wg tej renomowanej firmy, wynosi od 800 000 000 do 4.3 miliarda, to tak naprawdę wynosi on 200 000 do 1 075 000. Czyli koszt prawdziwy grypy to od 200 tysięcy do miliona, wg obliczeń firmy Ernest i Young, skorygowanych przez prawdziwą liczbę zachorowań.
Czyli mamy problem. Koszt leczenia wynosi w normalnym roku 200 000 zł, a chcą szczepionkowcy zaszczepić co najmniej 50% populacji, czyli ok. 15 milionów ludzi, po 50 złotych jedna szczepionka, tj. chcą wywieźć z kraju ok. 750 000 000 złotych. Czyli jest się o co bić!\
Teraz chyba rozumiesz Wielce Szanowny Czytelniku, dlaczego tyle artykułów sponsorowanych i taka aktywność sekty szczepionkarskiej. Jeżeli koszt produkcji szczepionki wynosi ok. 33 groszy, to pomnożony przez 15 milionów „do zaszczepienia” , to koszty materialne całej imprezy wynoszą 5 000 000 złotych. A reszta to jest ponad 700 milionów to czysty zysk bezkarnie ściągnięty z frajerów. Jak zauważyliście, odliczyłem te głupie 50 milionów jako koszta reklamy. Ale moi koledzy oraz wpisy blogerów wskazują, że na „koszta pośrednie” idzie nawet 30 % tej kwoty, czyli ok. 200 milionów. Warto więc szaleć z dezinformacją.

kontakt jjaskow@wp.pl
Rozpowszechnianie wszelkimi sposobami wskazane.

Opublikowany w Uncategorized | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Słowianki ;-)

Posted by Kasztelan w dniu 29 Listopad 2013

Bycie Polakiem wymaga rozumienia własnej kultury, a nie tylko deklamowania hasła “Bóg, Honor, Ojczyzna” – dlatego obiektywnie spójrzmy na naszą kulturę – bo jeżeli nie potrafimy śmiać się z inteligentnych żartów na własny temat – to stajemy się rzeczywistymi burakami. Poza tym, szukajcie u nas najlepszych żon… ;-)

 

 

 

Opublikowany w Społeczeństwo | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Pederaści decydują o polskiej kulturze

Posted by Kasztelan w dniu 29 Listopad 2013

[źródło: http://zaprasza.net/a.php?article_id=31908]

Pederaści decydują o polskiej kulturze

Artur Łoboda

Gdy byłem nastolatkiem to zmuszony byłem dojeżdżać tramwajem do liceum.
W tamtych czasach w środkach komunikacji grasował pederasta, który korzystając z tłoku w tramwajach obmacywał młodych chłopców.
Mnie również usiłował molestować, ale otrzymał silne – niby przypadkowe uderzenie łokciem w żołądek.
Po latach spotkałem tego człowieka w Sądzie. Był bowiem Sędzią Sądu Wojewódzkiego.
Był bezkarny – bo reprezentował ówczesną władzę.Historia świata dowodzi, że pederaści byli zawsze wyjątkowo brutalni i pozbawieni szacunki do innych istot.
Pierwszymi zapisanymi przez historię byli greccy wojownicy, których zboczenie wynikało ze sposobu wychowania. Aleksander Macedoński sypiał z mężczyznami, a kobiety miał tylko dla spłodzenia potomstwa.
Lecz najbardziej znanymi pederastami byli członkowie Brunatnych Koszul – nazistowskich oddziałów szturmowych, które bezpardonowo rozprawiały się z wszelkimi przejawami demokracji i zamordowały wiele osób.

Foto: jeden z bardziej znanych – brunatnych pederastów Ernst Röhm.

Większość kadry dowódczej Oddziałów Szturmowych SA to byli pederaści .Jeden z Założycieli NSDAP i dowódca SA – Ernst Röhm publicznie obnosił się ze swoim homoseksualizmem.
Jego prywatna armia liczyła prawie 3 miliony osób, które wiedzione przez brutalnego przywódcę – homoseksualistę – pacyfikowały Niemcy.
Chociaż Ernst Röhm wyniósł Hitlera do władzy to z czasem stał się dla niego poważnym zagrożeniem. Po “Nocy długich noży” i wymordowaniu elity SA, gestapo zajęło się wyłapywaniem dawnych aktywistów SA. A przesłanką rozpoznawczą był homoseksualizm.

Po II wojnie światowej stworzono fałszywy mit, że pederaści byli ofiarami nazizmu – podczas gdy byli jego współtwórcami, których z czasem się pozbyto.
W podbitych narodach Niemcy mordowali ludzi niezależnie od tego – jakie mieli preferencje seksualne.

Podstawowym imperatywem działania nazistów były rzekome “krzywdy” Narodu Niemieckiego.
Przez lata twierdzili, że Niemcy są gnębieni przez nietolerancyjne narody, Nawet – gdy już realizowali program eksterminacji Żydów, tworzyli materiały propagandowe o rzekomym barbarzyństwie narodów walczących z Niemcami.

I dokładnie to samo robią dziś pederaści.
Tworzą fałszywy obraz własnego postępowania. Kłamią, że są niewinnymi ofiarami, które tylko proszą o tolerancję dla własnych zachowań.
W tym samym czasie bezkarnie molestują zarówno młodych ludzi – jak też społeczeństwo – obrzydliwymi obrazami chorych zachowań, a zdegenerowani politycy i dziennikarze – jak sępy – rzucają się na każdego – kto odważy się podjąć temat postępowania ludzi spod tęczowego sztandaru.
Skandalem jest, że żaden z rzekomych – współczesnych “autorytetów kulturowych” nie widzi w tym nic złego!!!
Cały czas pederaści wmawiają wszystkim innym nietolerancję wobec ich zachowań. Jednocześnie zmuszają społeczeństwo do oglądania dewiacji seksualnych.
Wielokrotnie sami prowokują do awantur ulicznych – jak to miało miejsce wcześniej w przypadku hitlerowskich “Brunatnych Koszul”.
Mając niewątpliwie spore wsparcie wśród sędziów czują się dziś bezkarni.
Policyjne statystyki dowodzą, że brutalne morderstwa dokonywane przez homoseksualistów są proporcjonalnie wiele częstsze – niż u heteroseksualnych. A w parze z z homoseksualizmem idzie często pedofilia i inne patologie. Zresztą źródło słowa pederasta wywodzi się od miłości do chłopca.
Dla mnie oburzające jest, że w sukurs zboczeńcom idzie Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który finansuje wystawy zarówno podprogowo propagujące różnorakie patologie – jak też jawnie je rozpowszechniające!
W polskich muzeach “sztuki współczesnej” można znaleźć wszelkie przejawy dewiacji psychicznych. Nie można znaleźć tylko przejawów kultury.

Brak tolerancji wobec kultury polskiej – ze strony tak zwanych “ekspertów” Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, to znak naszych czasów!
Pod rządami Bogdana Zdrojewskiego kultura polska zmuszona jest zejść do podziemia!

4 lipca 2012 roku wysłałem do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego email ponownie wzywający do udzielenia informacji publicznej.
Załączyłem do niego kilka przykładów zdjęć z wystawy propagującej patologie, a współfinansowanej przez Bogdana Zdrojewskiego z środków publicznych.
Żaden uczciwy człowiek nie pozostawiłby takiej informacji bez własnej reakcji.
Tymczasem blisko 60 pracowników tak zwanego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, którzy otrzymali kopię tego listu udaje, że nic nie widzieli.
To miara degeneracji tego środowiska!
Zachowali swoje stanowiska, lecz stracili godność i honor. Być może nigdy tych wartości etycznych nie reprezentowali.

Dwa tysiące czterysta lat temu – w dziele “Sympozjum” Platon dowiódł, że światem rządzą pederaści.
I nic się od tamtych czasów nie zmieniło. A w międzyczasie doszło do wielu wojen i rzezi inspirowanych przez ludzi wykazujących dewiacje seksualne.
Wśród nazistowskich żołnierzy wykształciła się osobliwa forma “miłości platonicznej”, która w oryginale była miłością homoseksualną.

W latach komuny miałem kontakt z historykami sztuki, którzy wykazywali homoseksualne preferencje.
Nie przeszkadzało mi to – bo zachowywali je dla siebie i nigdzie się nie afiszowali. A przede wszystkim nie atakowali nikogo swoim seksualnym ekshibicjonizmem.
Najważniejsze jest to, że nie wprowadzali takich skłonności do kultury.

Dzisiejsi pogrobowcy “Brunatnych Koszul”, którzy na ironię mienią się “tolerancyjnymi” wychodzą na ulice by pokazać swoją siłę.
Patronuje im tak zwane “środowisko krytyki politycznej” – hojnie za takie działania opłacane przez Bogdana Zdrojewskiego.
Szczególnie za to, że ściągnęli do Polski niemieckich zbirów, którzy podobnie jak kiedyś Oddziały Szturmowe SA siali w Warszawie “tolerancję” bijąc każdego – kto chciał uczcić Rocznicę Odzyskania Niepodległości przez Polskę.
Zaplecze niemieckich bandytów obstawiali ludzie z tak zwanego “Stowarzyszenia im. Brzozowskiego”, którzy pilnowali by żadna rodzina, żadna staruszka z flagą narodową, nie mogła przejść spokojnie ulicami Warszawy.

W dzisiejszym świecie patologia wciskana jest przez media, a co gorsze przez muzea, które są odpowiedzialne za wychowanie Społeczeństwa Polskiego.
Wielokrotnie pisałem, że Bogdanowi Zdrojewskiemu przyświeca idea zniszczenia kultury polskiej – w celu długoplanowej kolonizacji terenów Polski.
Gdybym nie miał niepodważalnych dowodów na swoje słowa – to Bogdan Zdrojewski już dawno podałby mnie do sądu.
Ale nagłośnienie posiadanych przeze mnie dowodów byłoby zgubne dla tego człowieka.

Kiedyś groziłem pozwami do Sądu wobec tego Ministra i jego “ekspertów”.
Lecz po analizie sytuacji zrezygnowałem z następującej przyczyny: zmuszony byłbym do notorycznych dojazdów do Warszawy – co sparaliżowałoby moją pracę.
Zmuszony byłbym do wytoczenia kilkudziesięciu pozwów.
Jednocześnie cały czas oczekuję, że którykolwiek z degeneratów odważy się pozwać mnie do sądu i wtedy rozprawy będą odbywały się w Krakowie. Będę miał wtedy możliwość złożenia kontrpozwu.

Po przesłaniu mojego listu w dniu 4 lipca 2012 roku, prawdziwy Minister Kultury powinien wszcząć dochodzenie i zgodnie z obowiązującym prawem zawiadomić Prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez organizatorów wystawy propagującej zboczenia, przez tak zwanych “ekspertów” oceniających składane wnioski i przez swoich podwładnych, którzy nie dopełnili obowiązków kontroli.

Ale Bogdan Zdrojewski nie zrobił zupełnie nic w tej sprawie.
Dowiódł więc, że wszystkie moje zarzuty mają pełne potwierdzenie.
Dwadzieścia lat temu, obserwując scenę polityczną, bardzo precyzyjnie przepowiedziałem obecną sytuację Polski.
Ale wtedy uznano mnie za wariata – bo każdy wierzył w to co podawały media i nikt nie chciał wyciągnąć wniosków z prowadzonej w Polsce polityki.

Dziś cała masa infantylnych ludzi – deklarujących “tolerancję” wierzy w to – co podaje lobby homoseksualne.
Żaden z nich nie zna historii i ogromu zbrodni dokonanych przez ludzi o dewiacjach seksualnych.
Aby tęczowi pederaści zamienili się w brunatnych – nie potrzeba dużo czasu. I obyśmy nigdy nie poznali – jak niewiele.

Ciągłość historyczna pederastów w europejskiej historii.
Znani pederaści – którzy dokonali zbrodni na masowa skalę:

Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie – czyli Krzyżacy
Fryderyk II Pruski
Przywódca Hitlerjugend Baldur von Schirach
Jeden z Założycieli NSDAP i dowódca SA – Ernst Röhm
i tysiące innych.

List ten został przesłany Bogdanowi Zdrojewskiemu – Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego, oraz blisko 60. podległym mu pracownikom.

Artur Łoboda
Polskie Niezależne Media
Fundacja Promocji Kultury
www.fundacja.zaprasza.eu

Nie pokazuję zdjęć, ktore przesłałem Zdrojewskiem, bo nie propaguję pornografii.

16 lipiec 2012

Artur Łoboda

Opublikowany w Demokracja / Społeczeństwo | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Janusz Szewczak: “Nic dziwnego, że nastroje Polaków tak bardzo się radykalizują. Idzie niewątpliwie czas próby”

Posted by Kasztelan w dniu 19 Listopad 2013

Tak sobie myślę, że po to jest ta polaryzacja społeczeństwa na lemingi i pisiory, aby do żadnej tytułowej “próby” nie doszło. Partyjniactwo nas rozkłada, skłóca, dzieli i nami rządzi, jak owieczkami. A my wpuszczeni w maliny, nie chcemy widzieć błędów “naszych”, bo byłoby to naszą przegraną i przyznaniem racji naszym oponentom, więc brniemy w to gówno głębiej, niczym głupiutkie dziecko, co to na złość mamie odmraża sobie uszy.

[źródło: http://wpolityce.pl/artykuly/67141-janusz-szewczak-nic-dziwnego-ze-nastroje-polakow-tak-bardzo-sie-radykalizuja-idzie-niewatpliwie-czas-proby]

aby polskaOkazuje się, że dzisiejsza Polska to nie tylko przysłowiowy Kraj Absurdów, ale państwo, w którym na całego trwa niewypowiedziana ekonomiczna wojna z własnym narodem, ale też coraz bardziej jawny stan wyjątkowy, przeciwko wszystkiemu co polskie, katolickie, tradycyjne, normalne i przyzwoite.

Obecna władza i jej elity oraz media mętnego nurtu przestały już zachowywać jakiekolwiek pozory. Patriotyzmu gospodarczego w gazecie będącej własnością obcego kapitału uczą nas prezesi zagranicznych banków, działających i osiągających krociowe zyski właśnie w Polsce, na czele z J.K. Bieleckim i M. Morawieckim.

Patriotyzmu historycznego młodzi Polacy nie uczą się od rodziców czy na zlikwidowanych lekcjach historii od nauczycieli, lecz na ławach sądowych od prokuratorów, sędziów karnych oraz redaktorów GW i TVN.

Żyjemy w kraju, nie tyle absurdu i zakłamania, gdzie publiczne i komercyjne media każdego dnia, całą dobę kłamią, jątrzą, poniewierają i opluwają wszystkich tych, którzy podejmą choćby próbę walki o godność czy odruch sprzeciwu wobec tego co złe, bezprawne czy szkodliwe dla Polskiej Racji Stanu czy majątku narodowego.

Żyjemy w kraju nad Wisłą gdzie ci, którzy w imieniu tej lepszej Polski, którzy podejmują walkę z patologią, korupcją, przestępczością gospodarczą, układami zamkniętymi, wysługiwaniem się obcym czy najzwyklejszą zdradą i zaprzaństwem są poniżani, zastraszani, włóczeni po sądach i prokuraturach czy opluwani przez kreatury pokroju posła S. Niesiołowskiego czy J. Palikota.

Dożyliśmy czasów gdzie państwowe instytucje przedstawiają całkowicie fałszywy obraz naszej rzeczywistości gospodarczej, stanu finansów, państwowej kasy i kondycji materialnej polskiego społeczeństwa i polskiej rodziny. Czasu, w którym gdzie ministrowie i inni urzędnicy wszelkich szczebli stosują kuglarskie sztuczki i kreatywną księgowość, czasu, w którym Prokuratoria Generalna, instytucja mająca dbać o bezpieczeństwo i chronić majątek narodowy, w ciągu tygodnia zmienia zasadniczo zdanie na temat tego co jest, a co nie jest wywłaszczeniem Polaków.

Nastał czas niewypowiedzianej wojny władzy i stojących za nią elit finansowych i różnego rodzaju zagranicznych lobby z własnym narodem.Coraz głośniej rozbrzmiewa hasło rządzącej kasty – Bój się Polaku. Każdy nowy dzień przynosi ewidentne dowody i przykłady bezgranicznej wręcz głupoty urzędniczej, marnotrawstwa i rozrzutności na najwyższych szczytach władzy, zaprzedania obcym, tolerowania, a nawet nagradzania przypadków korupcji, nepotyzmu, sprzedajności i pogardy dla zwykłego człowieka i obywatela.

Z jednej strony widzimy chaos przypadkowość, brak profesjonalizmu, a z drugiej strony precyzyjnie zaplanowaną i coraz bardziej skuteczną destrukcję oraz wszelkie działania mające pozbawić Polaków resztek majątku narodowego, osobistej godności i nadziei na przyszłość we własnym kraju.

Cnotą i chlubą rządzących stała się masowa emigracja młodych wykształconych Polaków – 1,5 mln osób – praktyczny brak własnych banków, wielkich sieci handlowych czy nowoczesnych dużych przedsiębiorstw (na 100 największych firm w Polsce tylko 17 i to częściowo jest jeszcze polskich, na ponad 60 dużych banków komercyjnych tylko 3 są jeszcze polskie).

Neokolonialna struktura gospodarcza Polski jest powodem do dumy zachwytów ze strony rządzącej dziś w Polsce koalicji PO-PSL. Medialne uznanie, popularność i przychylność władz zyskują postawy i poglądy takich profesorów jak I. Krzemińskiego, J. Hartmana czy ostatnio dr J. Sowy z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który zabłysnął stwierdzeniem , że rozbiory były dla Polski triumfem i oznaczały postęp i modernizację, jak doniosła GW w Święto Niepodległości.

Dla wielu dzisiaj luminarzy polskiego życia publicznego ideałem była by dziś Polska bez Polaków, a zagraniczne kurorty nie naznaczone zbytnią obecnością naszych Rodaków. Dziś etyki, kultury, historii i patriotyzmu gospodarczego uczą nas moralne karły i redaktorzy pokroju J. Kuźniara czy K. Wojewódzkiego. Tu już nie ma żartów – polskość, samo istnienie państwa polskiego, tradycja, kultura z „Panem Tadeuszem” na czele, resztki majątku narodowego, tkanka rodzinna, instytucja kościoła katolickiego, zwykła ludzka przyzwoitość, nasze zdrowie i nasze pieniądze są coraz bardziej i to całkiem realnie zagrożone.

Spalona tęcza na Placu Zbawiciela stała się miejscem “walki i męczeństwa”, skorumpowani politycy domagają się w sądach zwrotu “ofiarowanych fantów”, w tym drogiego whisky, odmawia się leczenia ciężko chorym na raka czy małym dzieciom, ale kupuje się za 2,5 mld zł Pendolino, które dopiero ćwiczy na polskich torach jazdę pod górę i hamowanie.

W ministerstwach i spółkach Skarbu Państwa wysoko płatne stanowiska obejmują bardzo młodzi ludzie bez żadnego doświadczenia, którzy nie ukończyli nawet studiów, członkowie rodzin, totumfaccy, przyjaciele królika, a nawet ludzie będący na bakier z prawem. Zwalniani są zaś ci, którzy ujawniają przekręty czy ci, którzy upomną się o polskość, przyzwoitość, a nawet normalność. Bo przecież dzisiaj tak świetnie brzmi hasło “Polskość to nienormalność”. Ciężka choroba, anty-polska zaraza dotknęła już nie tylko media i celebryckie elity czy też decyzje praktycznie wszystkich szczebli władzy, ale głęboko zakorzeniła się w sercach i mózgach rządzących dziś Polską elit.

Kłamstwo stało się metodą rządzenia, a propaganda i zaklinanie rzeczywistością, sposobem uprawiania polityki gospodarczej i zarządzania finansami, pogarda dla słabych chorych czy po prostu biednych stała się powszechnie akceptowaną normą społeczną. Jesteś bezrobotnym biednym, samotnym, choć kochającym rodzicem, zabierzemy ci dzieci. Nie masz pieniędzy na lekarstwa i leczenie, choć płacisz całe życie składki zdrowotne – poczekasz na wizytę u specjalisty do 2018r. Na pytanie o prawa człowieka o zasady konstytucyjne, o odpowiedzialność rządzących słyszymy jedynie “Bój się Polaku”, my wiemy co dla ciebie dobre, wybij sobie z głowy referenda i protesty.

Po raz kolejny słyszymy, że kryzys w Polsce się skończył i znów powróciła “zielona wyspa”, bo PKB w III kw. urosło o 1,9 proc. i sprzedano 40 Bentleyi, Maseratti czy Ferrarii. To nic, że zabrakło już pieniędzy w ramach kontraktów NFZ-u dla szpitali i w Urzędach Pracy pieniędzy na zasiłki dla bezrobotnych. To nic, że jesteśmy na skraju bankructwa. Polski premier mówi coś o przyzwoitości gdy jego podwładni na potęgę handlują stanowiskami w ramach korupcji politycznej, a Polacy są codziennie wywłaszczani z ostatnich dochodowych składników majątku narodowego.

Z żelazną logiką realizowane jest założenie, że niewielu ma być jeszcze lepiej, a wielu znacznie gorzej, widocznie ma jeszcze wyjechać kolejne 2 miliony młodych Polaków, a ci starzy i chorzy mają popierać rząd czynem i umierać przed terminem. Władzy raz zdobytej nie oddamy, niech się wali, niech się pali my będziemy w gałę haratali. Wyrzucimy jeszcze 100 mln zł na szczyt klimatyczny, pozwolimy budować na cudzym gruncie, będziemy wmawiać Polakom, że gospodarka cudownie rośnie, a jak dalej to my będziemy rządzić, to nawet cytryna na sośnie urośnie. I to wszystko pomimo faktu, że do końca III kw. 2013 r. do sądów wpłynęło już blisko 18 tys. wniosków o upadłość, a liczba upadłości firm giełdowych w tym roku może pobić historyczny rekord, że krytykuje nas za deficyt, już nawet Komisja Europejska.

Z ekranów telewizorów i szpalt gazet płynie nieprzerwanie komunikat “Polska rośnie w siłę, a naród żyje dostatniej”. Polski premier D. Tusk chciałby aby Polska była drugą Kalifornią, tyle tylko, że ten amerykański stan jest od lat na granicy bankructwa. Ucieczka od rzeczywistości zawsze kończy się bardzo boleśnie, a tam gdzie było rżysko nie zawsze powstaje San Francisco, czasami pozostaje porzucony plac budowy. Na naszych oczach tracimy niepowtarzalną gospodarczą szansę czyli polskie łupki, a najnowsze przygotowywane przepisy unijne o delegowaniu pracowników mogą zlikwidować 340 tys. miejsc pracy w Polsce, podobnie jak konsekwencje pakietu klimatycznego.

coś ty zrobil

 

Władza i sądownictwo właśnie zastanawiają się czy kontenery, kioski, hale namiotowe to nieruchomość, którą można jeszcze opodatkować, niektóre Izby Skarbowe zastanawiają się czy nie objąć VAT-em pogrzebów, samorządy chcą oddać świeżo zbudowane drogi w zarządzanie prywatnym firmom. W Polsce mamy obecnie najmniej zawieranych małżeństw od 1945r., a Unia chce zakazać Polakom palenia i ogrzewania we własnych piecach węglem. Nic dziwnego, że nastroje Polaków tak bardzo się radykalizują. Idzie niewątpliwie czas próby.

 

Opublikowany w Demokracja / Społeczeństwo | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Dokąd zmierzamy?

Posted by Kasztelan w dniu 14 Listopad 2013

32„Patologia transformacji” polega na ciągłym zadłużaniu się. W 1989 r. dług naszego kraju wynosił 45 mln dolarów, obecnie jest to 800 miliardów zł oficjalnego zadłużenia. Razem z ukrytym zadłużeniem wynosi ono, jak obliczył ostatnio sam L. Balcerowicz, 4 bln zł.

No, ale jest fajnie i wesoło. Czego się tu czepiać? Widać tak musi być… No, przecie “mądrzy” tym kierują – zadumana owieczka konstatuje i dalej podąża za stadem.

[źródło: http://mercurius.myslpolska.pl/2013/11/czy-to-jest-lista-zdrajcow/]

1) W ramach globalizacji  Polska jest krajem skolonizowanym, dokładnie tak samo jak kraje afrykańskie, pomimo, że leży w środku Europy i należy do struktur zachodnich.

2) Nie ma żadnej etyki biznesu; etyczne jest to co służy uzyskaniu większego zysku przez wielkie i świetnie zorganizowane koncerny, silniejsze od wielu państw.

3) Polska poszła na pierwszy ogień w naszym regionie, ponieważ była kolebką przemian i krajem z dużym sektorem prywatnym: rolnictwem, rzemiosłem, pierwszymi firmami.

4) W 1988 r. przyjechał do Polski George Soros, spotkał się z W. Jaruzelskim i  M. Rakowskim, a także z ludźmi, którzy zostali później doradcami T. Mazowieckiego. 23 grudnia 1988 r. Biuro Polityczne PZPR wprowadziło tzw. ustawę Wilczka. Polska stała się krajem gospodarki liberalnej wolnorynkowej. Podstawowe jej założenia były następujące: zupełna swoboda dla obcego kapitału, otwarte granice, prywatyzacja.

5) Polska była wówczas na 12 miejscu w świecie pod względem produkcji (a nie zamożności). Mieliśmy duży potencjał, osiągnięty kosztem niesłychanej biedy całych pokoleń (wiele przedsiębiorstw wysokiej techniki, sporo licencji, duży przemysł zbrojeniowy, stocznie, doświadczenia w budowie dróg i fabryk za granicą).

6) W 1989 r. mieliśmy fantastyczną okazję szeroko eksportować nasze produkty, może nie zawsze najwyższej jakości, lecz dużo tańsze. Mądre elity powinny wówczas wybrać drogę Chin i stanąć na rynkach światowych obok Chińczyków.

7) O tej szansie wiedział Zachód, a nie wiedzieli zwykli Polacy! Za zgodą, przyzwoleniem i zachętą ówczesnych polskich władz ruszyła wielka ofensywa kapitału zachodniego, sprowadzająca się do wykupywania polskich przedsiębiorstw za 15% ich wartości i likwidowania polskiej konkurencji.

8) Mieliśmy świetnych polskich ekonomistów, którzy porobili kariery na Zachodzie, ale ani „komuchy”, ani „solidaruchy” z ich wiedzy nie skorzystali.

9) W atmosferze gigantycznych afer, majątek narodowy, wypracowany wysiłkiem narodu, został zagarnięty przez obcych i wybranych „swoich”. „Wielki przekręt” wywłaszczył, czyli „w biały dzień” okradł, polski naród.

10) Czy możemy obecnie przełamać mechanizm kolonizacji i wyrwać się z pułapki zastawionej przez globalny kapitał? Tak, ale pod warunkiem, że Polacy się przebudzą i wybiorą silną władzę demokratyczną propolską! Węgry Orbana to dla nas dzisiaj wzór.

11) W boju o Polskę kluczowa jest rola mediów, bo obecnie ludzie nie wiedzą co się dzieje. Dostają propagandę i pozwalają się oszukiwać. Nie znają podstawowych faktów. Np. takich, ze zagraniczne banki zarabiają w Polsce 15 miliardów zł rocznie. A myśmy sprzedali wszystkie nasze banki za 24 miliardy, choć warte były 200 miliardów zł.! I dziś nie mamy bankowości. To jak nie mieć broni idąc na front. Całe szczęście, że są SKOK, które świetnie działają, mimo, iż są wciąż atakowane. Przenośmy do nich nasze oszczędności i u nich bierzmy kredyty.

12)  „Patologia transformacji” polega na ciągłym zadłużaniu się. W 1989 r. dług naszego kraju wynosił 45 mln dolarów  (mogliśmy, korzystając z fantastycznej wówczas atmosfery wokół Polski, doprowadzić do pełnego anulowania tego zadłużenia), obecnie jest to 800 miliardów zł. oficjalnego zadłużenia (w czasie rządów Tuska dług wzrósł o 300 miliardów). Razem z ukrytym zadłużeniem wynosi ono, jak obliczył ostatnio sam L. Balcerowicz, 4 bln zł.

13) E.  Gierek zbudował 500 zakładów pracy, budował domy, drogi, szpitale. Dziś buduje się drogi, które kilometrami są otaczane ekranami akustycznymi i w ten sposób miliony złotych wyrzuca się w błoto. Rozbudowana administracja (powiaty!) w epoce informatycznej (!) służy temu, aby obsadzać „swoimi” ludźmi (przeważnie niekompetentnymi) więcej stanowisk, by nie zagarnęło ich wielkie bezrobocie.

14) U D. Tuska liczy się „tu i teraz”, a „ludzie są, jacy są, i nie jest sprawą rządu, żeby ich zmieniać”, podczas, gdy rolą odpowiedzialnego rządu jest wychowywać społeczeństwo i podsuwać mu dobre wzorce.

15) Tuskowe „tu i teraz” pasuje naszym potężnym sąsiadom: Rosjanom i Niemcom. Wcześniej w Berlinie  min. R. Sikorski, kłaniając się Niemcom, oferował im polska niepodległość, a ostatnio L. Wałęsa wzywał do przyłączenia Polski do Niemiec !!! (???)

16. Straciliśmy własny potencjał gospodarczy, Polska wymiera i emigruje.
1335166242-8OKnZU

Powyższe myśli i stwierdzenia zastały prawie w całości zaczerpnięte z wywiadu z prof. Witoldem Kieżunem, wybitnym ekonomistą, ekspertem ONZ,

żołnierzem AK, uczestnikiem powstania warszawskiego, więźniem sowieckich łagrów, zamieszczonym w 42 numerze  tyg. „w Sieci”.

[...]

A tak ogólnie: słuchając prof. Kieżuna mimo woli nasuwa się pytanie: „czy nazwiska twórców III RP – to jest lista zdrajców, czy politycznych ekonomicznych) nieudaczników?!”.

Jędrzej Dmowski

Nr 45-46 (10-17.11.2013)

Opublikowany w Polityka i gospodarka | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Marsz Niepodległości 2013

Posted by Kasztelan w dniu 9 Listopad 2013

marsz 2013

Opublikowany w Społeczeństwo | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Reakcyjne podziemie nie śpi…

Posted by Kasztelan w dniu 9 Listopad 2013

Hmmm… jak to dawniej ludzie byli niczym barany… Są tacy dzisiaj, którzy śmieją się z tego co było, a nie zdają sobie sprawy, że ich dzieci będą się śmiały z nich… o ile ich dzieciom będzie w ogóle do śmiechu.

Opublikowany w Demokracja | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Powstrzymać dyktaturę mniejszości!

Posted by Kasztelan w dniu 5 Listopad 2013

[źródło: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=10888&Itemid=53]

 

stop

 

 

Ks. Dariusz Oko

 

   Szanowni Państwo,

   zwracam uwagę na kolejne poważne zagrożenie dla Polski, dla jej demokracji i całego społeczeństwa. Gender- i homo-lobby usiłuje właśnie przymusić Sejm do uchwalenia tak zwanejhomo-ustawy kneblującej. Po jej wprowadzeniu do więzienia będzie można pójść choćby za jedno zdanie krytyki gender- albo homo-ideologii, także za podawanie danych naukowych sprzecznych z nimi. Podobnie będzie można otrzymać olbrzymie kary finansowe prowadzące aż do bankructwa firmy. Tutaj już bardzo wyraźnie odsłania się totalitarny charakter tych ideologii oraz ich wyznawców. Obywatelskim obowiązkiem jest niedopuszczenie do dyktatury takich fanatycznych mniejszości.

    Konieczne są protesty składane do Sejmu, jak na załączonym poniżej formularzu. Dzięki takiej obywatelskiej mobilizacji udało się już zablokować wprowadzenie tego rodzaju szaleńczych ustaw między innymi w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Austrii.

 

 

  Z serdecznymi pozdrowieniami

  Ks. Dariusz Oko

 

  PS

  Przykład, jak może wyglądać zastosowanie tej ustawy:

        Wyobraźcie sobie Państwo, ze szukacie niani dla dziecka. Na Państwa ogłoszenie odpowiada jegomość (na oko mężczyzna), ale w pełnym makijażu i mini spódniczce, jedna noga wydepilowana, druga nie, bo nie mógł się zdecydować, kim dzisiaj jest. Po chwili konsternacji dziękujecie mu za zainteresowanie ogłoszeniem i informujecie, ze nie przewidujecie nawiązania współpracy. Z ulgą zamykacie drzwi. Jakież jest wasze zdumienie, gdy za kilka miesięcy odbieracie wezwanie do sadu jako oskarżeni o wielokrotną dyskryminację.

 

43 TYSIĄCE OSÓB ZAPROTESTOWAŁO  PRZECIWKO  HOMODYKTATURZE! 

W Sejmie trwają prace nad projektem ustawy o zmianie ustawy równościowej (druk nr 1051), zgłoszonym przez polityków SLD i Ruchu Palikota. Już ponad 43 tysiące osób, korzystając ze strony  http://stopdyktaturze.pl/  zaprotestowało przeciwko homodyktaturze. 

Przypomnijmy, że 21 czerwca 2013r. odbyło się pierwsze czytanie projektu Ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów UE w zakresie równego traktowania. Projekt poparła znaczna większość posłów. Za skierowaniem projektu nowelizacji ustawy anty-dyskryminacyjnej do dalszych prac sejmowych było 229 posłów, 175 było przeciw, a 11 wstrzymało się.

12 września br. projekt ustawy został pozytywnie zaopiniowany przez Komisję Polityki Społecznej i Rodziny. Obecnie trwają prace w Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która dotychczas powołała Podkomisję nadzwyczajną do rozpatrzenia poselskiego projektu nowelizacji ustawy równościowej. Projekt budzi obawy środowisk prorodzinnych, dlatego Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny będzie monitorować prace podkomisji i komisji zajmujących się ustawą anty dyskryminacyjną.


Twój udział w akcji na rzecz obrony rodziny ma ogromne znaczenie.
Przekaż tę wiadomość znajomym

Wyraź swój sprzeciw! Razem możemy powstrzymać dyktaturę mniejszości!

 

Chcesz się przyłączyć – zastopuj dyktaturę!

.

 

Opublikowany w Społeczeństwo, Światopogląd | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Pedofilia oficjalnie uznana

Posted by Kasztelan w dniu 31 Październik 2013

[źródło: http://www.prawy.pl/rodzina/4141-pedofilia-oficjalnie-uznana]

A teraz tylko czekać, aż obwieszczą, że posuwanie kozy to tylko taka seksualna preferencja…

Stało się to, przed czym ostrzegały środowiska prawicowe i katolickie, a co lewica wyśmiewała. Pedofilia została oficjalnie uznana za orientację seksualną przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne. Zdziwienie? Nie do końca…

Przez wiele lat środowiska prawicowe naciskały, aby środowiska LGBT odblokowały przepływ faktów naukowych, odnośnie wszelkich zmian na listach chorób, jakie sporządzała APA.
Zaczęło się dość jasno – na samym początku, w latach 60., rozpoczął się w Ameryce pogrom normalnych i tradycyjnych wartości. Nazywało się to rewolucja seksualna, która zaczęła podważać obowiązujące do tej pory poglądy na temat rodziny, płci, seksualności. W 1973 roku APA skreśliło (przez zwykłe wybory: 5816 głosów za i 3817 przeciw) homoseksualizm z listy zaburzeń psychicznych (DSM). Zaś już 17 maja 1990 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wykreśliła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (IDC), zaznaczając, że homoseksualizm należy rozumieć, jako orientację. Podobnie zresztą, jak i biseksualizm.
Skutek działań środowisk LGBT, w tym między innymi GLF (Gay Liberation Front), był tragiczny w skutkach. Uznanie za normalne perwersji seksualnej otworzyło furtkę dla nowych postulatów. I środowiska LGBT nie ukrywały ich. Jednym z działaczy tego środowiska, jest Charles Silverstein, autor książki znanej w Polsce pod tytułem:„Radość seksu gejowskiego“. Na portalu homoseksualizm.edu.pl, do tej pory wyśmiewanym i ignorowanym przez środowiska LGBT i lewicowe, znaleźć możemy od dawna jego słowa, jakie zostały zaczerpnięte z jego własnego artykułu z 2008 roku:
„Poza homoseksualizmem DSM wymienia także sadyzm, masochizm, ekshibicjonizm, voyeuryzm, pedofilię i fetyszyzm jako zaburzenia psychiczne. Jeśli nie ma obiektywnego, niezależnego dowodu, że orientacja homoseksualna jest sama w sobie nienormalna, jakie istnieje usprawiedliwienie umieszczania jakiegokolwiek z innych zachowań seksualnych w DSM? (…) Mija w tej chwili 35 lat od usunięcia homoseksualizmu z DSM, co było naszym celem krótkoterminowym. Nasz cel długoterminowy – usunięcie z DSM różnie określanych perwersji seksualnych, zaburzeń seksualnych i parafilii, w zależności od wydania, nie został zrealizowany“.
Strona ta podaje także następujące słowa:
„Nie jest to głos odosobniony. W American Psychiatric Association można aktualnie zauważyć silny trend do normalizacji pedofilii. Naukowcy zastrzegają, że wykluczenie pedofilii z listy chorób nie oznacza jej akceptacji, lecz unikanie stygmatyzacji pedofili (identyczny argument używany był podczas głosowania nad usunięciem homoseksualizmu ze spisu chorób w roku 1973).“
Przerażające jest to, że zapowiadane zmiany właśnie się dokonały. Portal chrismanews.com poinformował, iż APA w najnowszej odsłonie dokumentu Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders klasyfikuje pedofilię już nie jako zboczenie, lecz preferencję seksualną, bądź orientację.
Oczywiście, nie jest to zdziwieniem dla środowisk prawicowych. Od początku wiedzieliśmy bowiem, iż nic dobrego nie wyniknie z usuwania zboczeń z listy chorób. Pisaliśmy też wielokrotnie o tendencyjności APA, które pod naciskiem najpierw homolobby usuwa z listy chorób homoseksualizm, a dziś pod naciskiem pedolobby usunęła pedofilię.
Gdzie są krzyczący z nienawiści, plujący ogniem publicyści lewicowi, tak wyczuleni na każdy przejaw pogłaskania po głowie dziecka przez kapłana? Naturalnie, w przypadku APA nie będą się tego przyczepiali. Dlaczego? Dlatego, że podważając obecną decyzję APA – zarazem podważyliby cały „dorobek“ kłamstwa, na jakim opiera się działalność LGBT. I przyznaliby się do tego, że prawica miała rację, gdy mówiła o „otwartej furtce“.
Teraz należy poważnie zweryfikować wszystko, co społeczeństwo uważa na temat „zagranicznych, jedynie prawdziwych naukowców“. Czy przyjdzie w końcu do nas wiosna i roztopią się lody absurdu rewolucji seksualnej, czy może wręcz przeciwnie – będziemy dalej udawać, że wszystko z naukowcami w porządku, a jedyni źli pedofilie to.. kapłani?
Maciej Kałek
fot. sxc.hu

Źródła:
http://homoseksualizm.edu.pl/index.php/co-mowi-nauka/34-psychologia/184-homoseksualizm-a-pedofilia

http://www.charismanews.com/us/41571-pedophilia-officially-classified-as-sexual-orientation-by-american-psychology-association

Opublikowany w Społeczeństwo, Światopogląd | Otagowane: , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Przypomnienie historii: Hołd ruski – 29 października 1611

Posted by Kasztelan w dniu 31 Październik 2013

Na obrazie: Hołd carów Szujskich przed królem polskim Zygmuntem III Wazą w roku 1611, na sejmie warszawskim. Obraz Jana Matejki - olej na desce (1892), Muzeum Narodowe w Krakowie.

 

Ponieważ minęła kolejna rocznica, więc przypominam – był taki dzień, 29 października 1611, kiedy car rosyjski Wasyl Szujski, razem z braćmi, składali na kolanach hołd królowi polskiemu i przyrzekali mu posłuszeństwo.

O hołdzie pruskim każdy coś wie, bo to data z podręczników szkolnych. Poza tym to tytuł znanego obrazu Jana Matejki. O hołdzie ruskim mało kto z Polaków słyszał, choć Matejko też go namalował. Wiedzą za to dobrze Rosjanie…

Cały wpis tutaj: https://kasztelania.wordpress.com/2011/12/15/hold-ruski/

Opublikowany w Historia | Otagowane: , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Cnoty kardynalne: męstwo

Posted by Kasztelan w dniu 20 Październik 2013

[źródło oryginalne:  http://catholicgentleman.net/2013/08/30/the-cardinal-virtues-fortitude/]

[źródło polskie: http://www.pch24.pl/cnoty-kardynalne--mestwo-,18522,i.html#ixzz2iGzPlyxC]

 

Cnoty kardynalne: męstwo

W niektórych momentach życia musimy zmierzyć się z sytuacjami, które wzbudzają w nas strach. Może to być nagłe bezrobocie, podjęcie trudnej życiowej decyzji, niespodziewana choroba lub perspektywa fizycznego bólu – w świecie skażonym grzechem pierworodnym strach jest zjawiskiem powszechnym.

 

Jak sprostać takim chwilom i nie stracić ducha? Odpowiedź brzmi: ćwicząc cnotę męstwa.

 

Aby lepiej zrozumieć, czym jest hart ducha, sięgnijmy po Katechizm, który go określa w następujący sposób:

 

„Męstwo jest cnotą moralną, która zapewnia wytrwałość w trudnościach i stałość w dążeniu do dobra. Umacnia decyzję opierania się pokusom i przezwyciężania przeszkód w życiu moralnym. Cnota męstwa uzdalnia do przezwyciężania strachu, nawet strachu przed śmiercią, do stawienia czoła próbom i prześladowaniom. Uzdalnia nawet do wyrzeczenia i do ofiary z życia w obronie słusznej sprawy, za którą stoi wieczna szczęśliwość. „Pan siłą mą, Pan pieśnią mego życia.” „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat!”

 

Krótko mówiąc; męstwem jest zdolność do wyboru prawdziwego dobra, nawet wtedy, kiedy wszystko w nas i poza nami chce uciekać ze strachu. Męstwo to niezłomność w poszukiwaniu dobra, nawet w obliczu niebezpieczeństwa czy potencjalnego cierpienia.

 

Męstwo jest, rzecz jasna, owocem wiary, nadziei i miłości. Kiedy wierzymy w obietnice Boga, mamy pełne zaufanie w siłę Bożą, a nie naszą. Kiedy miłość jest naszym napędem i naszą motywacją, wtedy męstwo wypełni nas w sposób naturalny.

 

Jak zilustrować męstwo?

 

„Władca Pierścieni” należy do moich ulubionych filmów. Filmy nie są do końca wierne książkom, to żadna tajemnica. Mimo to uważam, że udało się uchwycić w nich kilka kluczowych elementów, które Tolkien chciał przekazać – jednym z nich jest męstwo i wytrwałość skromnych hobbitów.

 

Jeden z moich ulubionych momentów w serii to epizod z „Dwóch Wież”. Po długiej podróży Sam i Frodo docierają w końcu do Mordoru. Są zmęczeni, zniechęceni i boją się tego, co ich czeka. Grozi im wielkie niebezpieczeństwo -  Nazgule bezustannie polują na małych hobbitów. Podróżnikom grozi niewola lub śmierć.

 

Frodo, umęczony ciężarem pierścienia, jest na skraju rezygnacji. Ma ochotę wrócić do domu. Sam natomiast, choć jest równie przestraszony i wyczerpany jak Frodo, w przeciwieństwie do niego, posiada wielką siłę wewnętrzną. Męstwo jest jego siłą napędową, pozwalającą mu dalej walczyć. Sam w porywającym przemówieniu przypomina Frodowi, dlaczego nie mogą wyrzucić pierścienia (pozbywając się w ten sposób ciężaru odpowiedzialności) i wrócić do domu.

 

Większość ludzi mieszkających na Zachodzie nie styka się na co dzień z realnym niebezpieczeństwem. Mimo to, istnieją szerokie możliwości pozwalające wykazać się męstwem. Przekraczanie swojego poczucia wstydu – na przykład publiczna modlitwa – wymaga od większości z nas sporego samozaparcia.

 

Najbardziej naturalna okazja do wyrażenia męstwa pojawia się, kiedy obserwujemy moralny i społeczny upadek całego świata zachodniego. Na naszych oczach, wielka niegdyś cywilizacja, zbudowana na fundamentach wspólnej wiary katolickiej, popada w ruinę. Nowomodna tyrania relatywizmu atakuje wszystko, co dobre, piękne i prawdziwe – wszystko to w imię „tolerancji”.

 

Łamanie wolności słowa jest powszechne; gospodarka balansuje niebezpiecznie na krawędzi; przemoc staje się plagą w szkołach i kinach, forsuje się projekt seksualizacji dzieci, idea rodziny tradycyjnej się rozpada, rosną wpływy radykalnego islamu; podejmuje się próby redefinicji małżeństwa. Mógłbym tak wymieniać bez końca – lista jest długa. To wszystko jest, szczerze mówiąc, przerażające. Zastanawiam się, co myśleć o świecie, w którym będą dorastać moje dzieci.

 

Nie boję się jednak. W obliczu ataków musimy być odważni. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, potrzeba ludziom męstwa. W sposób szczególny potrzeba go katolickim mężczyznom. Jesteśmy powołani. Nie możemy ustąpić – nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że przegrywamy. Musimy pamiętać, że „jest dobro na tym świecie i warto o nie walczyć”.

 

The Catholic Gentleman

Opublikowany w Religia / Światopogląd | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Żydowska loża B’nai B’rith atakuje – Mirosław Kokoszkiewicz

Posted by Kasztelan w dniu 15 Październik 2013

Kogo oprócz Niemców bali się jeszcze Żydzi wyjaśniła już dawno temu jedna z największych myślicielek XX wieku, Hannah Arendt, z pochodzenia Żydówka, pisząc: Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii.

Profesor K. Jasiewicz: “Żydów gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, że są narodem wybranym. Czują się oni upoważnieni do interpretowania wszystkiego, także doktryny katolickiej. Cokolwiek byśmy zrobili, i tak będzie poddane ich krytyce – za mało, że źle, że zbyt mało ofiarnie. W moim najgłębszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Żydami, bo on do niczego nie prowadzi… Ludzi, którzy używają słów ‘antysemita’, ‘antysemicki’, należy traktować jak ludzi niegodnych debaty, którzy usiłują niszczyć innych, gdy brakuje argumentów merytorycznych. To oni tworzą mowę nienawiści”.

Poniżej tekst o jewrejskim cynizmie i bezgranicznym tupecie. Dalej dwa materiały video, które pozwolą zrozumieć co, jak i dlaczego. Cytując klasyka: “u nas przypadków nie ma”

.

[źródło: http://wirtualnapolonia.com/2013/10/14/zydowska-loza-bnai-brith-atakuje-miroslaw-kokoszkiewicz/]

Żydowska loża B’nai B’rith atakuje – Mirosław Kokoszkiewicz

Posted by Włodek Kuliński – Wirtualna Polonia w dniu 2013-10-14

Zanim przejdziemy do meritum, czyli wściekłego ataku Hartmana na ojca dr Tadeusza Rydzyka przypomnijmy fragment wygłoszonego przez dyrektora Radia Maryja komunikatu, który stał się pretekstem do tej brutalnej i podłej napaści:

„Z radością informuję, że budowa kościoła, świątyni wotum wdzięczności za Jana Pawła II przebiega bardzo sprawnie. Rozpoczęliśmy ją budować w połowie czerwca ubiegłego roku (…) Jak już informowaliśmy – w dolnej części tego kościoła będzie kaplica pamięci, a w niej m.in. będą na czarnym granicie wypisane nazwiska tych, którzy ratując swoich sąsiadów – Żydów zostali zamordowani przez Hitlerowców. Chodzi o nazwiska Polaków, którzy ratowali Żydów z narażeniem życia.”

Wydawałoby się, że inicjatywa jest piękna i zasługująca na wsparcie oraz wielkie uznanie dla pomysłodawcy. Jednak nie dla Hartmana, który napisał w tej sprawie nagłośniony oczywiście przez Gazetę Wyborczą  List do o. Rydzyka gdzie czytamy:

„Słyszymy, że ojciec Tadeusz Rydzyk buduje „kaplicę pamięci” o tych, którzy ratowali – jak wyraził się szef Radia Maryja – „naszych braci Żydów”. Prowokujesz, księże, bezczelnie? Walisz zapamiętale w stół? Więc odzywają się nożyce: wara ci, cyniczny hipokryto, od naszych Sprawiedliwych, którzy ratowali życie naszych rodziców! Zabieraj od nich swoje brudne łapy i zajmij się liczeniem kasy. Przewrotność i obłuda antysemity musi znaleźć granice – a są to granice życia i śmierci. Przeto nie waż się pluć w twarz Sprawiedliwym, ich dzieciom i wnukom!  (…)Bo ty śmiesz nazywać Żydów braćmi? Ty?”

Otóż nie kręć Hartman, bo po pierwsze pisze jak wół, że „sąsiadów”, a nie „braci”. Po drugie to nie są żadni „Wasi”, ale „Nasi Sprawiedliwi”. To są Polacy, którzy ryzykując życiem własnym i swoich rodzin ratowali Żydów, a nawet na ochotnika dawali zamykać się w obozach zagłady by nieść wam pomoc, za co po wojnie żydokomuna w podzięce ich mordowała i wrzucała do dołów na powązkowskiej „Łączce” .

Przykro to powiedzieć, ale „Waszych Sprawiedliwych” nie ma. Oni nie istnieją profesorku, a szkoda, bo przecież mogli być i zapisać się pięknie na kartach historii. Niestety nieznane są przypadki, aby Żydzi ratowali Polaków przed sowieckimi wywózkami ukrywając ich w swoich domach czy obejściach. Wiadomo jednak, że radośnie i masowo witali kwiatami naszych okupantów oraz ochoczo uczestniczyli w denuncjowaniu polskich rodzin, które wywożono później bydlęcymi wagonami na „nieludzką ziemię”. A więc „wara ci, cyniczny hipokryto, od naszych Sprawiedliwych! Zabieraj od nich swoje brudne łapy i zajmij się” spółkowaniem ze swoim partyjnym kompanem i politycznym wyrwikuflem, Palikotem.

Ale to jeszcze nie koniec. Hartman w tym liście pełnym nienawiści odkrywa przed nami wielką tajemnicę mówiącą, przed kim to tak naprawdę ukrywali się Żydzi:

„A przed kim ukrywali się Żydzi? Czy chodziło może o to, że po każdej ulicy spacerowały patrole niemieckie, zaglądając to tu, to tam, w poszukiwaniu ukrywających się Żydów? Otóż bynajmniej. Tymi, których strzec się musieli Żydzi i z powodu, których musieli się ukrywać w chlewach i pod podłogą, byli właśnie owi polscy sąsiedzi….”

Oto Żydzi według Hartmana ukrywali się przed polskimi sąsiadami, a te chlewy i skrytki pod podłogą należały zapewne do Bułgarów, Rumunów, Francuzów i Włochów. Brakuje jedynie w wypocinach Hartmana wyjaśnienia, dlaczego to Żydzi zaczęli się ukrywać przed Polakami dopiero po wkroczeniu do Polski „rycerskiego Wehrmachtu”? Dlaczego nie czynili tego wcześniej i przez wieki masowo napływali na polskie ziemie by się tam osiedlać –przepraszam – ukrywać w chlewach? Cóż to za niewytłumaczalny zbiorowy masochizm żydowskiego narodu?

Kogo oprócz Niemców bali się jeszcze Żydzi wyjaśniła już dawno temu jedna z największych myślicielek XX wieku, Hannah Arendt, z pochodzenia Żydówka, pisząc:

“Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii.”

No, ale o tym Hartman nie wspomina przechodząc już w dalszej części swojego listu na „ty” z ojcem Rydzykiem.

Roi się tam również od kierowanych do Polaków przez tego pożal się Boże profesora i „wybitnego etyka” oraz „filozofa” z Uniwersytetu Jagiellońskiego zwrotów typu,  „ciszej, chamy, nad tą trumną!”,albo pisanych wprost do polskiego duchownego słów: „Wiemy dobrze, po co ci owa „kaplica pamięci”. Co chcesz powiedzieć i osiągnąć, za nic mając uczucia tych wszystkich Sprawiedliwych, którzy w grobach się przewracają widząc, jak sobie gębę nimi wycierasz”, „oby ci język usechł”, „trzymaj swój kramik z tanimi jarmarcznymi dewocjonaliami z dala od tego świata”.

Cóż tu można jeszcze dodać. Widać, że niewiele w żydowskiej mentalności się zmieniło i gdyby historia się powtórzyła to Hartman znalazłby schronienie w piwnicy u ojca Rydzyka, zaś ojciec Rydzyk mógłby liczyć z jego strony w najlepszym wypadku na donos zakończony wywózką na Kołymę.

W tym miejscu znowu chylę czoła przed profesorem Jasiewiczem gdyż poniższymi zdaniami ze słynnego już wywiadu dla „Focus Historia” trafił w samo sedno:

“Żydów gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, że są narodem wybranym. Czują się oni upoważnieni do interpretowania wszystkiego, także doktryny katolickiej. Cokolwiek byśmy zrobili, i tak będzie poddane ich krytyce – za mało, że źle, że zbyt mało ofiarnie. W moim najgłębszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Żydami, bo on do niczego nie prowadzi… Ludzi, którzy używają słów ‘antysemita’, ‘antysemicki’, należy traktować jak ludzi niegodnych debaty, którzy usiłują niszczyć innych, gdy brakuje argumentów merytorycznych. To oni tworzą mowę nienawiści”.

Na koniec jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Tych, którzy ohydny list Hartmana odebrali, jako niezwykle emocjonalny i w swym oburzeniu szczery informuję, że to jest cyniczna i na zimno przygotowana oraz przeprowadzona akcja członka założyciela żydowskiej loży „B’nai B,’rith-Polska”, który realizuje cele tej organizacji.

Co nieco o tych realizowanych w Polsce celach dowiedzieliśmy się 9 września 2007 roku z zamieszczonego na stronach ambasady USA w Warszawie krótkiego komunikatu:

„9 września przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie ambasador Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji – prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności.”

Oto żydowska tajemnicza organizacja w ambasadzie obcego mocarstwa omawia „kwestie” wolnego medium działającego w rzekomo wolnym demokratycznym i suwerennym państwie.

Teraz chyba łatwiej nam zrozumieć cel, jaki wskazano do zaatakowania członkowi założycielowi lożyB’nai B’rith, Hartmanowi oraz zapał, z jakim go realizuje.

Obrona Radia Maryja i TV Trwam przed napierającymi Hartmanami jest naszym wielkim zbiorowym obowiązkiem, bo to tam znajduje się ostoja polskości, katolicyzmu i właściwie pojmowanej polskiej racji stanu.

Źródła:

http://web.archive.org/web/20100412065313/http://polish.poland.usembassy.gov/poland-pl/wydarzenia_20010/bnai-brith-otwiera-now-lo-w-warszawie–9-wrzenia-2007.html

http://hartman.blog.polityka.pl/2013/10/03/list-do-o-rydzyka/

http://www.radiomaryja.pl/informacje/kaplica-pamieci/

Artykuł ukazał się w tygodniku Warszawska Gazeta

Dla Wirtualnej Polonii nadesłał autor:

Mirosław Kokoszkiewicz

Najnowszy nr tygodnika Polska Niepodległa już w kioskach

Polecam moje książki, “Polacy, już czas” ozdobioną rysunkami śp. Arkadiusza “Gaspara”

 Gacparskiego i, „Jak zabijano Polskę”

Sprzedaż: www.polskaksiegarnianarodowa.pl, United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6

————————————————————————————————————————————————————-

.

.
Szczególnie polecam poniższy materiał, pozwoli zrozumieć niuanse…

Pewne wyjaśnienia do materiału powyżej:

(1) Odnośnie prof.K. Jasiewicza…Nie za artykuł, tylko za wywiad, jaki przeprowadziła z nim gazeta “Focus Historia Ekstra”, a tytuł “Żydzi są sami sobie winni” to nie są słowa Jasiewicza, tylko został on wymyślony przez redakcję tej gazety (cała manipulacja z tym wywiadem toczyła się właśnie wokół tego tytułu z pominięciem merytorycznego wywiadu, w którym zarzucił Żydom oszczerstwa względem Polaków i Kościoła, zakłamywanie historii i opisał próbę werbunku go do środowiska żydowskiego (mimo, że nie jest Żydem)

(2) Jedynie Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich został po 1989 r. w 100% zaspokojony, czyli otrzymał cały żądany majątek poprzez nadanie a nie zwrot (!), ponieważ założone po wojnie gminy żydowskie w Polsce nie są prawnymi spadkobiercami gmin przedwojennych. Spora część majątku nadanego żydom w 1989 r. została wytransferowana do USA

(3) Żydowskie Stowarzyszenie B’nai B’rith w Rzeczypospolitej Polskiej (B’nai B’rith – Loża Polin) – międzynarodowa organizacja założona w Polsce 22–23 października 1922 w Krakowie jako XII okręg polski, będąca filią międzynarodowych stowarzyszeń B’nai B’rith. Dekretem Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego z dnia 22 listopada 1938 roku B’nai B’rith w Polsce została rozwiązana z uwagi na jej powiązania z masonerią. Reaktywowana 9 września 2007.

(4) Wpis na blogu Hartmana pt. “Moda na bi!” z 5 sierpnia 2012 r., gdzie postuluje wychowywanie polskich dzieci w biseksualizmie. Oto fragmenty:

“Jeszcze nie moje pokolenie, ojcze! Może następne!Ja już nigdy nie zapadnę w uścisku nagich męskich ramion, nie poczuję rozkosznego drapania trzydniowego zarostu kochającego chłopca.Szkoda gadać – zdeprawowany i erotycznie ułomny nawet rękę niechętnie mężczyznom podaję.Taki to już jestem niedorozwinięty, taki połowiczny”…

“Ale choć sam już nie mogę, nie zamierzam być jak ten pies ogrodnika. Niechaj młodzież dzisiejsza dostanie to, czego nam, starszym, wzbroniono! Uczmy ją kochać na prawo i na lewo, gładkie i szorstkie, wklęsłe i wystające. Chowajmy naszą polską młodzież od małego biseksualnie, na bogato, z fantazją, boć to szczęście nic nie kosztuje!” …

“Ogłaszam świętą krucjatę powszechnej miłości na wszystkie strony, narodową bi-manię, karnawał uścisków chłopców z dziewczętami, chłopców z chłopcami, dziewcząt z chłopcami i dziewcząt z dziewczętami! Och, migdalcie się młodzi, migdalcie, a my sobie chociaż popatrzymy!”  - Ot, etyk – k… jego mać.

A tutaj program, do którego odnosi się powyższy materiał video:

.

[źródło: http://wirtualnapolonia.com/2013/10/14/zydowska-loza-bnai-brith-atakuje-miroslaw-kokoszkiewicz/]

Opublikowany w Jewreje | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Co istnieje naprawdę: płeć czy “płeć społeczna” ?

Posted by Kasztelan w dniu 14 Październik 2013

[źródło: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=10653&Itemid=80]

Co istnieje naprawdę: płeć czy “płeć społeczna” ?

Ideologia gender zapowiedzią totalnej destrukcji

 

ks. Karol Stehlin FSSPX „Zawsze wierni”. Nr. 5 (168) wrzesień 2013

 

Kiedy przychodzimy na świat, mamy już własną i określoną tożsamość płciową, która jest zasadniczym elementem naszej natury. Człowiek może i powinien tę tożsamość sobie uświadomić. Otoczenie ma mu w tym pomóc, a nie przeszkadzać. Ideologia gender zawiera w sobie i rozpowszechnia tezę przeciwną. Została wymyślona jako narzędzie nie do zrozumienia rzeczywistości, ale do walki z ludzkością i z Bogiem.

Wielkie dzieło wychowania ma jeden za­sadniczy cel: wykształcić dobrego człowie­ka, szlachetny charakter, prawą osobowość. Aby ten cel mógł być osiągnięty, trzeba pozwolić i dopomóc dziecku (wychowan­kowi, podopiecznemu), aby uświadomi­ło sobie swoją wynikającą z natury osoby tożsamość oraz odpowiedziało na dwa podstawowe pytania: kim jest i po co żyje. Najczęstszym pytaniem każdego rozwijają­cego się dziecka jest słynne: “Po co to jest, do czego to służy?”. Szukanie odpowiedzi na temat otacza­jącego świata jest nie tylko zaspokojeniem ciekawości dziecka, ale także – a może przede wszystkim – naturalnym dąże­niem do nabrania orientacji w otaczającej je rzeczywistości. Z biegiem czasu dziecko kieruje zain­teresowanie z otoczenia na samego siebie, a pytanie “Po co to jest?” staje się coraz bardziej nurtujące w odniesieniu do niego samego.

 

Tożsamość należy odkryć, a nie kształtować

 

Młodzi ludzie wiele razy zadają sobie py­tanie: “Po co żyję?”. I częstokroć nie potrafią na nie odpowiedzieć. Ich świadomość zderza się z otaczającym światem, a ta konfrontacja często powoduje zamęt i zachwianie stabil­ności ich osobowości. Pojawiają się kolejne pytania, już nie tylko “Po co jestem?”, ale też “Kim jestem?”. Rodzice i wychowawcy mogą swoim dzieciom bądź wychowankom poma­gać lub przeszkadzać w znalezieniu odpowie­dzi na te zasadnicze, egzystencjalne pytania.

Są to pytania przede wszystkim o własną tożsamość, dlatego rodzice mają obowiązek pomóc, a nie przeszkadzać.

Pomoc dziecku w uświadomieniu sobie jego tożsamości ułatwia znalezienie odpo­wiedzi na nurtujące go pytania. Jest to tak­że niezbędna inwestycja, umożliwiająca późniejsze, owocne dorosłe życie. Rodzice i wychowawcy w zasadzie nie kształtują toż­samości dziecka, ale jedynie pomagają mu ją odkryć, pomagają mu ją sobie uświadomić. Kształtować można coś jeszcze nieokreślone­go, np. charakter człowieka, a więc zbiór cech jego osobowości, poprzez rozwijanie cnót i zwalczanie wad. Kształtować można inte­lekt poprzez proces edukacyjny. Do pewne­go stopnia można kształtować temperament człowieka, rozwijając jego dobre cechy i mi­nimalizując złe skłonności.

Z tożsamością płciową jest inaczej. Człowiek przychodzi na świat z określoną już własną tożsamością płciową, która jest zasadniczym elementem jego ludzkiej natu­ry. Człowiek może i powinien sobie swą toż­samość po prostu uświadomić, a otoczenie powinno mu w tym pomóc, a nie przeszka­dzać.

Ideologia gender zawiera w sobie i roz­powszechnia tezę przeciwną. Użyłem pojęcia “ideologia”, bowiem została ona wymyślona jako narzędzie nie do zrozumienia rzeczywi­stości, ale do rewolucyjnej przemiany świata w imię interesów pewnej grupy doktrynerów.

 

Co istnieje naprawdę: płeć czy “płeć społeczna”?

 

Autorzy ideologii gender musieli najpierw zmienić znaczenie samego terminu gender. I zrobili to. Termin gender tak naprawdę ozna­cza po prostu “rodzaj”. W przypadku czło­wieka rodzaje są dwa: męski i żeński. W gra­matyce mamy trzy rodzaje: męski, żeński i nijaki. Od lat 90. ubiegłego wieku autorzy ideologii gender zaczęli definiować to pojęcie inaczej. Ustalili, że będzie ono oznaczać “płeć społeczną“. Wprowadzenie do języka mediów i – niestety – na niektóre uniwersytety ter­minu “płeć społeczna” było posunięciem rewolucyjnym. Tak oto zdumieni studenci do­wiedzieli się, że obok “płci” jest jeszcze coś takiego, jak “płeć społeczna“. Czyli jest to jesz­cze inna, nowa płeć, która nie zależy od naszej biologiczności, ale od wychowania i od uwa­runkowań kulturowych.

Z czasem postawiono krok następny, twierdząc, że w ogóle nie ma czegoś takiego jak płeć wynikająca z biologii, z natury czło­wieka, ale istnieje wyłącznie “płeć społecz­na” – zależna od czynników społecznych, od wychowania, od panujących w danej społeczności zasad i systemów kulturowych.

Wraz z wprowadzeniem do obiegu medial­nego terminu “płeć społeczna”, rozpoczęły się dyskusje nad rozumieniem terminu gen­der. Rozpoczęła się także batalia w obronie terminu “płeć” bez żadnego, dodatkowego przymiotnika. Ideologię gender należy uznać za najnowszą, najbardziej radykalną i nie­bezpieczną formę feminizmu. Ciekawy jest też związek ideologii gender z myślą mark­sistowską, ale ten obszerny temat zasługuje na odrębną analizę.

Gender, we właściwym rozumieniu tego terminu, oznacza po prostu rodzaj, czyli płeć człowieka, która należy do samej istoty oso­by ludzkiej. Płeć jest faktem biologicznym, który w zasadniczym stopniu determinuje naszą tożsamość, czyli to, kim jestem. A kim jestem? Przede wszystkim jestem chłopcem – mężczyzną lub dziewczyną – kobietą. Autorzy ideologii gender na to pytanie odpo­wiadają inaczej: dla nich przede wszystkim jestem człowiekiem. Otóż człowieczeństwo jako takie jest pojęciem abstrakcyjnym. Rodząc się, raz na zawsze mamy określoną pleć

O człowieczeństwie jako takim, o byciu człowiekiem jako takim można myśleć, jest ono przedmiotem rozważań teoretycznych. Ale w rzeczywistości nie występuje ono w postaci bezpłciowej, nijakiej. Proszę poka­zać mi człowieka, który nie byłby chłopcem – mężczyzną lub dziewczyną – kobietą. Nie ma takich ludzi. Już w chwili narodzin w do­kumentach lekarskich zaznacza się, kto przy­szedł na świat, chłopiec czy dziewczynka.

W dowodach osobistych płeć jest zapisana jako istotny znak naszej tożsamości.

Przez całe dzieje ludzkości nikomu nie przyszło do głowy, by ten naturalny podział ludzkości na mężczyzn i kobiety kwestiono­wać czy relatywizować. Nikomu nie przycho­dziło do głowy, by wymyślać człowieka “płci nijakiej”. Nigdy przy narodzinach człowieka nie powiedziano: “Oto urodził się człowiek płci nijakiej, nieokreślonej. Czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka, to się dopiero okaże…”. Aż wreszcie, w naszych czasach ktoś postanowił to zmienić i postawić świat na głowie. Dodać jeszcze należy, że płeć człowieka jest nie tylko kwestią przesądzoną przez bio­logię. Co więcej, jest kwestią przesądzoną przez biologię raz na zawsze. Natura pozo­stawiona sama sobie, nie myli się i nie daje dziewczynce ciała chłopca, a chłopcu ciała dziewczynki. Oczywiście, mówiąc “natu­ra” lub “biologia”, ostatecznie mam na myśli Boga, który tę naturę stworzył i podyktował jej prawa, również prawa biologiczne.

 

Zmiana tożsamości płciowej jest niemożliwa

 

Człowiek otrzymuje albo ciało męskie – i staje się tym samym raz na zawsze męż­czyzną, albo żeńskie – i staje się tym samym raz na zawsze kobietą. Później można tylko narzędziami chirurgicznymi lub środkami hormonalnymi męskie lub kobiece ciało ze­wnętrznie okaleczyć lub zdeformować jego wewnętrzne funkcjonowanie. Nic więcej z ciałem mężczyzny lub kobiety nie da się zrobić. Zmiana tożsamości człowieka jest niemożliwa. Oczywiście, można próbować zrobić to, co jest niemożliwe, ale po co?

Każda próba zmiany tożsamości człowie­ka kończy się fiaskiem, ponieważ jest to dzia­łanie fałszywe, niszczące, zawsze ze szkodą dla niego. Dotyczy to zresztą nie tylko czło­wieka, ale bytu w ogóle. Dlatego od właści­wego traktowania zjawiska gender zależy dobre wychowanie dzieci. Jeśli rodzic czy wychowawca ma fałszywe rozumienie tego, czym jest płeć i jaki wpływ ma płeć na funk­cjonowanie człowieka, to wówczas w pracy wychowawczej nie odniesie żadnego sukcesu. Jedynie skrzywdzi dziecko, popełniając wo­bec niego zasadnicze błędy.

Nie wolno chłopca traktować jak dziew­czynkę, a dziewczynkę jak chłopca. Nie wol­no dzieci traktować jak istoty bezpłciowe, które dopiero na jakimś etapie rozwoju same wybiorą swoją płeć, albo pozostaną bezpłcio­we. Jeśli robi się takie próby, to zamiast wy­chowania mamy do czynienia z destrukcją psychiki i duchowości człowieka. Dlatego obok ideologii gender nie można przejść obo­jętnie. Oczywiście, nie należy jej demonizo­wać, ale lekceważenie jej oznaczałoby zgodę na rozpowszechnianie jej zatrutych, choć es­tetycznie opakowanych owoców.

 

Pierwsza fałszywa teza ideologii gender

 

Teza: tożsamość płciowa jest czymś su­biektywnym, każdy człowiek powinien móc sam wybrać sobie płeć, zadecydować kim jest: chłopcem – mężczyzną czy dziewczy­ną – kobietą. Nie ma w tej kwestii żadnych obiektywnych norm, które ograniczałyby de­cyzję człowieka.

Odpowiedź: jeśli natura ludzkiej płcio­wości jest czymś subiektywnym, to również jako subiektywne trzeba byłoby uznać naturę innych bytów: organizmów żywych lub ciał nieożywionych stałych, ciekłych i gazowych. Także prawa fizykalne (np. prawo ciążenia) lub biologiczne (np. fotosynteza) należałoby uznać za coś subiektywnego. Gdybyśmy to zrobili, ~o wszystkie nauki eksperymental­ne (np. biologię czy fizykę) uczynilibyśmy bezprzedmiotowymi. Tymczasem zarówno prawda o naturze człowieka (czy jest on męż­czyzną czy kobietą), jak również o naturze innych bytów, jest obiektywna.

Byt jest bytem i niczym innym. Mężczyzna jest mężczyzną, a kobieta kobietą. Prawo toż­samości jest podstawowym prawem logiki arystotelesowskiej, odzwierciedlającym wier­nie rzeczywistość. Natura bytu jest czymś obiektywnym, a nie zależnym od stanu świa­domości tego bytu. Człowiek może decydo­wać, jak się ubierze lub co zje, dokąd pójdzie lub czego się będzie uczył, ale nie może decy­dować, czy chce być mężczyzną czy kobietą.

Jeśli wychowanie ma służyć osiągnięciu przez człowieka celu jego życia; jeśli ma przy­gotować młodego człowieka do wkroczenia w samodzielne i odpowiedzialne życie, to musi oprzeć się na tym, kim on jest i jakie są jego przyszłe zadania. To zaś stanowi obiek­tywny konkret, w którym nie ma miejsca na subiektywne wahania.

 

Druga fałszywa teza ideologii gender

 

Teza: płeć jest kwestią wyboru ludzkiej świadomości, a nie cechą ludzkiej natury, która jest taka sama u mężczyzny i u kobie­ty. Nie ma natury męskiej i natury kobiecej, jest tylko jedna natura ludzka. Zadaniem wy­chowania jest: po pierwsze – uświadomienie dziecku istnienia dwóch płci, a nawet trzech, łącznie z “płcią nijaką”, oraz uświadomienie mu, że może dokonać wyboru swojej płci; po drugie – dopomożenie dziecku w dokona­niu takiego wyboru. Budowa ludzkiego ciała nie powinna mieć dla wyniku tego wyboru żadnego znaczenia. Dziecko, odpowiadając na pytanie, “Kim jestem – chłopcem czy dziewczynką?”, nie powinno brać pod uwagę fizycznej budowy swego ciała, ale jedynie to, kim się czuje. O wszystkim zdecydować ma stan świadomości. Teza, iż o prawdzie decy­duje stan świadomości, jest rozpowszechnio­na w systemach spirytualistycznych, a szcze­gólnie w wielu odmianach protestantyzmu.

Odpowiedź: natura ludzka jest rzeczy­wiście jedna w tym sensie, że i mężczyźni, i kobiety są ludźmi. Jednak nie we wszyst­kich wypadkach natura ludzka jest taka sama. Mężczyzna jest człowiekiem i kobieta jest człowiekiem, ale każde z nich jest czło­wiekiem na swój własny, odmienny sposób.

Wymownym przykładem jest choćby tylko ludzka dłoń. Jest ona u mężczyzny i kobie­ty zbudowana dokładnie tak samo, a jednak porównując je, nie sposób pomylić dłoni mę­skiej z kobiecą. Wychowanie ten naturalny stan bycia chłopcem lub bycia dziewczyną musi honorować i rozwijać w świadomości dziecka.

Budowa ciała świadczy o pewnych okre­ślonych cechach psychicznych człowieka, a nie są one u chłopców i dziewczyn iden­tyczne. Ujawniają się one stopniowo, podczas gdy to, jak zbudowane jest ciało dziecka, wi­dać od razu. Wychowawca po budowie cia­ła dziecka poznaje, z kim ma do czynienia i dostosowuje do tego działania wychowaw­cze. Niektóre niezmienne, zewnętrzne ce­chy ludzkiego ciała (np. budowa narządów płciowych) nie są dla świadomości człowieka obojętne, lecz manifestują jego niezmienną tożsamość.

 

Trzecia fałszywa teza ideologii gender

 

Teza: wszyscy ludzie są równi, dlatego sposób wychowania powinien być taki sam wobec chłopców, jak i dziewcząt. Zabawki i stroje powinny być dla dzieci, a nie dla chłopców albo dla dziewczynek. Należy wy­chowywać dziecko tak, jakby jego płeć była przynajmniej na początku kwestią otwartą, a nie tak, jakby dziecko od początku było zdeterminowane swoją płcią. Nie istnieje żadna wrodzona, psychiczna różnica pomię­dzy płciami, dlatego nie ma żadnych natu­ralnych, specyficznie męskich lub żeńskich zadań czy funkcji społecznych. Wyznaczenia tych zadań i funkcji dokonano różnie w po­szczególnych społeczeństwach; stanowi to wytwór uwarunkowań danej kultury i jest wynikiem swoistej umowy społecznej, jaką ludzie zawarli ze sobą w danej kulturze. Jeśli więc np. przyjmujemy zasadę, że dziecko zbu­dowane jak chłopiec, traktujemy jak chłopca, to robimy mu krzywdę. Wychowawca po­winien traktować dzieci w taki sam sposób, bez względu na to, jak zbudowane są ich ciała – przynajmniej do czasu, gdy same jedno­znacznie nie określą, kim są, chłopcami czy dziewczynkami. Stan, w którym mężczyzna i kobieta muszą wchodzić w społecznie ak­ceptowalne role, wbrew swym subiektyw­nym zapatrywaniom, jest wynikiem niespra­wiedliwej, z góry narzuconej wizji płciowości.

 

Odpowiedź: “wszyscy ludzie są równi” – to często powtarzane hasło, ale rzadko kie­dy próbuje się wyjaśnić je szczegółowo. Hasło to ma niewątpliwie bardziej cechy narzędzia propagandowego, niż diagnozy ukazującej rze­czywisty stan. Na pewno wszyscy ludzie są tak samo kochani przez Boga, który jest tak samo Ojcem dla wszystkich i za wszystkich umarł na krzyżu, pragnąc, by wszyscy dostąpili wiecz­nego szczęścia. Wszyscy ludzie mają tę samą bytową (metafizyczną) istotę. Jednak wszyscy ludzie znacząco różnią się między sobą, ich metafizyczna bytowość realizuje się w różnych konkretach, np. poprzez różnicę pamięci i tem­peramentu, stopnia inteligencji i odporności psychicznej – a także właśnie poprzez różnicę płci! Nie wolno tych różnic minimalizować.

Jeśli ktoś chciałby wychowywać dzieci bez uwzględnienia ich różnych płci, to po­stępowałby tak, jakby w wychowywaniu nie uwzględniał ich różnych temperamen­tów. Im szybciej wychowawca zidentyfi­kuje, z jakim dzieckiem ma do czynienia (flegmatyczne, choleryczne, sangwiniczne lub melancholiczne), tym lepiej dobierze środki wychowawcze. Określenie płci jest

dużo prostsze niż określenie temperamentu. Ale nieuwzględnienie różnicy płci jest dużo szkodliwsze dla dziecka, niż nieuwzględnie­nie różnicy temperamentu. Dlatego zajęcia wychowawcze, przynajmniej z niektórych przedmiotów, np. z wychowania technicz­nego czy fizycznego, powinny być zróżnico­wane w zależności od płci.

 

Czwarta fałszywa teza ideologii gender

 

Teza: płeć. danego człowieka jest wyni­kiem stanu jego świadomości i może się zmieniać, tak jak zmieniać się może stan świadomości. Niezmienna płeć nie należy do istoty człowieka. Ludzie tej samej płci mogą zawierać “małżeństwo”, takie samo, jak mał­żeństwo mężczyzny i kobiety. Płeć jest swe­go rodzaju okazją do uzyskania satysfakcji, z czym wiąże się nieskrępowane prokreacją życie seksualne. Powinno być ono swobodne, bowiem chodzi o uzyskanie jak największej satysfakcji związanej z płciowością. Temu ma też służyć jak najwcześniej rozpoczęta “edu­kacja seksualna”, a jej celem ma być poucze­nie dziecka i młodego człowieka, w jaki spo­sób czerpać największą satysfakcję z własnej płciowości.

 

Odpowiedź: przede wszystkim trzeba zaprotestować przeciw użytym w tej te­zie określeniom. Nie ma czegoś takiego jak “małżeństwo” osób tej samej płci, ani

czegoś takiego jak “edukacja seksualna”. Małżeństwo jest nierozerwalnym związ­kiem mężczyzny i kobiety. I takim pozosta­nie zawsze. Nie należy pojęcia małżeństwo opatrywać jakimś specjalnym, uszczegóła­wiającym, definiującym przymiotnikiem, bo to oznacza mniejszą czy większą kapitu­lację przed wynaturzeniami. Jeśli mówimy “małżeństwo osób tej samej płci” to jest to całkowita kapitulacja wobec wynaturzenia. Ale kapitulujemy także, gdy mówimy “mał­żeństwo tradycyjne”, bo tym samym do­puszczamy myśl, że może być jakiekolwiek inne.

Amerykański pisarz Chuck Huber powiedział niedawno: “W momencie kiedy przyznasz się do bycia otwartym zwolenni­kiem «tradycyjnego małżeństwa», tym sa­mym uznałeś klęskę pojęcia «małżeństwo», Nie ma ważniejszej i bardziej niebezpiecz­nej linii frontu niż ta, gdzie rozgrywa się sub­telna i podstępna bitwa na słowa”.

Podobnie jest z terminem “edu­kacja seksualna“, Nie ma czegoś takiego jak edukacja seksualna. Jest natomiast depra­wacja seksualna pole­gająca na uwolnieniu ludzkiej płciowości spod prawa moralnego, w imię osiągnięcia maksymalnej, zmysłowej satysfakcji.

Płeć nie jest czymś przypadkowym, ale stanowi dar Boga dla człowieka. Nie moż­na jej zmienić, tak jak nie można zmienić swej natury, koloru skóry, linii papilarnych. Po prostu nie można przestać być tym, kim się jest. Płciowość nie jest rozrywką, która ma dać człowiekowi jak największą przyjem­ność. Jest natomiast darem, który umożliwia człowiekowi realizację zadania wyznaczone­go mu przez Boga. Satysfakcja płynąca z tego daru jest sprawą wtórną i musi być podpo­rządkowana celowi wyższemu, jakim jest od­powiedzialna prokreacja.

 

Zarys chrześcijańskiej nauki na temat płciowości ludzkiej

 

Nauka ta, przynajmniej w głównej części, jest przestawiona w dwóch orzeczeniach pa­pieskich: w encyklice Leona XIII Arcanum Divinae sapientiae (O sakramencie małżeń­stwa) i w encyklice Piusa XI Casti connubii (O małżeństwie chrześcijańskim).

 

l. Między mężczyzną a kobietą istnie­je nie tylko różnica fizyczna w budowie ich ciał, ale też różnica psychiczna w konstrukcji ich osobowości. Kobieta odczuwa, przeżywa samą siebie i otacza­jący ją świat inaczej niż mężczyzna. Te wi­doczne różnice są za­korzenione w nadprzy­rodzonym wymiarze ludzkiej natury. Oto “stworzył Bóg człowie­ka na obraz swój, na obraz Boży stworzył go, mężczyzną i nie­wiastą stworzył ich” (Rdz l, 27). Istotą czło­wieka, zarówno męż­czyzny jak i kobiety, jest nie tyle jedna czy druga płeć, ile “duch w ciele”, czyli nieśmier­telna dusza, znajdująca się w niepowtarzal­nym, ożywianym przez nią ciele. Ponieważ człowiek taką duszę ma, dlatego możemy go nazwać animal rationale.

Człowiek jest przez Boga, w Bogu i dla Boga stworzony na “obraz i podobieństwo” swego Stwórcy (por. Rdz l, 26). Rozum ludz­ki jest słabym odzwierciedleniem doskona­łego rozumu Boga. Wola ludzka jest cieniem wszechmocnej woli Bożej. To, kim jest Bóg w bezgranicznej wieczności, człowiek żyjący na ziemi może jedynie nieudolnie odzwier­ciedlać, naśladować, uobecniać, niejako ko­piować. Stworzenie w swej ograniczoności potrafi odzwierciedlić tylko nieliczne z nie­skończonych aspektów rzeczywistości Boga. Dlatego Bóg stworzył człowieka w różnorod­ności płci. Człowiek jako mężczyzna potrafi odwzorować pewne cechy Boga, a człowiek jako kobieta inne, różne od tych pierwszych.

Różnica między płciami jest czymś bardzo pozytywnym, ponieważ daje każdej z płci bardzo szczególne, odrębne, niepowtarzalne wartości. Dzięki niej mężczyzna może pa­trzeć na kobietę – i vice versa – z podziwem oraz szacunkiem, dać jej - i vice versa - to czego ona nie ma. W tym wzajemnym obda­rowywaniu się leży najgłębszy sens i istota wzajemnej relacji kobiety i mężczyzny, czyli miłość rodząca owoce, owocująca nowym życiem. Tak więc poprzez zróżnicowanie płci człowieczeństwo zostało ubogacone, co jest pewną (analogiczną) ilustracją bogactwa natury Bożej, którą wyraża każda z trzech Boskich Osób.

 

2. Oto dwa wymowne przykłady podo­bieństwa człowieka, jako mężczyzny i ko­biety (w obu płciach) do Boga. Przykład pierwszy: mężczyzna odzwierciedla Bożą transcendencję, a kobieta Bożą immanencję.

A. Mężczyzna jest odbiciem Boga obec­nego “ponad nami”. Dlatego szuka on Boga “ponad wszelkim bytem”, badając dzie­ło Boga, rozmyślając o Nim w kontekście Jego wielkości i zgłębiając Jego tajemnice. Mężczyzna jest odbiciem transcendentne­go Boga przez to, że Go naśladuje w Jego stwórczym działaniu, w Jego dominacji nad rzeczami i w podporządkowywaniu sobie rzeczy. Na ziemi mężczyzna uczestniczy w Bożym autorytecie. Jest głową, przywódcą, organizatorem, dowódcą wojskowym, ka­płanem. Jego inteligencja planuje działania, a wola realizuje plany i osiąga cele. Jest więc jednocześnie architektem i bu­downiczym pałacu lub świątyni (dokładnie tak, jak Antonio Gaudi). Ten transcendentny charakter Boga obecny w mężczyźnie, jawi się szczególnie w byciu przez mężczyznę przyczyną i celem. W relacji intymnej do ko­biety, to mężczyzna daje część siebie, a kobie­ta tę część przyjmuje. Podobnie jak Bóg daje się stworzeniom, powołując je do istnienia, a one, stając się, przyjmują Go. To mężczyzna wyznacza cel społeczności, podobnie jak czy­ni to Bóg wobec całego stworzenia.

 

B. Kobieta jest natomiast odbiciem opie­kuńczości i troskliwości, jaką Bóg otacza Swe stworzenia. Ukazuje Boga bardziej jako obec­nego “w nas”, niż jako górującego “nad nami”, a więc ukazuje Bożą immanencję. Spoczywa w Bogu, znajduje w Nim ochronę, bezpie­czeństwo, dom, przystań. Ją samą można po­równać do osobowego domu, kielicha. To ona ma w sobie łono zdolne do przyjęcia nowego życia. Jest tą, która przyjmuje życie, jak dom – wędrowca, jak kielich – wino, jak port ­statki i okręty. Kobieta jest strażniczką życia Bożego i miłości. Jest przede wszystkim tą, która w Bogu spoczywa, a mężczyzna przede wszystkim tym, który Boga szuka, tajemnice Boga bada i odtwarza.

 

C. Bóg działa nieustannie ukryty w naj­głębszej istocie wszelkiego bytu, napełnia wszystko życiem, wspiera, chroni i utrzymuje Swoje dzieło w istnieniu. Błogosławi wszyst­ko, otacza opieką, strzeże. Jest On, powtarza­jąc za św. Augustynem, w głębi stworzenia bezustannie tryskającym źródłem, ojcowską praprzyczyną wszelkiego bytu i brzemien­nym, matczynym łonem. W Swoje kocha­jące, troskliwe oddanie się Swemu stworze­niu, Bóg wprowadził w szczególny sposób

kobietę. Może ona uczestniczyć w rządach Opatrzności Boga jako matka przyjmująca, otaczająca troskliwością i dająca wzrost ży­ciu. Może ona służyć życiu, być bezpiecznym skarbcem, gdzie powstaje i rozwija się życie. Dlatego imię pierwszej kobiety brzmi Ewa, co znaczy “matka żyjących”. Bóg obdarza kobietę cechami, których ona potrzebuje, by tę misję wypełniać, a więc przede wszystkim daje siłę i zdolności, by przyjmować, nosić, wydawać na świat, karmić i wychowywać nowe życie.

Daje też takie cechy, dzięki którym może życiu służyć, troskliwie je strzec i chronić. U zwierząt także istnieje instynkt macierzyń­ski, jest to słabe odbicie ludzkiej – kobiecej siły przyjmowania i chronienia życia. Kobieta przyjmuje życie, daje dziecku pod swym ser­cem bezpieczne schronienie, a po narodzinach dba o jego wzrastanie. Chroni i utrzymuje przy życiu chłopca, tak by mógł stać się męż­czyzną, lub dziewczynkę, by mogła dorosnąć i stać się kobietą. Jest dla dzieci ostoją, domem, miejscem ucieczki i źródłem poczucia bezpie­czeństwa. Zwrócona ku bliźnim, troszczy się o ochronę życia zagrożonego, w miarę możli­wości stara się zaradzić ubóstwu, łagodzić bie­dę. Ojcowie Kościoła nazywali ją strażniczką miłości, sercem świata.

 

D. Połączenie odmienności “Bóg w nas” i “Bóg ponad nami” widoczne jest w zjedno­czeniu mężczyzny i kobiety. Znajdujemy dla tego zjednoczenia piękny symbol – drzewo. Kobieta jest niewidocznym, ukrytym korze­niem, nośnym fundamentem, mężczyzna zaś jest widoczną koroną. Kobieta jest całą istotą drzewa, zanurzoną w płodnej ziemi, mężczy­zna zaś jest konkretnym rozkwitem drzewa we wszystkich jego widocznych formach, aż po sam wierzchołek. Kiedy więc mężczyzna i kobieta harmonijnie jednoczą się, ich zaślu­biny ukazują w pełni obraz Boga i wskazują, jaka powinna być rodzina ludzka.

 

3. Przykład drugi: mężczyzna odzwiercie­dla Bożą sprawiedliwość, a kobieta Boże mi­łosierdzie. Nam, ludziom, trudno przychodzi pogodzić ze sobą te dwa przymioty Boga. Trudno zrozumieć fakt, że w Bogu sprawie­dliwość i miłosierdzie nie stanowią przeci­wieństwa, ale dopełniają się. Bóg jest najlep­szym Ojcem, a jednocześnie sprawiedliwym władcą, ustawodawcą i sędzią. Mężczyzna i kobieta w swym zjednoczeniu są odbiciem sprawiedliwego i jednocześnie kochającego ponad wszystko Boga.

A. Mężczyzna uosabia przede wszystkim Boską sprawiedliwość. Jego zadaniem jest rządzić i zaprowadzać porządek w duchu sprawiedliwości, a więc każdemu oddać to, co mu się należy zgodnie z jego natu­rą i wcześniej zawartymi umowami. Aby tego dokonać, mężczyzna potrzebuje ta­lentu organizacyjnego, potrzebuje również odpowiedniego autorytetu, by strzec po­rządku i go sankcjonować. Mężczyzna ma wyczucie rzeczowego porządku i umiaru. Najważniejszy jest dla niego obowiązek po­noszenia odpowiedzialności za swoje dzia­łania, dopiero potem przychodzą porusze­nia miłości.

B. Kobieta natomiast uosabia Boskie miło­sierdzie. Jeśli tylko może kochać i ofiarować siebie, przynieść komuś ulgę w cierpieniu, okazać litość, czyni to hojnie, nie pytając, dlaczego i po co. To gorące pragnienie mi­łości nie zna w niej granic, jak niewyczerpa­ny strumień, który płynie rwącym prądem. Po grzechu pierworodnym to pragnienie mi­łości może stać się łatwo przyczyną zguby, co chyba najlepiej ukazuje przykład św. Marii Magdaleny. Czyż sam Chrystus nie powie­dział, że kochała bardzo, ale swą miłość źle ukierunkowała? Nie strzegła miłości, więc rozlała się ona bezładnie i została zmarnowa­ła, tak jak roztrwoniony zostaje cenny napój, gdy ktoś bezmyślnie rozlewa go po posadz­ce, zamiast ostrożnie wlać do pucharu. Siła miłości kobiecego serca potrzebuje dłoni, która ją podtrzyma i poprowadzi, a strumie­nie tej miłości niejako zbierze, nadając im odpowiednią formę, strukturę i ład. Kobieta będzie potrafiła właściwie zarządzać swoją miłością, jeśli pozwoli, aby wewnętrzne bo­gactwo jej życiodajnych uczuć zostało wzięte w karb pewnego porządku, którego zarządcą jest mężczyzna. Ona jest sercem, a on głową. Ona jest ogniskiem miłości, on jest ogni­skiem sprawiedliwości.

 

4. Różnica płci umożliwia, po pierwsze – wzajemne zjednoczenie, po drugie – re­alizację życiowego zadania bycia ojcem i matką. Doskonałe odzwierciedlenie naj­głębszej istoty Boga w człowieku następu­je wtedy, gdy mężczyzna i kobieta łączą się nierozerwalnym węzłem miłości. To stano­wi, zgodnie z wolą Boga, ich przeznaczenie na ziemi: “Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem” (Rdz 2, 24; Mt 19, 5). Różnica płci ubogaca człowie­ka i służy temu, by móc się wzajemnie uzu­pełnić, tak jak dwie ręce ma on po to, aby dobrze wykonać swoją pracę. Lewa ręka wspiera prawą, a prawa – lewą, razem wy­konując dzieło.

 

Szaleństwo ideologii gender Ideologia gender zaciera różnice pomię­dzy płciami, relatywizuje je lub zmienia te, które wytyczył Bóg, ustanawiając porządek natury i prawa biologii. Takie postępowanie nie może dokonać się bez szkody człowie­ka, a także – dodajmy to, co najważniejsze – bez obrazy Boga. Wpływ ideologii gender na tożsamość wychowanka jest zdecydowa­nie destrukcyjny. Podstawowa odpowiedź na pytanie o doczesną celowość człowieka wiąże się z jego płcią i z wynikającymi z niej za­daniami. Określona w chwili poczęcia i sta­bilna płeć jest darem od Boga, który to dar człowiek powinien rozwijać dla Bożej chwały i dla swego własnego pożytku.

Zaprzeczanie odrębnym rolom społecz­nym mężczyzny i kobiety jest burzeniem ładu ustanowionego przez Stwórcę i po­rządku społecznego, umożliwiającego wła­ściwy rozwój osoby ludzkiej. Należy więc ze wszystkich sił przeciwstawić się tej ide­ologii. Wychowawcy, rodzice, nauczycie­le i kapłani powinni szanować i rozwijać, a nie niwelować, odrębność płci u swoich podopiecznych.

Dziewczęta powinny od­najdywać swą tożsamość w trzech wymia­rach jako virgo, sponsa, mater - dziewica, żona, matka. Piękno, miłość i przyjęcie daru życia – oto ich główne życiowe zadania.

Chłopcy zaś powinni odnajdywać swą toż­samość w wymiarach przewodnika, obrońcy i ojca. Męstwo, służba i odpowiedzialność – oto ich podstawowe życiowe zadania.

Ideologia gender wszystkiemu temu total­nie i radykalnie zaprzecza. Stoi w oczywistej sprzeczności ze wszystkim, co znajdujemy w encyklice papieża Piusa XI Divini illius magistri (O chrześcijańskim wychowaniu młodzieży). Jest jakby ostatnim etapem bu­rzenia ładu ustanowionego przez Boga; ładu, który odzwierciedla w sobie natura. Jeśli cele ideologii gender zostaną osiągnięte, to – do­prawdy – już nic nie pozostanie normalne w społecznym wymiarze ludzkiego życia.

Opublikowany w Społeczeństwo, Światopogląd | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Lichwa (kredyt) to zbrodnia tak perfekcyjna, że aż legalna!

Posted by Kasztelan w dniu 7 Październik 2013

[źródło: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=10608&Itemid=55]

Cyt. “Fragment art. Ewy Zaleskiej, pisany w l. 2005 – 2006  na podst. źródeł dostępnych we Włoszech, gdzie autorka mieszka i działa od paru dziesięcioleci.

Weźmy do ręki wirtualne szkło powiększające i przyjrzyjmy się z bliska tej sprawie, bo jest ona nad wyraz „interesująca”.

Prawie wszyscy myślą, że banki posiadają skarbce pełne pieniędzy ( lub sztabek złota ), które biorą się zarówno z wkładów własnych banków ( czyli pieniędzy bogatych, z natury rzeczy, bankierów ), jak i z wpłat ( depozytów ), które wnieśli do banków klienci. Prawie każdy myśli, że tymi właśnie fizycznymi pieniędzmi banki obracają, pożyczając je innym lub ( przy „dobrej okazji” ) inwestując.

Nic bardziej błędnego !

Banki nie posiadają praktycznie żadnych pieniędzy, gdyż prawo bankowe zezwala bankom na fizyczne posiadanie tylko kilku procent tego, czym banki obracają ( w zależności od aktualnie obowiązującuch uregulowań, które ustanowiły sobie same banki, nie rządy ! ). Dziś rezerwa częściowa opiewa na 2 % – oznacza to minimalny procent fizycznych pieniędzy, jakie musi posiadać bank ( na 100% udzielanych pożyczek ). Tak więc banki mogą legalnie dysponować 1/50 – jedną pięćdziesiątą ( ! ) tego, co pożyczają. Czyli 98 % tego, z czego banki udzielają kredytów to są pieniądze „wyczarowane” ( mówiąc dobitnie: fałszywe ) – tych pieniędzy banki nie miały i nie mają.

Spróbujmy prześledzić proces „wyczarowywania” pieniędzy przez system bankowy.

Powszechnie uważa się, że wpłacając do banku nasze zaoszczędzone 100 euro (w przypadku złotych, dolarów czy jakiejkolwiek innej waluty logika jest taka sama), uzyska się od tych 100 euro 1 % odsetek w skali roku. Czyli po roku możemy być bogatsi o 1 euro i możemy odebrać z banku 101 euro. Banki z kolei, pożyczając innym swoim klientom te nasze 100 euro, żądają od nich, przypuśćmy, 8 % od sumy pożyczonej w skali roku. Jesteśmy skłonni myśleć, że różnica pomiędzy tym, co bank uzyskuje udzielając pożyczek ( tu: 8 %  ) a tym, co bank wydaje na wypłacenie odsetek od zdeponowanych przez swoich klientów pieniędzy ( tu: 1 % ), to jest cały i jedyny zarobek banków. Czyli ta różnica ( 8% – 1 % = 7 % ) miałaby stanowić zysk banków, dość wysoki wprawdzie – myślimy – no ale banki mają swoje koszty.

Jesteśmy bardzo dalecy od prawdy !

Prześledzmy jak i z czego banki tworzą swoją fortunę.

Jeśli ja wpłacę do banku, przypuśćmy, 100 euro ( ta logika dotyczy w równym stopniu złotych czy dolarów ) to dostanę od banku, po upływie roku, 1 % odsetek od tych zdeponowanych przeze mnie pieniędzy. Czyli po roku będę mieć na koncie bankowym 101 euro.

Ale bank, przyjmując ode mnie te 100 euro, będzie mógł pożyczyć innym na procent (na te, przypuśćmy, 8 % ) nie tylko „moje” 100 euro ale ponad 5.000 euro (dokładnie 5.299 euro), które „cudownie” pojawiają się, celem kredytowej działalności banków, po wpłaceniu przeze mnie 100 euro. Skąd bierze się ta cyfra w banku ?

Bank, w oparciu o prawo zwane „rezerwą obowiązkową” czy też „rezerwą częściową” nie musi posiadać swoich realnych, fizycznych pieniędzy, by móc udzielać pożyczek.  Prawo, o którym wyżej, zezwala bankom na kreowanie pieniędzy, co dokładnie oznacza „wyczarowywanie” sumy w ilości 50 razy większej od tej, którą banki realnie dysponują i którą przechowywują w swojej rezerwie ( zwanej, co warto zapamiętać, rezerwą częściową czy obowiązkową ). Jest to możliwe dlatego, że od dawna już bankierzy zaobserwowali, że ludzie wkładający swoje oszczędności do banku, podejmują je po trochu i nigdy wszyscy naraz. Poza tym, zwłaszcza w ostatnich latach, wzajemne rozliczanie należności pomiędzy stronami odbywa się najczęściej systemem przelewów. Obrót gotówkowy praktycznie zostaje wyparty przez obrót elektroniczny, wirtualny ( elektroniczne karty płatnicze zna każdy z nas ! ). Stąd istnienie pieniędzy fizycznych staje się praktycznie nieistotne. Obecnie w świecie cywilizacji zachodniej, a coraz bardziej w całym naszym globalnym świecie, masa monetarna fizyczna ( tj. pieniądz papierowy czy monety metalowe ) stanowi jedynie nikły procent masy monetarnej w obiegu ( mniej niż 10 procent ! ), gdyż prawie wszyscy i prawie wszędzie posługują się pieniądzem elektronicznym.

Wróćmy teraz do moich 100 euro : po ich wpłaceniu przeze mnie bank bogaci się o ponad 5.000 euro. Gdybym tych pieniędzy nie wpłaciła, bank nie mógłby wykreować sobie tej sumy, bo musi mieć do tego podstawę właśnie w tej fizycznej, wpłacanej przez kogokolwiek walucie.

W oparciu o prawo „rezerwy częściowej” czy „obowiązkowej” , wynoszącej dziś 2 % ( to na podstawie uzgodnień międzynarodówki bankierów, spotykających się regularnie w Bazylei, w Szwajcarii i zwanych „ Bazyleą II ” ) zdeponowane przez kogokolwiek 100 euro dają podstawę bankowi komercyjnemu do cudownego rozmnożenia tych 100 euro aż 50- krotnie (  100 euro stanowi 2 % od sumy 5.000 ). Tak więc przyjmując ode mnie 100 euro bank natychmiast traktuje te pieniądze jako „rezerwę obowiązkową” ( 2-procentową ) i na tej podstawie „wyczarowuje” sobie pozostałe 98 % masy monetarnej, tyle że wirtualnej. I te 98 % ( tu: 5.000 euro ) może już pożyczać, na procent oczywiście.

Nota bene: istnieje projekt, wywodzący się z Bazylei, zlikwidowania jakiejkolwiek rezerwy obowiązkowej, tak, by banki mogły kreować każdą ilość pieniędzy, bez konieczności dysponowania nawet minimalna rezerwą.

Moje 100 euro ( w oparciu o prawo „cudownego rozmnażania” ) , a więc pomnożone przez 50,  daje 5.000 euro. Od tak wykreowanych 5.000 , bank ( w momencie udzielania innym jakichkolwiek pożyczek ) nalicza sobie odsetki , przypuśćmy 8 %.

8% od 5.000 euro = 400 euro. Te 400 euro to zarobek banku uzyskany z aplikowanych odsetek od udzielonej komuś pożyczki w wysokości 5.000 euro.

Od tych 400 euro bank musi odjąć 1 euro ( tzn. odestki wypłacone mi po roku od moich zdeponowanych 100 euro ) i zostaje mu 399 euro.

Tak więc bank, w oparciu o wpłatę ( depozyt ) klienta wynoszącą 100 euro zarabia:

1)    w oparciu o mechanizm odsetkowy : 399 euro

2)    w oparciu o prawo rezerwy częściowej czy obowiązkowej :  5.000 euro

To, co w tym układzie nie należy do banku, to jest moje 100 euro, które posłużyło bankowi do rozmnożenia swoich możliwości pożyczkowych (udzielanych na procent, oczywiście ) i które mogę podjąć w każdej chwili wraz z moim zarobkiem, tj. 1 euro odsetek.  Ostatecznie, od zdeponowanych przez klienta 100 euro bank stworzył dla siebie 4.900 euro ( bo od 5.000, które bank sobie wykreował, musi odjąć 100 euro, które były i są moje ) + 399 euro odsetek, co daje bankowi sumę 5.299 euro.

Widzimy bardzo dokładnie, jak i z czego banki tworzą swoją fortunę i widzimy skalę tego przekrętu: my, z naszych 100 euro włożonych do banku uzyskujemy 1 euro, a bank z NASZYCH 100 euro uzyskuje 5.299 euro.

Ale to nie koniec. Te pieniądze, wykreowane w oparciu o prawo rezerwy częściowej ( czyli „z powietrza”, stąd zwane często „fiat money” – z łaciny: pieniądze które „się stają” ) wchodzą do obiegu i prędzej czy pózniej wracają do systemu bankowego ponownie w formie depozytów ( oszczędności ). Na bazie tych depozytów bank będzie znów „cudownie rozmnażał” swoje bogactwo, oferując pożyczki i kredyty.

Zajrzyjmy jeszcze do księgowości bankowej.

Jak już mówiliśmy, kiedy ktoś wpłaca do banku przypuśćmy 100 euro, to bank może pożyczyć przedsiębiorcy ( w oparciu mechanizm rezerwy częściowej ) nie tylko te czyjeś 100 euro, ale – w zaokrągleniu – 5.000 euro. Czyli bank pożycza pieniądze których nie ma, a na dodatek dolicza sobie odsetki.

Bank teraz w swojej księgowości te wyczarowane i pożyczone 5.000 euro wpisuje do rubryki „aktywa” ( innymi słowy „plusy” ), a dzieje się tak dlatego, że od tej pożyczki będą wchodziły do kas banku odsetki, a więc – mówiąc potocznie – bank będzie miał to „na plusie”.

Księgowość banku ma też drugą rubrykę, tzw. pasywa ( innymi słowy „minusy” ). I te 5.000 euro zostaje wpisane również i do tej rubryki, jako że te pieniądze bank zobowiązał się wypuścić od siebie, przeznaczając je do obrotu. W bankowej rubryce „pasywa” ( minusy ) widnieje więc potencjalny dług, bo przedsiębiorca może w każdej chwili zechcieć wypłacić sobie z banku gotówkę, zgodnie z kredytem, który zaciągnął. Bank jest więc równolegle, potocznie mówiąc – „na minusie”. Bankowa rubryka „pasywa” ( minusy ) jest okresowo zasilana wpłatami przedsiębiorcy tytułem spłaty długu.

W układzie bank – przedsiębiorca ( czy jakikolwiek inny klient ) widać bardzo wyraznie, że przedsiębiorca, biorąc kredyt z banku, zadowala się pieniędzmi w postaci cyferek na swoim koncie. Tak dzieje się w zdecydowanej większości przypadków. Z tego „cyferkowego” konta klient będzie pobierał najczęściej pieniądze w postaci przelewów, którymi będzie pokrywał swoje zobowiązania pieniężne.

Bank, który udziela kredytu nie ma i nie tworzy realnych pieniędzy ( ani na sumę netto pożyczki ani na kwoty odsetek ). Bank jedynie czeka, aż klient przyniesie mu realne pieniądze, uzyskane od innych ludzi. I to nie tylko w kwocie „pożyczonej” ale w kwocie powiększonej o pewien procent, tj. o odsetki, dając tym sposobem bankom więcej niż „wziął”.

Ważny w tym mechanizmie jest fakt, że banki, pobierając ( czasami całymi latami ) odsetki od pożyczki są w zasadzie tym całkowicie usatysfakcjonowane. Nawet jeśli sumy pożyczonej nie zainkasują nigdy, to odsetki są i tak doskonałą formą zarobku. Mówiliśmy już dlaczego tak się dzieje: bo bank pożyczył w każdym razie cyferki wykreowane „z powietrza”, pożyczył to, czego zwyczajnie nie miał, a uzyskał pieniądze realne z odsetek.

Cała polityka banków zmierza właśnie do tego: do zadłużania społeczeństw celem ściągania z nich realnych pieniędzy ( których nie było przedtem ani na rynku ani w banku ). Często, gdy dłużnik nie jest w stanie spłacić pierwotnego długu ( a dzieje się tak najczęściej w przypadku instytucji publicznych czy bezpośrednio państw narodowych), bank „łaskawie” udziela im drugiej pożyczki, tym razem rozłożonej na dłuższy termin spłaty. Jest to dla banków złotym interesem, bo liczy się to, żeby do banku w każdym razie wpływały odsetki. Tak więc, jak widzimy, banki ustawicznie wyciągają, bez pracy, pieniądze z gospodarki.

Wróćmy do księgowości bankowej żeby przyjrzeć się panującej tam logice, a co za tym idzie rutynowym posunięciom, powodującym ostatecznie ukrytą inflację w poszczególnych państwach i na świecie.

Kiedy kredytobiorca plajtuje ( co zdarza się często ), bank przerejestrowuje przyznany mu kredyt do rubryki „straty”. Nie jest to, w rzeczywistości, wielkim bólem dla banków, jako że 98 % kwoty pożyczonej zostało w każdym razie „wyjęte z kapelusza”. Realnie więc bank nie stracił nic, bowiem jedynym kosztem tej pożyczki był dla banku … koszt prowadzenia księgowości. Jest jeden tylko zasmucający banki aspekt tej sprawy: bank pozbywa się teraz rubryki „aktywa” ( plusy ), a zostaje mu ( jak bumerang ) do honorowania rubryka ”pasywa” ( minusy ). Te „minusy” nie będą ulegały zmniejszeniu – jak to było przewidziane – poprzez spłaty klienta, jako że klient przestał istnieć: splajtował. Bez względu na to jednak, bank musi honorować przedkładane mu polecenia wypłat. Te pieniądze muszą pochodzić teraz z faktycznego kapitału banku ( z tego, co realnie włożyli akcjonariusze ) lub z profitów tych akcjonariuszy. Z tego właśnie powodu banki są bardzo ostrożne w fazie przyznawania kredytów, bo jeśli zbyt dużo przedsiębiorców plajtuje i oni są niewypłacalni, to wtedy realne pieniądze ( te z odsetek od udzielonych kredytów, które miały zasilać rubrykę „aktywa”, tj. plusy ) przestają wpływać do banku.

W takiej sytuacji „pasywa” ( minusy ) mogą przewyższyć realny kapitał banku, powodując sytuację zagrażającą jego dalszemu biznesowi .

Nie ma jednak obawy, by bank stracił. Jeśli któryś z banków znalazłby się w podbramkowej sytuacji, wyciągnie go z perypetii Bank Centralny, pełniący funkcję pożyczkodawcy ostatniej instancji i gwaranta bankierów, którzy – z zasady – nie tracą nigdy. Nam się mówi, że Bank Centralny interweniuje by zabezpieczyć nasze oszczędności. Rzeczywistość jest jednak taka, że Bank Centralny zabezpiecza interesy prywatnych bankierów.

Banki niechętnie udzielają pożyczek drobnym przedsiębiorcom, gdyż koszt obsługi kredytu jest taki sam dla małego klienta jak i dla wielkich koncernów i państw narodowych. Jak już wspomnieliśmy, bank nie jest zainteresowany głównie – jak to wydaje się większości pożyczkobiorców – faktycznym zwrotem sumy wyasygnowanej na pożyczkę, bo ta suma praktycznie i tak nie istniała. Wiemy już że 98% kwoty, na jaką opiewa kredyt to pieniądze „wyczarowane”, a pozostałe 2% pieniędzy realnych to są w każdym razie pieniądze klienta i one banku nie interesują.

Bank interesuje jedno: ściąganie odsetek od „pożyczek”, bo te odsetki są prawdziwe i dopóki kredytobiorca spłaca odsetki, bank zarabia. Wydawałoby się oczywiste nam, normalnym ludziom, że bank powinien być szczęśliwy jeśli klient ma możliwość wcześniejszej od ustalonej umową, spłaty kredytu. Jest wręcz odwrotnie: banki naliczają karę za taki pośpiech !

Dla banku największą stratą jest strata płacącego odsetki dłużnika. Tym sposobem banki często udzielają tzw. kredytów pomostowych, które są kredytami, pomagającymi kredytobiorcom płacić odsetki w nieskończoność.

Z tego właśnie powodu idealnym dla banków kredytobiorcą i dłużnikiem jest państwo. Bank pożycza państwom swoje „wyczarowane” pieniądze, a państwo, poprzez wystawianie papierów wartościowych ( bonów skarbowych, obligacji ), zobowiązuje się, że te pieniądze odda, w międzyczasie płacąc odsetki od uzyskanych pożyczek.

Papiery wartościowe to nic innego jak po prostu obietnice zapłaty czyli tzw. obligacje ( obietnica = obligacja ), wystawiane na określony termin. W praktyce obligacje tym różnią się od bonów skarbowych, że mają wieloletnie terminy spłaty, ( bony skarbowe do jednego roku ).

Żaden bank nie oczekuje jednak, że państwo spłaci pożyczkę w terminie i że w ogóle ją spłaci. Bank oczekują tylko, że państwo – w obliczu zbliżającej się daty spłaty obligacji – zamiast je spłacić ( a nie ma z czego ), wystawi bankom kolejne zobowiązania  zapłaty ( obligacje ). Czyli państwo wystawia ( drukuje ) kolejne „papiery wartościowe”, stając się tym sposobem niespłacalnym dłużnikiem banków, bo wysokość odsetek stale rośnie. Nie jest znany w historii przypadek uregulowania długów względem banku przez państwo.

I taki własnie układ jak najbardziej zadowala posiadaczy obligacji – banki czy jakiekolwiek instytucje finansowe, bo one uzyskują odsetki ( a tych odsetek jest coraz więcej i są to astronomiczne sumy ) w pewności, że państwo nie może splajtować.

Uważny i bystry czytelnik zapewne dostrzeże, że skoro państwo może drukować obligacje, które są przecież honorowanym środkiem płatniczym, to przecież w równym stopniu mogłoby drukować banknoty. Te banknoty nie zadłużałyby państwa, a więc podatki , którymi są obciążeni obywatele mogłyby być wielokrotnie niższe ( mogłyby ograniczać się do kilku procent na obsługę administracji państwa, naszego bezpieczeństwa itp. ).

Dlaczego więc państwo nie drukuje banknotów ?

Jeśli ktokolwiek zadałby to pytanie publicznie, usłyszałby znaną już śpiewkę : „ bo druk pustych pieniędzy prowadzi do inflacji”. Ciekawe, że co do druku obligacji,  które są przecież obłożone długiem, na publicznym forum nikt nigdy nie zgłasza  żadnych obiekcji ! Zauważmy: dzieje się tak zarówno gdy rządzi lewica, jak i prawica czy centrum.

Margrit Kennedy, żyjąca w Niemczech ekolog i propagatorka uwolnionej ekonomii, ( 14 ) uświadamia nam, że w państwach zwanych „wolnorynkowymi” swobodnie działa niewidoczna dla nikogo machina niszcząca: jest nią system odsetkowy. Ten system można przyrównać do raka w organizmie, bo oba charakteryzują się tzw. wykładniczym wzrostem. Wykładniczy wzrost to taki, który podlega schematowi wzrostu  bardzo niebezpiecznemu dla tych, którzy nie znają jego dynamiki.

Wzrost wykładniczy – jak rak w organizmie – zaczyna swój proces wzrostu bardzo powoli, ale z czasem przyspiesza i ostatecznie przechodzi w rodzaj pędu, którego nie sposób powstrzymać. W naturze tak zachowuje się rak, a w gospodarce system odsetkowy. Ludziom bardzo trudno jest zrozumieć wzrost wykładniczy, gdyż wokół siebie nie widzą tego zjawiska ( poza  chorobą wyniszczającą ) – prawidłowo funkcjonujący świat przyrody oparty jest o inny rodzaj wzrostu: jakościowy. Krótko i obrazowo naświetlę tylko jak zachowuje się wzrost wykładniczy, zastosowany w sektorze spekulacyjnym ( tj. odsetkowym ). Tak więc, gdyby ktoś zainwestował w roku narodzenia Jezusa jednego tylko feniga na 4 %, to w r. 1750 mógłby kupić tyle złota, ile waży cała kula ziemska, a już w roku 1990 takich „ziemskich kul złota” mógłby nabyć aż 980 ! Narastanie odsetek w dłuższym czasie, chociażby tylko 1-procentowych, powoduje spustoszenie wszystkiego, co zostało poddane działaniu tego systemu, rujnując tych, którzy poddali się płaceniu odsetek  bo nie przypuszczali, że poddali się działaniu systemu wykładniczego.

Jeśli więc zdamy sobie sprawę, że nasze rządy, w naszym imieniu, zobowiązują się płacić bankom odsetki od pożyczanych przez państwo pieniędzy, to znajdziemy odpowiedz na to, dlaczego państwo stale nie ma na godziwe płace, na emerytury, na renty, na szkoły, szpitale, drogi, kulturę itp. Nasze podatki idą bowiem na tzw. obsługę długu, czyli na spłatę odsetek i odsetek od odsetek prywatnym bankom!  Żeby nie być gołosłowną, przytoczę fragment artykułu p.t. „Pozycja gospodarcza Polski w świecie”, opublikowany na portalu Hotnews.pl ( http://hotnews.pl/artstale-7.html ):

„ …. obsługa długu publicznego jest drugim, co do wielkości wydatków, punktem w budżecie państwa. Kwoty przeznaczone na edukację ( 8,847 mld zł/2002 ) i ochronę zdrowia ( 3,594 mld zł/2002 ) razem wzięte tylko nieznacznie przekraczają POŁOWĘ sumy przeznaczonej na zobowiązania naszego kraju wobec kredytodawców. ”

Warto podkreślić, że są to dane z 2002 roku, a więc na dziś sytuacja nie może być jak jeszcze gorsza. Mechanizm odsetkowy jest też przyczyną przymusowego i patologicznego „wzrostu gospodarczego”, niszczącego samego gospodarza Ziemi, którym jesteśmy my i nasi następcy.

Jesteśmy skłonni myśleć, że jeśli nie zaciągamy pożyczek w banku, to nie płacimy odsetek. W takim wypadku – oczywiście – nie płacimy odsetek „bezpośrednich”, ale płacimy – niestety – odsetki „pośrednie”, czego w ogóle nie przypuszczamy !

W każdej rzeczy, którą nabywamy i w każdej usłudze, z której korzystamy, średnio połowę ceny stanowią … odsetki. Są to odsetki, które płacimy my jako końcowi odbiorcy oferowanych dóbr. Dzieje się tak dlatego, że wytwórca przedmiotów czy usług, zanim je wytworzył, skorzystał z kredytu bankowego. Te kredyty są, jak wiemy, zawsze oprocentowane i koszty tych kredytów wliczane są w cenę produktu końcowego, a więc są przerzucane na kupującego. Są one określane mianem niewinnie brzmiących słów: „koszty kapitałowe”. Margrit Kennedy obliczyła, że w Niemczech największy procent tych kosztów płacą użytkownicy mieszkań komunalnych. Tak więc to, co Niemcy płacą w ramach czynszu za mieszkanie, to nie są – jak się powszechnie przyjmuje – koszty utrzymania budynku czy też koszty jego amortyzacji wraz z kosztami administracyjnymi budownictwa mieszkaniowego. W pieniądzach przekazywanych administracji na czynsz aż 77 % kwoty tego czynszu idą na … koszty odsetek od kapitału  ( tj. koszty kapitałowe ) !

Rodzi się w takim razie pytanie: czy można jakoś odciąć się od systemu odsetek, tak, by wszystko mogło kosztować nas o połowę mniej ? Odpowiedz jest pozytywna: oczywiście taka możliwość istnieje, jest ona nawet „na wyciągnięcie ręki”, a jedyną przeszkodą w jej realizacji jest …. niewiedza społeczeństwa o systemie i o stopniu wyzysku, jakiemu jesteśmy wszyscy poddani. Do konkretnych sposobów uwolnienia się od odsetek i długów wrócimy w dalszej częci tekstu.

Kiedyś, a dokładnie przed rokiem 1694, władza państwowa mogła pozwolić sobie zwyczajnie na wyrzeczenie się, w pewnym momencie, długów względem bankierów. Tak postąpił np. król Anglii Edward względem bankierów florenckich. Ale dziś władza państwowa nie może narażać interesów bankierów i proceder zadłużania społeczeństw wydaje się nie mieć końca.

Najbardziej tragiczna jest pod tym względem sytuacja tzw. Krajów Trzeciego Świata. Np. Wybrzeże Kości Słoniowej w Afryce – wieczny dłużnik międzynarodówki bankierskiej – kiedy nie jest w stanie spłacać odsetek, bank służy mu pomocą w ten sposób, że wykreśla ze swojej księgowości tę pożyczkę i pokrywa jej wartość z własnych zasobów. Bankowi zależy wszak, by dłużnik płacił odsetki, a więc przyznaje mu kolejny kredyt ( kreując znów pieniądze z niczego na tyle, by ta „kreacja” umożliwiała wysysanie ciągłej daniny czyli odsetek ). Jeśli dłużnik nie ma na płacenie odsetek, bank udziela mu specjalnego „kredytu pomostowego” na ich spłatę. Jeśli i tym razem dłużnik nie płaci, interweniuje Fundusz Monetarny, rozwiązując kwestię w ten sposób, że zostaje delikwentowi przyznany kolejny kredyt ( trzeci ).

A zadłużane państwo nawet nie widzi gotówki: wszystko przechodzi jedynie przez księgi rachunkowe banków. Podatki, które takie państwo uzyskuje z pracy obywateli, prawie w całości idą na pokrywanie długów ( tj. płacenie odsetek ) i nie ma z czego np. budować szkół …. Ale bank w swojej rubryce „aktywa” może wpisać cyfrę jeszcze większą, która przynosi mu wyższe odsetki , a więc większe zyski. Kończy się to najczęściej popadnięciem delikwenta w stan niewypłacalności, a dzieje się tak wówczas, gdy wszystkie przychody państwa ( zarówno te z podatków jak i te z eksportu ) zostają pochłonięte przez banki w ramach spłaty odsetek. Zwykle wtedy banki proponują „renegocjację” zadłużenia, polegającą na tym, że kwoty odsetek do płacenia stają się niższe, ale są do płacenia dłużej, w ciągu dziesięcioleci. Banki osiągają swój cel: wieczne zadłużenie państw narodowych. Na samym końcu tego procederu zwykle interweniują rządy ( głównie USA ), które przeznaczają na cele pomocowe dla państw Trzeciego Świata pieniądze podatników. Ale nie zapominajmy: kraje Trzeciego Świata płacą bankom ( ! ) w ramach odsetek sumę dwukrotnie większą od tej, którą otrzymują o rządów ( od nas ! ) w ramach „pomocy na rozwój” .

C.d.n.

Bibliografia :

Maurizio Blondet : ” Schiavi delle banche” ( Niewolnicy banków )- wyd. Effedieffe 2004

Marco Saba : “Bankenstein”  – wyd. Nexus 2006

Margrit Kennedy ” La moneta libera da inflazione e da interesse” ( Pieniądz wolny od inflacji i odsetek )- wydaw. Arianna 2006

Marco Della Luna, Antonio Miclavez: “Euroschiavi”( Euroniewolnicy ) – wydaw. Arianna 2005

Opublikowany w Gospodarka | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Po przerwie…

Posted by Kasztelan w dniu 3 Październik 2013

Po przerwie, tak na rozgrzewkę proponuję trzy teksty:

(1) Półtora roku temu przewidział inż. Cierpisz wczorajszą hecę [źródło: http://zygmuntbialas.salon24.pl/534563,poltora-roku-temu-przewidzial-inz-cierpisz-wczorajsza-hece]

(2) Kod bestii. Ślady dźwiękowe. [źródło: http://zezorro.blogspot.com/2013/09/kod-bestii-slady-dzwiekowe.html]

(3) Wałęsa. Człowiek z kutra [źródło: http://kokos.salon24.pl/537555,walesa-czlowiek-z-kutra]

i trochę muzyki… z tekstem:  ;-)

.

Opublikowany w Smoleńsk 2010 | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Rolex: Źródło polskich problemów tkwi nad Wisłą

Posted by Kasztelan w dniu 13 Czerwiec 2013

Szczególnie polecam bardzo interesujące spostrzeżenia wyartykułowane przez Rolexa, które pozwalają co nieco zrozumieć i otworzyć oczy… Wywiad Zygmunta Białasa.

[źródło: http://zygmuntbialas.salon24.pl/513869,rolex-zrodlo-polskich-problemow-tkwi-nad-wisla]

Rolex: Źródło polskich problemów tkwi nad Wisłą

Trzecia część wywiadu z Tomaszem Pernakiem (nick: @Rolex), uznanym blogerem piszącym w portalu Salon 24, autorem książki  “Kasyno”

Zygmunt Białas:  Pisałeś w końcu października ubiegłego roku, link:   http://hekatonchejres.salon24.pl/459147,trotylem-y-nitrogliceryna   -  „96 pasażerów Tu-154 nie zeszło z tego świata w wyniku wypadku lotniczego, cały świat o tym wie. Jak zeszło, nie wiem”. - Masz jednak na pewno jakieś wyobrażenie o tym, co mogło się dziać 10 kwietnia 2010 roku. Proszę, byś przedstawił jakiś prawdopodobny – według Ciebie – ciąg wydarzeń, w wyniku których zginęła polska delegacja udająca się do Katynia.
Tomasz Pernak (@Rolex):  Uważam, że o ile należy krytycznie analizować ‘prawdy’ na temat 10 kwietnia 2010 roku i je falsyfikować, o tyle należy być ostrożnym w tworzeniu ‘pozytywnych’ scenariuszy tam, gdzie są białe plamy; rzecz jasna w próbach rekonstrukcji ostatnich godzin życia 96 osób należy, na ile to możliwe, odwoływać się do konkretu.
Istnieje dość bogata, a do tego zagadkowa, dokumentacja fotograficzna rzeczy osobistych osób, które rzekomo pochodzą z katastrofy lotniczej. Zniszczenia materiału (ubiorów, mundurów) mogą, jak każdy inny dowód materialny, stanowić podstawę badań i analiz na temat tego, co do nich doprowadziło. Jak w każdej dziedzinie specjalistycznej wiedzy i tu są fachowcy, którzy potrafią z dużym prawdopodobieństwem orzec, czy coś uległo zniszczeniu w wyniku wybuchu, spalenia, rozrywania, cięcia, etc… Zamiast bezskutecznie odwoływać się do międzynarodowych gremiów politycznych, najlepiej jest zlecić prywatnie takie analizy na rynku usług laboratoryjnych czy eksperckich, których jest kilka w całym wolnym świecie.
Rzecz jasna ocena fotografii jest obarczona o wiele większym ryzykiem błędu niż badanie przedmiotu materialnego, ale pomaga w tworzeniu hipotez (przypomnę, że obydwie funkcjonujące w przestrzeni publicznej hipotezy: wypadkowa i n-wybuchowa oparte są w znacznej mierze o analizę materiałów fotograficznych). Wiem, że rodziny otrzymały część prywatnych rzeczy należących do tragicznie zmarłych 10 kwietnia (bądź około tej daty); uważam, że dobrą drogą byłoby przekazanie tych rzeczy do badań w prywatnych, specjalistycznych instytucjach. Oczywiście, nie można w tym miejscu nie podnieść casus dowodu osobistego śp. Tomasza Merty, kiedy to z jednej strony niefrasobliwość ‘producentów’, z drugiej trzeźwość umysłu i spostrzegawczość wdowy pozwoliła na wychwycenie procederu ewidentnego fabrykowania dowodów katastrofy. Tłumaczenia MSZ-tu można z góry przyjąć za ‘bajania’; w sposób celowy dokonano takich uszkodzeń dowodu rzeczowego, by przypominał uszkodzenia dokonane pod wpływem wysokiej temperatury.
Dlaczego? Bo oryginał nie nosił takich śladów. Już ten sam fakt (takiego działania) naprowadza nas na domniemanie rozmyślnego tworzenia fikcji wydarzeń 10 kwietnia 2010, bo po cóż ktoś po polskiej stronie miałby się trudzić fabrykowaniem dowodów wypadku /zamachu, gdyby taki rzeczywiście miał miejsce? No i dlaczego ‘produkcja’ miałaby się odbywać aż na tak wysokim szczeblu?
ZB:  Tuż po tragedii uzgodnili Putin i Tusk, iż będzie ona wyjaśniana zgodnie z załącznikiem 13 do konwencji chicagowskiej. To wyłączyło praktycznie stronę polską z dostępu do dowodów i aktywnego śledztwa. Zwróciłeś niedawno uwagę, link:  http://hekatonchejres.salon24.pl/482636,zarys-metodologii-tworzenia-gier-planszowych   – na fakt, że „państwo polskie zrzekło się prowadzenia wspólnego śledztwa, pomimo propozycji złożonej osobiście przez ówczesnego prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa premierowi Tuskowi”. - Czy to miało /mogło mieć istotne znaczenie w wyjaśnianiu przyczyn i okoliczności tragedii?
Rolex:  Muszę się przyznać do zmiany zdania w tej sprawie. Dziś decyzję o przyjęciu pozornej metody badania katastrofy oceniam bardzo pozytywnie. Najgorsze, co mogłoby się nam przydarzyć to ‘wspólne’ śledztwo rosyjskich i polskich prokuratur wojskowych – Tusk zachował się tutaj przytomnie, nie zgadzając na rosyjskie propozycje ‘wspólnego’ prowadzenia śledztwa. Wszystkie tropy (moim zdaniem) wiodą do wysokich byłych i obecnych oficerów WP (dawniej LWP); prokuratury wojskowe są z natury rzeczy najbardziej narażone na infiltrację i podporządkowanie interesom ludzi, o których słynny gangster ‘Masa’ powiedział, że “oni byli /są prawdziwą mafią w Polsce. [...] My byliśmy mafią trzepakową”.
Nietrudno zgadnąć, czym skończyłoby się śledztwo z jednej strony nadzorowane przez GRU (bo prowadzone przez rosyjską prokuraturę wojskową), a z drugiej przez ich kumpli od interesów w Polsce. Byłoby pozamiatane, to znaczy mielibyśmy dzisiaj nie tylko sytuację istnienia ‘raportów’ fikcyjnych i pozornych ciał, to jest MAK i komisji Millera, ale również organów administracji państwowej, czyli wojskowych prokuratur Rosji i Polski. Z formalnego punktu widzenia sprawa byłaby zamknięta, a jedyną drogą byłoby podważenie legalności władz obydwu krajów, a to jest dzisiaj niemożliwe, a w przypadku Polski również nie jest wskazane.
Stopień ‘niezależności’ prokuratury wojskowej dobrze ilustruje znana sprawa poznańskiego prokuratura, którego decyzja o zakończeniu kariery w dość kompromitującym stylu była następstwem niemożliwości działania i strachu przed uwikłaniem. W taki sposób nie odchodzi się ze stanowiska prokuratorskiego w praworządnym kraju. Tusk, który – moim zdaniem – miał blade pojęcie o tym, co zdarzyło się 10 kwietnia (co jest zarzutem, bo powinien był wiedzieć), podjął właściwą decyzję nie podejmując działań w oparciu o wojskową umowę z 1993 roku. Nie wiem, na ile było to efektem doradztwa, na ile wrodzoną w środowiskach ‘liberalnych’ tendencją do niepodpisywania żadnych kwitów, ale jeszcze raz podkreślę: decyzja była słuszna. Od trzech lat mamy możliwość obserwowania działań i zachowań publicznych prokuratorów wojskowych i chyba mieliśmy możliwość wyrobienia sobie zdania na temat profesjonalizmu i odwagi tego środowiska. Wyobraźmy sobie ‘wspólne’ działania naszych prawników w mundurach we ‘współpracy’ z poważnymi panami z Moskwy, a do tego w zakresie podstawowych ustaleń dokonywanych tam, na miejscu.
ZB:  Dziewięć miesięcy temu w pierwszej części naszego wywiadu, link:   http://zygmuntbialas.salon24.pl/442821,rolex-jest-faktem-ze-dalismy-sie-podzielic   – mówiłeś: „Słabością wszystkich hipotez jest niedocenienie faktu, że źródło żywotności naszych demonów leży w Polsce, nie w Rosji. I w Polsce należy szukać źródeł Smoleńska”. - Czy możesz rozwinąć ten temat?
Rolex:  Z przyjemnością. W roku 1981 zakończyła się epoka władzy partii komunistycznej z takimi zabawnymi postaciami jak Gomułka, Gierek, a rozpoczęła epoka władzy generałów LWP. Władzę w Polsce przejęło wojsko, na czele z generałem Jaruzelskim i szefem wojskowego wywiadu Kiszczakiem w roli cywilnego ministra MSW. Kto nie dostrzega tej rewolucji, błądzi. W 1981 roku miał w Polsce miejsce wojskowy zamach stanu skierowany przeciw społeczeństwu, ale również przeciw polskiej partii komunistycznej, która (zdaniem Kremla) staczała się na pozycie ‘titowskie’, a więc nacjonalistyczne (nie w sensie ‘idei narodowej’, a w sensie kontry wobec moskiewskiego internacjonalizmu). Masowy udział aparatu komunistycznego w ‘Solidarności’ mówił sam za siebie. Ani Moskwa, ani wojsko w Polsce – najbardziej zsowietyzowana instytucja w PRL-u – nie ufało partii i to było powodem przewrotu.
Dla Kremla (dla grup biznesowych z Kremlem związanych) najgorszym rozwiązaniem w latach osiemdziesiątych, kiedy sowieccy analitycy mieli całkowitą jasność konieczności pieriestrojki, było przejęcie władzy w demoludach przez nacjonal-komunistów (antyrosyjskich w istocie, bo chcących wykorzystać sytuację do przejęcia całego ‘tortu’ dla siebie); w Polsce postawiono im tamę w roku 1981, w Rumunii konieczny był przewrót zbrojny; w Serbii nie zdążono tego dokonać – stąd sytuacja zamieniła się w wojnę. Państwo Polskie po 1989 roku to państwo LWP; ‘państwo trepów’, dlatego tak siermiężnie wygląda. Kluczowa sprawa dla biznesu to jest zachować spokój i ciszę. A jeśli kogoś razi aż tak szerokie stosowanie analogii w rozwoju sytuacji politycznej w dawnym obozie post-sowieckim, to bardzo proszę, oto łatwiejsze wyjaśnienie: obawiano się, że byli ubecy (służby cywilne) dogadają się z partyjnym betonem i Solidarnością w zakresie uwłaszczenia się na majątku, stąd dokonano ich neutralizacji (wzięcia pod ścisłą kontrolę wojska, przejęcia najważniejszej agentury). To dlatego w Polsce oś sporu została (sztucznie) przekierowana na spór jeśli nie pozorny, to drugoplanowy: służby cywilne – społeczeństwo.  Polscy SB-ecy nie mieli żadnego interesu w ‘transformacji’, bo nie mieli międzynarodowych powiązań i interesów; paradoksalnie ich osobisty interes związany był z państwem polskim (na którym i tak chcieli się uwłaszczyć); inaczej niż interes ‘brązowych butów’, który był ponadpaństwowy; brali udział w interesach globalnych w oparciu o związek przestępczy zwany GRU. Postsowiecka broń w jedną, narkotyki do Zachodniej Europy w drugą; finalnie nieruchomości (generalnie: własność) była celem i przedmiotem zainteresowania. Jeśli czytamy, że były, najważniejszy swego czasu, prominent postpezetpeerowski, a przy tym związany ze służbami cywilnymi, ‘dorobił’ się mieszkania, to choćby było to dobro niedostępne dla bardzo wielu Polaków, to to jest jednak poziom małego przekrętasa; Dyzmy, któremu postawiono na szpicy i w nagrodę dano coś ukraść dla siebie (ale właśnie: ukraść, tak  żeby do końca życia nie czuł się pewnie).
A inna rzecz, że w taki a nie inny przebieg transformacji, dokonywany rękami przestępczych struktur ponadnarodowych obszaru postsowieckiego, włączyły się inne organizacje przestępcze z obszaru poza postsowieckiego. To jest kolejny element układanki smoleńskiej, bo jeśli mówimy o naruszeniu różnych interesów przez grupę ludzi, która stała się przedmiotem ataku, to musimy pamiętac, że to naruszenie dokonywało się nie tylko w obszarze postsowieckim, ale nieco szerszym.
W dniu 19 października 2011 roku w programie Misja Specjalna wyemitowano fragmenty zapisu rozmowy pomiędzy Adamem Michnikiem a Aleksandrem Gudzowatym, zarejestrowanej przez służby ochrony Bartimpexu pod dowództwem Marcina Kosska. Samemu Kosskowi przypadła w udziale rola posłańca, który informację o takim nagraniu i jej fragmenty przekazał do szeregu redakcji, by ‘na mieście huczało’ jeszcze zanim ktoś zdecyduje się na upublicznienie całości (w rzeczywistości całości nigdy nie upubliczniono).
Wracam do tej sprawy dlatego, że ona jest świetną ilustracją tego, o czym piszę powyżej. Otóż ‘człowiek z cywila’, Aleksander Gudzowaty, korzystając ze swojej inteligencji, znajomości z urzędnikami rosyjskimi i ‘dziury czasowej’ od rozpadu Związku Sowieckiego do powrotu KGB do władzy, umościł się (zapewne przy pomocy kolegów z PZPR i SB) w roli ‘języczka u wagi’ w kontraktach na dostawy surowców z Rosji. Była to sytuacja wymykająca się schematowi, bo dostawy surowców miały być kontrolowane przez wojskówki obydwu krajów. Dlatego podjęto się zniszczenia Gudzowatego (wymiksowania go z interesu). Na wymiksowanie Gudzowaty się zgadzał, bo zgodzić musiał (próżno się wierzga przeciw ościeniowi), natomiast nie chciał, żeby było to wymiksowanie spektakularne, tak jak to miało miejsce w przypadku wymiksowania z mediów Rywina – a więc związane z aresztem, procesem, i koniecznością podzielenia się majątkiem.
Upublicznieniem nagrania dał do zrozumienia, ile wie, ile rozumie, i jakich rewelacji z jego strony można się w przypadku burzliwego rozwodu spodziewać. Udało mu się o tyle, że rozwód był dość aksamitny – z głodu nie przymiera, po sądach go nie włóczą. A dlaczego wybrał sobie za interlokutora ober-redaktora? Nie wiem, ale się głośno zapytam: czy jak się chce rozmawiać z rządem (tym prawdziwym), to nie najlepiej iść do tego rządu rzecznika (tego prawdziwego)? Jakby ktoś w stanie wojennym chciał dotrzeć do Jaruzelskiego, to Urban byłby wcale nie takim złym tropem.
Nie ma tutaj czasu na zagłębianie się w ‘sprawę Bartimpexu’, bo to temat na książkę, natomiast kluczowa sprawa to jest kalendarium: kiedy rozpoczyna się odbieranie ‘cywilom’ udziałów w przedsięwzięciach energetycznych, i kto bierze w tym czynny udział. Polecam przeszperanie sieci – można się skutecznie doprowadzić do zadziwiających konkluzji (również w zakresie naszego rozumienia rosyjsko-polskich relacji energetycznych, wiedzy o tym, kto i dlaczego forsował, a kto nie forsował Nordstream, a kto Jamał II i ‘pieremyczkę’ oraz co z tego wynikło).
My jednak skupmy się tutaj na innej wypowiedzi Gudzowatego, z maja 2006 roku, przypominanej w sieci przy okazji ‘afery taśmowej’, a zamieszczonej w wywiadzie, jakiego Gudzowaty udzielił Elizie Snowackiej i Piotrowi Bachurskiemu z Gazety Finansowej (http://geralt.blox.pl/2006/10/Aleksander-Gudzowaty-uwazam-ze-istnieje-Loza.html).
W tym wywiadzie pada mianowicie taki, dość tajemniczy passus:“Ja uważam, że istnieje Loża Minus Pięć, która działa regularnie od początku prywatyzacji, mając w tym cel własny. Na pewno nie dobro kraju. Ta Loża ma swoje interesy i jest obsługiwana także przez pracowników służb specjalnych, którzy robią wszystko – moim zdaniem – żeby nie ujawnić prawdy. Oni istnieją ponad podziałami politycznymi, ponad rządami. Mają dojścia do każdego kolejnego układu politycznego”.
‘Loża Minus Pięć’ zrobiła jakąś tam karierę w wąskich kręgach ludzi grzebiących pod powierzchnią polskiej rzeczywistości, ale nie wdarła się do języka potocznego, chociaż samo pojęcie jest jakby szyte na miarę wszelkich teorii spiskowych. Otóż Gudzowaty stosuje tutaj pewnego rodzaju zabieg zawężenia przekazu do bardziej ograniczonego niż czytelnicy Gazety Finansowej kręgu osób – to zresztą często stosowana metoda osób publicznych występujących w mediach, nie tylko werbalna, ale i wizualna, kiedy to np. zza pleców kandydata na premiera ‘wychnie’ nam, ni z gruszki ni z pietruszki, jakiś generał służb, dając znak swoim podwładnym (ale nie nam, my nie wiemy, o co chodzi), że właśnie podjął się misji stworzenia rządu, a tu jest taka ładna marionetka…
Zostawmy więc historyczny kostium (chociaż kiedyś tam funkcjonariusze policji kryminalnej powinni ustalić członków tej fizycznie działającej ‘Loży numer pięć’, dla świętego spokoju) i zajmijmy się próbą odpowiedzi na pytanie, o jakich nam tu strukturach Gudzowaty prawi (a w zasadzie nie nam, ale ludziom tworzącym te struktury).
Przyjmijmy, że on nam tu opowiada o pięciostopniowej strukturze zarządzania. W bliskiej przyszłości temat rozwinę w szczegółach, lecz tu chciałbym wskazać na oczywisty fakt, że ‘widzialny’ świat polityki jest na bardzo niskim etapie zarządzania, daleko od decyzyjnego centrum. On ma pewne, ograniczone kompetencje. I bardzo często spór polityczny nie jest sporem ideowym, ale sporem o rozumienie zakresu tych kompetencji. Na tym, z grubsza, polega spór pomiędzy środowiskiem PO i PiS-u. PiS uważał, że istnieje możliwość poszerzenia zakresu kompetencji dla środowiska politycznego (wyrwania części kompetencji szczeblom wyższym), a PO uważa, że nie wolno tego ruszać, bo i tak się nie uda.
To zupełnie nie jest tak, jak sugeruje wielu wybitnych przedstawicieli różnych kręgów partyjnych, że ktoś tam się ‘zaprzedał’ jakiemuś układowi. Oni wszyscy w obecnej, pięciostopniowej strukturze są jego (niską) emanacją. Bez przynajmniej przyzwolenia nie istnieliby. Wystarczy odciąć kurek pieniędzy z budżetu i po partii… (dla pełnego zrozumienia polecam:http://antykorupcja.edu.pl/index.php?mnu=12&app=docs&action=get&iid=2128,ze szczególnym uwzględnieniem załączonych sprawozdań finansowych partii politycznych).
Były w polskiej historii dwa środowiska, które usiłowały odebrać ‘górze’ jakieś tam kompetencje. Jednym był rząd Millera, ufny w poparcie społeczne, w tym poparcie części post-bezpieczniackiego aparatu nastawionego rewanżystowsko (tych, co się nie załapali). On te kompetencje chciał oczywiście odebrać nie po to, żeby nam je dać (nie jest typem prometejskim), ale przejąć. Działał metodycznie. Po zlikwidowaniu ‘mafii trzepakowej’ zabrał się za media. I to już było za wysoko, za daleko, i za łapczywie. Układ go surowo skarcił i wypluł. Warto przypomnieć sobie prawie sześciomiesięczny serial ‘niszczenie Millera’, z jego ‘bratem’ w roli głównej, etc… Miller odebrał tu rolę mitycznego Hefajstosa, który naraził się Zeusowi, za co połamano mu nóżki, ale obdarzono jakimś tam niższego rzędu królestwem, żeby mógł sobie puszczać dymy i straszyć ludzi.
Miller z mediami był Millerem silniejszym o circa 10-15% poparcia społecznego. W obliczu jego wrogości miał szczęście, że dostał się do sejmu (a więc pozostał w ‘układzie’, patrz: subwencje). Przestępstwo było średniego kalibru, więc kara też była średnio surowa.
O wiele wyżej ‘zamachnął’ się Jarosław Kaczyński. ‘Szedł’ o wiele bardziej brawurowo. Po zapewnieniu sobie medialnego przyczółka w TVP; po jawnym opowiedzeniu się po stronie opcji proamerykańskiej (nominacje w wojsku), postanowił uderzyć w wojskowe służby. Czy to było /jest ‘oko Saurona’? No nie może być, bo żadne ‘oka Saurona’ nie podejmie ryzyka ‘zmieszczenia’ się i ’wyczerpania’ się struktur dowodzenia w ramach jakiejkolwiek formalnej organizacji państwowej. ‘Oko’, nie wspominając o mózgu, było zupełnie gdzie indziej. Jarosław Kaczyński nadepnął ‘układowi’ na łapę, ale – świadomie lub nie – nadepnął celnie, bo nadeptując na łapę, nadepnął na łapę bytu realnego, a nie pozornego. Urzędnicy i współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego wbili kopię w mgłę krzycząc: ‘Przebodliśmy go na wylot!’. I faktycznie przebodli, ale to był przebity na wylot pazur. Zabolało.
Konsekwencje znamy. O ile Miller mógł dostać ‘z plaskacza’, bo podskakiwał, to tu odwet musiał być krwawy. Więc był. Tak doszliśmy do 10 kwietnia 2010 roku. Inaczej niż w przypadku Millera mamy tu chyba do czynienia z mitem prometejskim, w całej jego surowym dostojeństwie. Kaczyński został skazany na codzienne doznania bycia pozbawianym wątroby, która następnego dnia odrasta; jeśli ktoś nie zrozumiał aluzji, proszę przejrzeć rynek mediów i poruszane na nim tematy. Myślę, że każda kolejny ‘błąd pilota’, każda kolejna ‘bomba’ boli go równie mocno. Wróćmy jednak do naszych ‘poziomów ujemnych’ (‘minus pięć, a więc chodzi o kondygnacje podziemne, niewidoczne).
O jakości rządzenia decydują kwalifikacje i kompetencje. Ludowe Wojsko Polskie było szkolone – w świetle wiedzy, którą mamy dzisiaj o czasach zimnej wojny – na rzeź, a więc – umówmy się – w wąskim zakresie. Ta struktura i funkcjonujący w jej ramach ludzie, posiadający jednak pewne kompetencje w zakresie zarządzania, była jednak i tak wystarczająco silna, by poradzić sobie z ‘demokracją’ i jej rachitycznymi strukturami. Do czasu wstąpienia Polski do NATO nie było w Polsce siły, która odważyłaby się ruszyć armii. To dopiero wstąpienie do NATO wymusiło zmiany – włączył się międzynarodowy gracz o wysokim stopniu kompetencji, który dokładnie ‘czytał’, czym LWP było w istocie. Po kilku latach szkoleń na zachodnich akademiach wojskowych pojawiła się w ramach wojska grupa wysokich oficerów o zupełnie odmiennie ukształtowanej mentalności dowódczej – profesjonalistów. To oni właśnie byli zagrożeniem dla ‘starego układu’ i jego interesów, bo ich celem z punktu widzenia szerszego ‘układu transatlantyckiego’ było wyeliminowanie wpływów Saurona w armii; wypchnięcie go poza struktury militarne i w efekcie znaczne ograniczenie dochodów. I z tego punktu widzenia należy patrzeć na wydarzenia lat 2007-2010 oraz na ich, trwające do dziś, konsekwencje.
Przypisywaliśmy Rosjanom intencje szkalowania żołnierzy i hańbienie munduru. A gdybyśmy spojrzeli na rzecz z nieco większego dystansu i postawili sprawę tak: mundur był przedmiotem ataku ludzi wywodzących się z LWP oraz ich wspólników i kooperantów na obszarze byłego Związku Sowieckiego. 10 kwietnia uruchomiono po prostu wszystkie dostępne kanały: od Białorusi po Moskwę. Zauważmy, że atakowano nie wojsko, jako takie, ale wojsko i żołnierzy NATO-wskich. To oni mieli być tak źle szkoleni (według NATO-wskich procedur), że sami się zdekapitowali. Wewnętrzny zamach stanu się udał – dziś najwyższe stanowiska w armii sprawują znani wielbiciele peerelu i jego wojskowych zwyczajów. Obserwujmy budżety armii oraz przeznaczenie tych budżetów; analizujmy różne oświadczenia ekspertów i zalecenia ‘reform’; patrzmy, kto na tych reformach skorzysta finansowo – jaka to jest ‘wiązka interesów’. Jeśli w kręgach najwyższych władz państwowych pojawiają się pomysły ‘polskiej tarczy anty-rakietowej’, to widzimy właśnie powstawanie nowego biznesu.
Ale jest i druga strona medalu – a tą jest skuteczne zapobieżenie realizacji projektu, który zapowiedział kiedyś wówczas PO Prezydenta – Bronisław Komorowski, a było nim – wyjście ze struktur NATO i wtopienie się w całkowicie w postsowiecką, szarą strefę. Wydaje się, że wciąż jest jakaś grupa wysokich rangą oficerów wspartych przez polityków różnych opcji, która nie chce wracać do pełnej zależności od Kremla; chcą uczyć dzieci na Zachodzie, a nie w Moskwie. Przyjrzyjmy się zmianie klimatu na linii Moskwa – Warszawa po 10 kwietnia do dzisiaj.
Wygląda to tak, jak gdyby Polacy wypowiedzieli w jakimś zakresie ‘pakt Smoleński’. Wydaje się, że jego częścią było ‘przyklepanie’ wypadku przez prokuratury wojskowe bez przeciągania i pozwolenie Polakom być może na lżejszą wersję polegającą na przerzuceniu winy na złą pracę rosyjskich kontrolerów lotu. Dlaczego do wypełnienia umowy o zalegalizowaniu wersji wypadkowej nie doszło, nie wiem. Być może to strona rosyjska odmówiła fabrykowania dowodów szytych na zamówienie w Warszawie; być może zadziałał tu jakiś ponadnarodowy czynnik, w wyniku którego Polacy zostali pozbawieni wsparcia Rosjan w mistyfikacjach, a sami zwyczajnie się boją. Nie wiem, można tu tworzyć różne warianty. W każdym razie strona Polska odmawia realizacji wniosków o pomoc prawną strony rosyjskiej, a strona rosyjska rewanżuje się tym samym; w związku z czym obydwa śledztwa stoją w miejscu. To dobrze, bo dopóki się nie zakończą, wszystko jest możliwe.
ZB:  I tak mijają lata, a my drepczemy w miejscu. Kłamliwe hipotezy dotyczące tragedii, narzucone oficjalnie przez moskiewski MAK i potwierdzone przez komisję Millera mają się nie najgorzej. Jak oceniasz w tym kontekście pracę polskiej prokuratury oraz Zespołu Parlamentarnego Antoniego Macierewicza, a także wysiłki blogerów dążących do wyjaśnienia okoliczności zbrodni? I jeszcze jedno pytanie: czy wierzysz w to, że poznamy kiedykolwiek prawdę?
Rolex:  Prawda jest znana. To musimy przyjąć jako fakt. Prawdę znają nawet służby w Guatemali. Że nie zna jej społeczeństwo? Po pierwsze bardzo niewiele osób chce ją znać. Ponieważ w postkomunizmie nie doszło do odzyskania niepodległości, a jedynie zmiany zasad księgowania, to z państwem mało kto się w Polsce utożsamia. Mówimy przecież ‘dziadowskie państwo’; dziadowskie’ to znaczy również ‘nie nasze’, bo o sobie mamy zazwyczaj lepsze mniemanie. 10 kwietnia 2010 roku duża część społeczeństwa potraktowała jako zamach ‘onych’ na ‘nie wiadomo, czy aby na pewno naszych’ i uznała, że lepiej tematu nie drążyć, bo skoro nawet NATO-wskim generałom nie udało się zmienić biegu rzeczy, to w jaki sposób ma się ‘nam’ udać?
Jeśli chodzi o działania polskiej prokuratury, to jak ma działać, jak nie ma materiałów? Sprawa jakby ruszyła z miejsca po tej prokuratury ‘odrusyfikowaniu’, ale buksuje, bo buksować musi. Polska prokuratura wojskowa, jeśli zgadzacie się Państwo z głównymi tezami analiz powyżej, znajduje się w bardzo newralgicznym miejscu przecięcia się wszelkich, możliwych interesów; podlega więc wszelkim możliwym naciskom; z punktu widzenia prokuratorów najbardziej pragmatycznym działaniem jest przeczekanie aż sytuacja się wyklaruje, a to jest na rękę również sprawcom, bo czas leci.
Jeśli chodzi o działania Zespołu Parlamentarnego, to dałem już kilkukrotnie wyraz moim ocenom. Powstał za późno i (proszę mnie trzymać za słowo) nigdy nie dojdzie do żadnych wiążących ustaleń, bo do nich nie dąży. Jest ciałem politycznym. Co więcej – jeśli moje hipotezy są trafne, i pomysł 10 kwietnia narodził się w ramach ‘grupy przestępczej o charakterze zbrojnym’, a następnie zostałby skutecznie wykonany, to pojawia się pytanie: jak to się stało, że przez dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości nie udało się zneutralizować zagrożeń? Jak rzekomo ujawnione i zdruzgotane formy były w stanie w ciągu błyskawicznie krótkiego okresu czasu pozbierać się, przeformować, odtworzyć struktury dowodzenia, odnowić kontakty międzynarodowe i przeprowadzić akcję ‘Smoleńsk’? Odpowiedź moim zdaniem jest jedna: przeciwnik był lepiej zorganizowany, więc jego struktury nie poniosły większego uszczerbku; jedyne, czego doznały, to wystawienia niektórych elementów biznesu na widok publiczny, co musiało być denerwujące. Zanim doszło do próby reorganizacji struktur w ramach sił zbrojnych trąbiono o tym przez ponad rok. Więc zastanówmy się, czy panowie, którzy żyli i to żyli dobrze dzięki swoim interesom, siedzieli z założonymi rękami i czekali na to, aż trafią na ulicę? Ludzie mający doświadczenie w tak wysoko zorganizowanej i złożonej działalności przestępczej, jaką jest międzynarodowy, ale nielegalny handel bronią? Wolne żarty! Smoleńsk uderza, niestety również w środowisko Prawa i Sprawiedliwości; obnaża braki kadrowe i kompetencyjne, a w samym środowisku musi prowadzić do poczucia klęski i do niewiary w sens podejmowania raz jeszcze próby odbicia Polski z rąk ludzi, którzy Polską rządzą niepodzielnie od 1981 roku.
(Tu małe en passant: żeby było jasne, ja się nie wypowiadam krytycznie o czyjejś niewiedzy kiedyś z perspektywy kogoś, który ją wtedy miał – oczywiście, że nie miałem; ja się staram opisać rzeczywistość, tak jak ją widzę dzisiaj. Tamta niewiedza, błąd w kalkulacjach jest faktem, natomiast w jakim zakresie ta niewiedza i błąd była zawinione – a więc nie do uniknięcia? Sądzę, że w znikomym).
Sądy amerykańskie uznały za udowodnioną współpracę wysokich wojskowych WSI w siatce międzynarodowego handlarza bronią Wiktora Buta; zadam pytanie: iloma i jakimi wyrokami zakończyła się procedura likwidacyjna WSI? Procedura likwidacyjna WSI rozdrażniła środowisko, ale mu nie zagroziła. Mafii nie likwiduje się poprzez zamknięcie fikcyjnego biura podróży, w którym nawet nie pierze się mafijnych pieniędzy, ale wykorzystuje do tworzenia przykrywek na spotkania z klientami.
Dzisiaj wszystkie siły polityczne w Polsce krzyczą ‘Smoleńsk!’ Wypadek, zamach… Ale tam, daleko, w tej krwiożerczej Rosji; wtedy, 10 kwietnia, ale nigdy nie tu i ani wcześniej, ni później. Jeśli jest jakiś oczywisty interes ludzi, którzy w Polsce sprawują dzisiaj władzę, to jest nim odsunięcie cienia podejrzenia w sprawie Smoleńska byle dalej od Warszawy. I to się w zasadzie udało (w polityce wewnętrznej, bo w zewnętrznej nie). Zauważmy, z jaką nieprawdopodobną zaciekłością zwalcza się nie tych, którzy twierdzą, że wszystko odbyło się jakiejś sekwencji zdarzeń (beczka, linia energetyczna, brzoza, no i ten niewytłumaczalny manewr wykonania ‘wirażu’ w płaszczyźnie poziomej, albo: wybuch, drugi wybuch, ‘wiraż’ w powietrzu, dwa wybuchy naziemne), ale tych, którzy poddają w wątpliwość możliwość wystąpienia i jednej i drugiej sekwencji.
Mamy więc tutaj dwie alternatywne propozycje: miała miejsce katastrofa w ruchu lotniczym, a winni nie żyją, oraz winni umyślnego spowodowania śmierci polskiej delegacji są tam, hen, hen, w Rosji – w Polsce są tylko winni zaniedbań. Obydwie te hipotezy są dziurawe jak sita. Jeśli 10 kwietnia państwo polskie się wyłączyło i zawiesiły się wszystkie procedury, to pytanie, kto i na jakiej podstawie je powyłączał. I kolejne pytanie – przykładowe, jedno z długiego szeregu – kto i dlaczego podważał wiarygodność zmarłego w podejrzanych okolicznościach Dariusza Szpinety, i dlaczego pośmiertnie dorobiono mu ‘gębę’ rosyjskiego szpiega? (polecam po raz kolejny przeszukać Internet).
Kluczowe pytanie jest następujące: zawieszenie jakich i wdrożenie jakich procedur spowodowało nadesłanie z Pragi czeskiej ostrzeżenia o zamachu terrorystycznym na statek powietrzny Unii Europejskiej? Kto nadał ten meldunek z czeskiego biura systemu SIRENE i jakie decyzje zostały podjęte po rozesłaniu tego meldunku z Komendy Głównej Policji według dziś już znanego rozdzielnika? Jakie ustalone procedury ochronne wdrożono wobec najwyższych władz państwowych i najwyższych zwierzchników armii?  Odpowiedź na to pytanie pozwoli w przyszłości na odtworzenie sekwencji zdarzeń, które doprowadziły do tragicznych zdarzeń 10 kwietnia.
Jeszcze raz podkreślę - źródło polskich problemów (wadliwe skonstruowanego państwa) tkwi nad Wisłą.Źródło zagrożeń, mordów politycznych jest tu, nad Wisłą; źródło patologii bije tu, nad Wisłą. Każdy, kto do tej pory usiłował bądź indywidualnie, bądź w ramach organizacji politycznych stawić mu czoła, przegrywał, bo nie zdawał sobie sprawy z rozmiarów problemu, a przede wszystkim zaczynał od złej strony. Nie ma, bo nie może być, w Polsce ‘partii politycznej antysystemowej’. Układ partyjny w Polsce jest celowo tak zaprojektowany, że już na etapie tworzenia partii trzeba się dać skorumpować. Układ przenigdy nie zgodzi się na wypłacanie subwencji swoim realnym przeciwnikom, a więc takim, którzy są w stanie rzeczywiście mu zagrozić. Uprzedzę ewentualne zacietrzewienie niektórych z czytelników i odpowiem wprost na pytanie, które sam sobie zadam: czy PiS był /jest partią systemową? Jeśli w okresie swojej największej potęgi ‘nie zauważył’ w swoich szeregach, na najwyższych i kluczowych stanowiskach ludzi, którzy bądź byli oczywistymi ‘wtyczkami’ systemu, bądź ludźmi chwiejnymi i strachliwymi, którzy w sytuacji próby natychmiast wiali, gdzie pieprz rośnie, to był /jest partią systemową w tym sensie, że był zawsze w zasięgu kontroli systemu.
Był pozasystemowy o tyle, że nie popełnił błędu Millera, który oparł się na wewnętrznej oligarchii (system baronii), ale skutecznie wdrożył model wodzowski, gdzie decyzje zapadają jednoosobowo. I ten model wymagał dostatecznie silnej reakcji. Smoleńsk był lekcją i straszakiem; uderzał we wszystkie grupy polityczne; w ludzi, którzy odważyli się pomyśleć, że Polska w jakimś tam momencie stała się częścią Zachodu – tego Zachodu częścią w sensie struktur, przejrzystości oraz gwarancji swobód jednostki. Nie stała się i, tak jak w PRL-u, można było jednym podpisem zniszczyć dorobek życia, tak i dzisiaj można. A jeśli tak jest, to żadnych złudzeń, panowie!
Czy sytuacja jest beznadziejna? Nie jest; w ciągu ostatnich lat poupadało wiele reżimów, które wydawały się być stabilne. Tak dzieje się na skutek interwencji z zewnątrz, polegającej na profesjonalnym zaprojektowaniu ruchów opozycyjnych wykorzystujących najnowsze narzędzia komunikacji. Świat w roku 2013 jest innym światem niż ten z roku 2010. 10 kwietnia był zamachem wewnętrznym, ale naruszał również szeroko rozumiane interesy atlantyckie. Istotą powodzenia zamachu było właśnie to, że on miał charakter wewnętrzny, a więc żadne umowy, sojusze i obiecanki ‘w przypadku agresji państwa trzeciego’ nie mogły obowiązywać i nie obowiązywały. Natomiast, czy sprawcy zamachu pozostaną bezkarni? Sądzę, że nie, ale nie nastąpi to na drodze oficjalnej, raczej w drodze ‘kreowania’ sytuacji politycznej, oraz otorbiania, izolowania i rozbrajania ‘związku przestępczego o charakterze zbrojnym’ poprzez uniemożliwianie prowadzenia międzynarodowych interesów. Ten nowotwór można zagłodzić.
Czy pozostaje nam w tej sytuacji czekać na to aż się ‘Chińczycy ruszą’, tak jak u schyłku XIX wieku ‘trzymali się mocno’?
Należy, rzecz jasna, działać, i to działać wielotorowo. Jest strategia PiS-u, która jest /stara się być takim powtórzeniem koncepcji ‘państwa podziemnego’. Zunifikowane dowództwo, własne media, budowa struktury organizacyjnej poza systemem (kluby GP obok struktur partyjnych), opracowana strategia propagandy wewnętrznej i zewnętrznej.
Minusy: całość zasadza się cały czas na strumieniu pieniędzy płynącym z budżetowego kurka. Zamkną kurek, wszystko zwiędnie; wystarczy, że ktoś przeforsuje w parlamencie zmiany w ustawie o finansowaniu partii politycznych i klops. ‘Tamci’ przeżyją, bo i tak dostaną pieniądze pod stołem (no i tu powstaje problem wymuszonej koalicji z SLD w tej sprawie).
Minusy ‘większe’: jest drugi powód, dla którego ‘system’ jak do tej pory był zawsze stuprocentowo skuteczny – to on zaprojektował arenę, na której odbywają się igrzyska. Można popierać najbardziej patriotyczną drużynę kwadryg, ale i ona będzie poruszała się po zaprojektowanym kole. A co, jeśli ktoś nadpiłował oś? Albo przekupił jednego z woźniców? A co w sytuacji, gdy nadludzkim wysiłkiem kontrwywiadowczym wyeliminujemy i zagrożenie podpiłowania, i przekupienia woźnicy, ale ‘przez pomyłkę’ na arenę wypadną dzikie zwierzęta? Pomyłki się zdarzają, czyż nie? 10 kwietnia wypadły i póki co szukamy ich w lesie, zamiast zajrzeć do systemu pomieszczeń pod areną, więc mogą wypaść ponownie.
System wymusza charakter i strukturę grup politycznych; poprzez ordynację wyborczą przez system finansowania partii; on wymusza jeszcze coś więcej – poprzez taką strukturę on profiluje mentalność przeciętnego aparatczyka: człowieka bez ambicji, bez osiągnięć; tchórzliwego hipokryty. ‘Państwo to wielki człowiek’. Partia też.
A jeśli do tego dołoży się wymuszoną okolicznościami wodzowską centralizację władzy (bo we wrogim otoczeniu i przy słabości struktur wewnętrznych nie można sobie pozwolić nawet na oligarchię, a co mówić o demokracji), to zjawisko i strukturalnie i mentalnie nam się pogłębia.
ZB:  Pisałeś parę miesięcy temu, że główny nurt medialny w Polsce„służył i służy jednemu (temu realnemu) ośrodkowi władzy”. Jakie są tego skutki, mogliśmy (i ciągle możemy) przekonać się, gdy śledzimy informacje dotyczące nie tylko tragedii smoleńskiej, ale w ogóle naszego życia społeczno – politycznego. Czy jesteśmy już skazani na łaskę ‘realnego ośrodka władzy’, który pozwoli podawać prawdziwe informacje lub też nie pozwoli?
Rolex:  Żeby układ pozostał domknięty, a przy tym sprawiał wrażenie otwartego, ciągle muszą być tworzone pozorne alternatywy, tak byśmy mieli wrażenie jakiejś walki, i tak byśmy się w nie angażowali myśląc, że są walkami realnymi; walkami o pryncypia. Trzeba kompletnie przestawić sposób myślenia i uruchomić siły drzemiące w Kowalskim z Malinowskim. Te siły są, pomimo upływu krwi, bo ciśnienie cywilizacyjnej tradycji nie uchodzi ze wspólnoty ot tak, chyba, że dochodzi do masowej eksterminacji (wytrzebienia). Problemem opozycji politycznej w Polsce jest niezdolność do uwolnienia tej siły, to jest do zdobycia nie tylko kredytu zaufania, ale również i uczestnictwa.
Spójrzmy na opozycyjny przekaz, na to, jak bardzo jest on dzisiaj niespójny. Z jednej strony mobilizujemy zwolenników (skutecznie) po to, by uzyskać większość, która pozwoli dojść do władzy; a jak już dojdziemy do władzy, to zlikwidujemy mafię i rozliczymy za Smoleńsk.
A z drugiej: nasz wschodni sąsiad trzyma nas razem z zachodnim w żelaznym uścisku; jak mu się ‘uwidzi’, to urządza nam bezkarnie dekapitację elity politycznej i generalicji, a NATO ma nas gdzieś.
To każdy rozsądny człowiek wysnuje z tego przekazu jasny wniosek: jak już zdobędziecie tę większość i dostaniecie tę władzę, to nasz wschodni sąsiad, który trzyma nas razem z zachodnim w żelaznym uścisku; jak mu się ‘uwidzi’ to urządzi nam bezkarnie powtórną dekapitację elity politycznej i generalicji, a NATO będzie miało nas gdzieś, jako rzeczecie, że ma i dziś.
  
Pytam: jakiego rodzaju mechanizmami (kadrami, strukturami) zabezpieczymy się przed drugim 10 kwietnia? Jesli nie znamy odpowiedzi, a sojusznicy ‘znów zawiedli’, to kto się będzie wychylał?
To jest przekaz ułomny; to jest przekaz niespójny, obliczony na osiąganie skutków tymi samymi technikami, którymi posługuje się i druga strona – sterowania emocjami. A ponieważ przy istnieniu dwóch wrogich ośrodków sterowania emocjami ilość emocji wzrasta, to żyjemy w coraz bardziej zatomizowanym i coraz słabszym społeczeństwie.
Polsce potrzebny jest projet odpolityczniony. Projekt cywilizacyjny. Taki, który będzie się wzorował na wychowawczej, ekonomicznej, edukacyjnej, kulturotwórczej roli, jaką odgrywały pierwsze wspólnoty chrześcijańskie. To wzór, jak działać w niesprzyjającym otoczeniu, ba, to jedyny znany model pokonywania imperiów. ‘Wspólnota’ jest tu słowem-kluczem. Dzisiaj mamy parafie, ale one nie są wspólnotami. Ile osób, z imienia, nazwiska, zawodu, znacie Państwo we własnej parafii? Z iloma się przyjaźnicie? Ile osób w waszym towarzyskim otoczeniu wyznaje poglądy dokładnie sprzeczne z wartościami, które sami uznajecie za najważniejsze? A w Polsce pogardzana strona ekonomiczna wspólnoty? Dlaczego w takiej małej wspólnocie nie macie sobie Państwo pomagać? Może się okazać, że w naszej parafii jest jeden z najbystrzejszych prawników w Warszawie i pomoże nam rozwiązać jakiś trudny problem; może w oparciu o taką małą wspólnotę uda się Państwu stworzyć żłobek, przedszkole? Podnieść kwalifikacje zawodowe, zdobyć kompetencje?
To kościelna, ale może być i ‘cywilna’ strona takiego zrzeszania się, tworzenia wspólnot. Kościół ma cele eschatologiczne, a my tu mówimy o celach doczesnych, o wąsko zakreślonych granicach (obowiązki polskie). Jeśli coś takiego udałoby się zbudować w planie świeckim, to byłaby szansa na powstanie struktury rozproszonej, z lokalnym przywództwem; z taką ilością liderów – upraszczając – że nie dało by się jej ‘upchnąć’ nawet w tysiącu ‘tupolewów’. Nie partia wodzowska oparta o prawa do wykluczenia bądź awansu, ale struktura naturalnego autorytetu, który dąży do tego, by wszyscy we wspólnocie uzyskali najwyższy możliwy poziom kompetencji, niezależności i zamożności, a więc dokładnie pod prąd systemu, który obecnie w Polsce jest.
Po raz setny już chyba za de Valerą: “Imperium można pokonać jedynie ignorując je”. To jest głęboko republikańskie, ale i głęboko chrześcijańskie. Nie służ imperium zła, pierwsza zasada. Działaj wspólnie, zasada druga. Nie czekaj na proroków, bo prorocy są od Twojego zbawienia, a nie zapewnienia Twoim dzieciom porządnej szkoły czy choćby opału na zimę. Nie czekaj, aż ktoś zbawi Polskę, ale zmobilizuj ludzi, żeby naprawili sąsiedztwo. W Polsce trzeba zbudować cywilizację – od podstaw, od nowa. To musi być nowa forma cywilizacji łacińskiej, która nie raz w Polsce zanikała, i nie raz się odradzała. Twoimi sojusznikami mogą być lokalni działacze PiS, narodowcy, konserwatyści, liberałowie, ba, mogą być socjaliści (chyba się powtórzyłem ;) – wszyscy, którzy akceptują podstawy cywilizacji łacińskiej.
Będą wybory w imperium? OK, wyślijcie tam i poprzyjcie nie ‘peowca’, ‘pisowca’, ‘eseldowca’, korwinowca’, narodowca, ale łacinnika, do jakiejkolwiek partii nie należy. Czy musi być gorliwym katolikiem? Cóż, do łóżka jeszcze można zajrzeć (chociaż nie powinno się, o ile potencjalne zgorszenie nie staje się publiczne:), do prawdziwego wyznania wiary żadnego człowieka już nie, więc nie musi. Musi akceptować podstawowe zasady cywilizacji, do której Europa wciąż jeszcze należy. Jeśli leżał krzyżem co drugą sumę, ale chwalił się, jak to dzieciom ‘załatwił’ etat, to żaden to łacinnik, ale bizantyniec, chociaż głęboko wierzący, więc do budowy państwa nie nadaje się. Jeśli latał po gabinetach i redakcjach, żeby kogoś szeptaną propagandą ‘wyeliminować’, zniechęcić lub utrącić to to jest mentalny bolszewik pomimo biało-czerwonego znaczka w klapie, więc też się nam nie przyda w budowaniu państwa. To co powyższe to seria pewnych skrótów myślowych, ale już w nieodległej przyszłości będę w stanie zaprezentować długo (już latami) tworzony i analizowany program odbudowy, wraz z intratnymi propozycjami ;) konkretnych działań.
A odpowiadając na pytanie: nie, nie jesteśmy skazani ani na jeden i wciąż ten sam ośrodek władzy, ani na dozowanie informacji i wiedzy. Trzeba tylko zacząć od siebie; odbudować swoją własną  suwerenność, a potem pomóc odzyskać ją innym (pomóc, nie znaczy: nadać).
ZB:  Przyszło nam przeżyć tragedię smoleńską. Tragedię, której nie można było sobie wcześniej wyobrazić. Żyjemy w kraju, w którym w świetle prawa rozkradziono znaczną część majątku narodowego. Jak wyobrażasz sobie kres tego bałaganu, który narasta i zagraża naszej narodowej egzystencji?
Rolex: Narody nie są wieczne, nawet te potężne i w tym, paradoksalnie, upatrywałbym nadziei. Nasze przeżycie zależy dzisiaj od nas i od stanu zdrowia naszych sąsiadów. Z jednej strony mamy potężne i świetnie zorganizowane Niemcy, z drugiej surowcowego kolosa – Rosję. Niemcy wraz z całą Europą pogrążają się w wyniszczającym marazmie polit-poprawności; Rosja jest dzisiaj państwem schyłku, zagrożonym rozpadem, wyludnieniem i unicestwieniem.
Nasze trwanie w dłuższej perspektywie zależy od rewitalizacji siły duchowej i zbudowaniu atrakcyjnego modelu cywilizacyjnego; reszta to didaskalia. Są zasoby, są skarby duchowe naszej kultury, które trzeba uczynić podstawami odbudowy. Te skarby to wcale nie nasza megalomania, ale rzeczywistość widziana również przez innych. Na co dzień, w obcym kraju, spotykam się z oczekiwaniem, że to właśnie my – Polacy – powiemy coś ważnego. Zdarzyło mi się kilkukrotnie, że rodzice moich brytyjskich podopiecznych spontanicznie podchodzili czy to na ulicy, czy to przy okazji jakichś ‘party’, żeby podziękować za coś, co ich zdaniem wniosłem do kształtowania charakteru ich nastoletnich dzieci. Skoro nie ma we mnie nic szczególnie nadzwyczajnego – nie widzę w sobie jakichś szczególnych darów, to musi to być emanacja (ułomna) naszej, polskiej kultury, która jak widać ma coś ważnego do powiedzenia, nawet przez tak słaby rezonator, jakim jestem ja.
Jestem cywilizacjonistą i są dwa kraje, którym winien jestem służbę – pierwszy to mój kraj ojczysty – Polska, drugi to Anglia, która mnie gości. Postrzegam to jako kwintesencję polskości – gdziekolwiek rzuci nas los, powinniśmy pracować dla dobra lokalnej wspólnoty – w imię ideałów, które kiedyś tam zarośnięte i dzikie krainy Północy zamieniły w tętniące pracą dla pokoleń zakony i uniwersytety. Co roku mam przyjemność wygłosić swoje ‘expose’ do garstki brytyjskich nastolatków, którzy decydują się na żmudną drogę do przyjęcia sakramentu bierzmowania, a więc potwierdzenia przyrzeczeń złożonych w imieniu dzieci przez rodziców chrzestnych i zobowiązania do aktywnego wypełniania misji apostolskiej. Co roku powtarzam ten sam chwyt erystyczny. Mówię im: ‘Jesteście Anglikami; mieszkacie w Anglii, to jest wasza Ojczyzna. Ona ma swoje tradycje, godło i flagę. Na waszej fladze jest czerwony krzyż. Zdejmijcie go z tej flagi i zobaczcie, co zostanie’. Przemawia.
ZB:  Pisałeś kiedyś o naszej pozycji w Europie i świecie, link:   http://hekatonchejres.salon24.pl/455927,przemyslenia-obywatela-skorzanego-balonu   -„Gra się rozpoczęła i trwa w najlepsze. Po której stronie my gramy? – Już po żadnej. Robimy w tej grze za skórzany balon”. - Większość polskiego społeczeństwa nie wie o tym albo nie chce wiedzieć. Jak może – według Ciebie – wyglądać nasze przebudzenie?
Rolex: Nasze przebudzenie musi polegać właśnie na przebudzeniu. Chłop musi wyjść na pole i powiedzieć sobie: ‘Kurcze, to moje’, przepraszam za kolokwialność. Bez tego nic się nie zmieni. Naród polityczny tworzy się przez uświadomienie sobie władztwa – tego, że to on otrzymał w dzierżawę (na czas swojego życia) te dary. Ta ziemia, ta kultura, ten język ma jemu służyć, a on o to musi dbać. Czy tego narodu politycznego będzie dziesięć czy pięćdziesiąt procent, to mniejsza. Owszem, robimy w tej chwili za ‘skórzany balon’. A lada moment mogą się dramatycznie zmienić zasady gry. W coraz to większej masie pojawiają się informację o powołaniu do życia wspólnoty gospodarczej i kapitałowej USA-UE. Oznaczałoby to ostateczne pogrzebanie planów Eurazji, w kształcie planowanym przez tandem Merkel-Putin. To również dramatycznie poprawiłoby nasze położenie geopolityczne, ale nasze miejsce określiłaby i tak miara naszej determinacji w odbudowie silnej wspólnoty. W każdym razie nasi dotychczasowi suwerenowie nie są zachwyceni tym projektem, bo zupełnie nie przystają do niego mentalnie. Więc zrobią wszystko, byśmy się w ramach tego projektu nie znaleźli, ale właśnie po drugiej stronie. Tu trzeba być bardzo rozważnym, bo będą działali na wszystkich frontach, by doprowadzić do sytuacji (na przykład gwałtownych rozruchów), która mogłaby mieć wpływ na naszą przynależność geopolityczną. Wobec zmieniającej się gwałtownie sytuacji geopolitycznej trzeba zachować umiar i dążyć za wszelką cenę do jedności; nie dać się nabierać na projekty, których jedynym celem jest pogłębienie polaryzacji.
ZB:  Tu trzeba chyba wspomnieć o tym, że pewne istotne problemy dotykają nie tylko Polaków, lecz wszystkie w zasadzie narody naszego kontynentu. Sam pisałeś, link:    http://hekatonchejres.salon24.pl/467838,przyszlosc-rysuje-sie-nieryzowo     - „Europa się wyabortuje, zbankrutuje, zborsuczy i stoczy”. - Czy wielcy tego świata nie mogli przewidzieć skutków swej antyrodzinnej, antyspołecznej i proislamskiej w istocie polityki?
Rolex:  Mam swoje zdanie odrębne, jeśli chodzi o ‘problem islamski’. Od mniej więcej XIII wieku islam przestał być dla chrześcijaństwa wyzwaniem intelektualnym, a od XVII jakimkolwiek zagrożeniem militarnym. Moim zdaniem gracze tego świata grali i grają kartą islamską wykorzystując ją w akcjach wymierzonych w przeciwnika. Raz bijemy talibów, bo są antyzachodni, a gdzie indziej wspieramy talibów, bo są prozachodni. Wyraźnie widać to w Syrii, gdzie sojusze się odwróciły i rzeczywiste strony konfliktu – Rosja i USA – zbroją oddziały nie patrząc na wyznanie i przekonania. Najbardziej islamskie w sensie doktryny państwowej i religijnej kraje arabskie są sojusznikami USA; gdzie indziej jest dokładnie odwrotnie, a więc linie podziałów to nie konflikt cywilizacji (wartości), ale konflikt stricte polityczny i surowcowy.
Inwazja islamu na zachodzie Europy jest pochodną słabości cywilizacji, obłąkanej doktryny nie posiadania doktryny duchowej, bez której nic nie rośnie; marnotrawstwa państwa dobrobytu, konsumpcji przed wartościami. Mikstura kultur, religii i etnosów miała doprowadzić do jakiegoś konsensusu, ale nie doprowadziła i nie doprowadzi. Istniało takie złudzenie, że doprowadzi, dopóki nie doszło do kryzysu ekonomicznego. Wspólnoty sklejone ekonomią trwają tak długo, jak działają na nie efekty wzrostu ekonomicznego (zysku, konsumpcji, dobrobytu). Spółka handlowa rozleci się w przypadku bankructwa, bo przestanie istnieć cel i nici łączące wspólników. Rodzina przeżyje kryzys, ale ma duże szanse przetrwać, bo łączą ją więzy ponadekonomiczne. Podobnie ze zrzeszeniami większymi niż rodziny. Oprócz terytorialnych i środowiskowych (np. kibice :) nie ma w Polsce innego zrzeszenia opartego o więzi ponadekonomiczne niż naród (Kościół jest ponadnarodowy). A naród to też nie udziałowcy w firmie, ale coś dużo więcej. Wiele krajów Zachodu utraciło istotne składniki cywilizacji, ale póki co zastąpiło je ‘protezami’ religii republikańskich, dopełniając sprawnymi organizacjami państwowymi, realizującymi interesy lokalnych oligarchii. Na jak długo to pomoże zatrzymać napór demograficzno-cywilizacyjny, nie wiem, widzę zagrożenia, a proces zapaści semantycznej jest na pewno o wiele bardziej zaawansowany niż w Polsce. W Polsce społeczeństwo musi odzyskać państwo i wypełnić je wciąż funkcjonującym językiem idei; na Zachodzie społeczeństwa muszą odbudować wspólny język idei, a to (przy wycofaniu się z tej sfery państwa) jest bodajże czy nie trudniejsze. Ja tam w każdym razie walczę, więc szanse są ;)
ZB:  Wydałeś pół roku temu książkę pt. „Kasyno”. Zapewne piszesz następną. Powiedz Czytelnikom parę słów na ten temat. Może masz inne projekty dziennikarskie lub literackie? Myślę, że Internauci chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o Twoich planach i może o Twoim życiu na emigracji.
Rolex:  Trzeba mieć świadomość, że pisanie i wydawanie książek w Polsce jest ekskluzywnym hobby, na które nie każdy i nie zawsze może sobie pozwolić. Rynek książki jest zawalony tłumaczeniami niskich lotów anglosaskiej sensacji i tanich romansów. „Kasyno” było przypadkiem – po prostu jakiś dobry człowiek (Pan Piotr z wydawnictwa Bollinari Publishing House, pozdrawiam) postanowił wydać jeden z moich dłuższych artykułów uznając, że powinien się ukazać w wersji drukowanej. Oczywiście, to miło mieć książkę z własnym nazwiskiem na półce. Natomiast w szufladzie leży powieść i kilka projektów (w tym dwa prawie zrealizowane). Mam taką fatalną cechę nieprzystosowania do współczesności, którą jest brak choćby minimalnych zdolności handlowych i autopromocyjnych. Rzecz jasna, jeśli któryś z Czytelników tego wywiadu i Twojego bloga chciał ryzykownie zainwestować, służę :)
Moje życie na emigracji było i jest fantastyczną przygodą – tak to traktuję. Decyzja została podjęta już dziesięć lat temu, i nie było ‘wymuszona’ jakimiś ekonomicznymi ‘parciami’. Źle znoszę brak wyzwań i ‘ciągnie’ mnie do podróży. Nie żałuję, myślę, że gdybym wtedy tej decyzji nie podjął, to po latach żałowałbym, że coś mnie ominęło, właśnie jakieś ważne życiowe doświadczenie, jakaś przygoda. Zawodowo zajmuję się tłumaczeniami, wkrótce mam nadzieję nabyć uprawnienia urzędnika imigracyjnego; tak na wszelki wypadek. Jest takie słowo w języku angielskim, ukradzione z języka francuskiego: ‘entrepreneur’. To dla mnie je ukradziono, bo od dziesięciu lat przyjmuję również zlecenia na różne projekty biznesowe, co pozwala na stawanie przed coraz to nowymi i innymi wyzwaniami i na zachowanie niezależności. Obok działalności zarobkowej ‘param’ się pracami społecznymi; jestem asystentem w drużynie skautowej (Beavers – odpowiednik polskich Zuchów), katechetą w zakresie rocznych przygotowań do sakramentu bierzmowania, doradcą w Parafialnej Radzie Finansowej w parafii Our Lady Immaculate and St. Andrews w Hitchin. Jestem również członkiem organizacji ekumenicznej ‘Churches Together in Hitchin’ oraz klubu ‘Ognisko Polskie’ w Londynie.
Poza tym jestem zupełnie przeciętnym członkiem polskiej społeczności w Zjednoczonym Królestwie; podobnie jak circa milion moich rodaków staram się być przydatny i nie być ciężarem.
ZB:  Dziękuję Ci w imieniu Czytelników i swoim za rozmowę. Za pięć lub sześć miesięcy – z nadzieją, iż nie odmówisz – poproszę Cię o udzielenie odpowiedzi na następne pytania.
Rolex:  To ja dziękuję, zawsze z prawdziwą przyjemnością odpowiem na Twoje pytania.

Opublikowany w Demokracja / Społeczeństwo, Smoleńsk 2010 | Otagowane: , , , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Rozkoszna dupa Lenina. Henryk Pająk

Posted by Kasztelan w dniu 2 Kwiecień 2013

[źródło: http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/12/14/chazarska-dzicz-panem-swiata-w-drodze-do-1917-roku-rozdzial-v-rozkoszna-dupa-lenina-henryk-pajak/]

Chazarska dzicz panem świata. W drodze do 1917 roku. Rozdział V: Rozkoszna dupa Lenina. Henryk Pająk

Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku we Francji ukazała się książka „Wielcy homoseksualiści”. W Żydobolszewii krążyła ona jako wydanie samizdatowe (publikacja rozpowszechniana w Związku Radzieckim bez wiedzy i zezwolenia władz/admin)zagrożone wieloletnim więzieniem dla każdego posiadacza. W książce tej jako jednym z najważniejszych „wielkich homoseksualistów” jest Lenin. Do tej skłonności, czyli „kochania inaczej” przyczynił się jego tatuś, z pochodzenia Żydo-Mongoł – Ilja Mikołajewicz.

Książkę napisał J.W. Sokołow. Pisze on na wstępie swojej publikacji, że miał ją od dawna napisaną, ale opublikował dopiero w 2010 roku. Od czasów, gdy mógł dotrzeć do surowo wcześniej zakazanych dokumentów, zainteresowały go dokumenty osobiste działaczy tak zwanego „leninowskiego” naboru /zaciągu/, czyli elitarny rdzeń sowieckiego żydobolszewizmu. Zwrócił szczególną uwagę na tych działaczy, którzy zostali poddani represjom po śmierci Lenina. Udało mu się przejrzeć dokumenty niektórych i opublikować.

W swoich kwerendach zdecydowany opór archiwistów napotkał w odniesieniu do pewnego zasobu dokumentów. Nie tylko odmówiono mu zgody na publikację zawartych tam faktów, ale nawet dyskusji na ten temat. Zgromadził setki reprodukcji dokumentów, ale nie mógł potem znaleźć wydawców na to, co ustalił i opisał. Dyrektorzy wydawnictw i pism „spuszczali oczy i mamrotali coś niezrozumiałego”, że „czytelnik [rosyjski] jeszcze nie dojrzał, żeby to poznać”.

Sokołow na wstępie przypomniał oficjalną chronologię tamtych czasów, zebraną w szóstym wydaniu: „W.I. Lenin. Biografia” /1981/. Przeczytał m.in.:

8 lipca 1917. Allilujew i Stalin odprowadzili Lenina na stację Razliw, gdzie Lenin zamieszkał w drewutni robotnika N.A. Jemielianowa /to dla ukrycia Lenina przed władzami poszukującymi go jako przestępcę politycznego/. Ale obawiano się okolicznych letników – drobnomieszczańskiej społeczności. Jemielianow dzierżawił w odległości pięciu kilometrów od jeziora Razliw niewielką łąkę, dokąd przeprawił łódką Lenina Zinowiewa do przygotowanego wcześniej szałasu przylegającego do stogu siana, gdzie znajdowała się „sypialnia dla dwóch”.

Tyle ten pozornie banalny w swej treści akapit z: „W.I. Lenin. Biografia”. Sokołow zadał sobie jednak intrygujące pytanie: skąd i dlaczego wziął się tam akurat Zinowiew? Czy naprawdę z obawy przed letnikami Lenin przeniósł się do tego szałasu – tej „sypialni dla dwóch”? Przecież letnicy latem znajdowali się wszędzie, po całych dniach włóczyli się w poszukiwaniu grzybów, tym samym i w pobliżu szałasu. Żyć zamkniętym w drewutni to z gruntu podejrzane. Żona lub synowa Jemielianowa codzienne przynosiły do szałasu posiłki dla dwóch ludzi. Lenin podgrzewał posiłki nad ogniskiem w kociołku, zatem ognisko czy jego dym mogły zwabić ciekawskich. Istnieje słynny obraz przedstawiający Lenina przy ognisku, czytającego notatki w świetle tego ogniska. Czytamy dalej w biografii:

Lenin był nadzwyczajnie przeciążony pracą, pisał artykuły.

To prawda – przyznawał Sokołow – Lenin w tym czasie napisał kilka artykułów, ale to mogło zabrać mu nie więcej jak 5-7 dni. Ale Lenin przebywał w tym szałasie do szóstego sierpnia! Dalej, przeczytał w tymże „W.I. Lenin. Biografia”:

Lenin odbywał przechadzki, leżał na słoneczku, wieczorami kąpał się w jeziorze Razliw, łowił ryby.

Taki harmonogram dnia oznaczał, że Lenin całkiem swobodnie, nie kryjąc się odpoczywał w czasie tego miesięcznego „przeciążenia pracą”. Stamtąd wyjechał do Finlandii. Sokołow zadał sobie kluczowe pytanie: – co w tej „sypialni dla dwóch” robił Zinowiew? Dlaczego w biografii Lenina pisze się o takich szczegółach, jak np. którą ulicą wtedy a wtedy szedł, przez jaki nasyp albo rów przechodził, a miesiąc wspólnego życia z Zinowiewem w „sypialni dla dwóch” znika z biografii.

Sokołow odkrył prawdę po dotarciu do osobistego archiwum Grigorija Zinowiewa, członka Politbiura KC WKP /b/, pierwszego sekretarza Leningradzkiego OBKOM-u partii. Znalazł tam m.in. list Lenina do Grigorija Zinowiewa z 1 lipca 1917 roku:

Grigorij!

Okoliczności tak się ułożyły, że muszę natychmiast zniknąć z Piotrogrodu. Nie mogę wyjechać daleko, sprawy nie pozwalają. Towarzysze proponują jedno miejsce, o którym mówią, że jest całkowicie bezpieczne. Ale samotność jest taka przygnębiająca, zwłaszcza teraz… Dołącz do mnie, a we dwójkę spędzimy cudowne dzionki z dala od wszystkiego… Jeśli możesz wyjechać do samotni ze mną, to szybko telefonuj – wydam rozkaz, żeby tam przygotowano wszystko na dwie osoby.

Chodziło o okolice tegoż jeziora Razliw i późniejszy sławny szałas. To właśnie tam stosunki Lenina i Zinowiewa znalazły miłosną oprawę. Spędzili tam w samotności dużo czasu, a skutki tych „zbliżeń” wprost zawróciły Zinowiewowi w głowie. We wrześniu pisze on z Piotrogrodu do Lenina przebywającego w Finlandii:

Kochany Wowa!

Nie uwierzysz, jak mi jest tutaj tęskno bez ciebie, jak mi ciebie brakuje i naszych pieszczot… Nie uwierzysz, ale nikogo nie tknąłem od tamtego czasu, kiedy wyjechałeś. Możesz być całkowicie pewien mojego uczucia do ciebie i mojej wierności. Uwierz, że ani mężczyzny, ani tym bardziej kobiety nie tknąłem i nie tknę. Tylko ty jesteś mi bliski… Przyjeżdżaj, nie obawiaj się, wszystko przygotuję jak najlepiej.

Lenin chyba nie odpowiedział na ten list, bo kochanek po upływie zaledwie tygodnia pisze następny:

Kochany Wowa!

Nie odpowiadasz mi, na pewno zapomniałeś swojego Herszela… Ja natomiast przygotowałem dla nas znakomity kącik. Będziemy mogli bywać tam kiedy tylko będziemy mieli ochotę. Jest to przepiękne mieszkanko, gdzie nam będzie dobrze i nikt nie będzie przeszkadzał naszej miłości. Będzie tak dobrze, jak przedtem. Wspominam, jakim szczęściem było dla mnie spotkanie z tobą. Pamiętasz, jeszcze w Genewie, jak musieliśmy się ukrywać przed tą kobietą…

Nikt nas nie zrozumie, naszego uczucia, naszego wzajemnego oddania… Przyjeżdżaj szybciej, czekam na ciebie, mój kwiatuszku! Twój Herszel.

Sokołow zadał sobie następne pytanie: Kim była „ta kobieta”przed którą musieli się tak ukrywać w Genewie?

Tymczasem nastąpił żydobolszewicki przewrót z października 1917 roku. Lenin powrócił do Piotrogrodu. W tym czasie Zinowiew wyjechał do Moskwy, aby kierować krwawym utrwalaniem władzy żydochazarskiego „proletariatu”. Pisze stamtąd do Lenina:

Iljicz!

Wszystko co mi zleciłeś, wykonałem. A czego jeszcze nie zdążyłem, obowiązkowo wykonam… Tutaj jest bardzo ciężko i niełatwo, ale ożywia mnie myśl, że już za kilka dni zobaczę ciebie i uścisnę w swoich ramionach. Czy doglądasz naszego gniazdka? Nie przyprowadzasz do niego innych? Ja bardzo tutaj przeżywam i tylko nadzieja na twoją wierność mnie ogrzewa… Całuję cię w twoją marksistowską pupkę. Twój Herszel.

Sokołow drążył dalej: kimże była tamta kobieta w Genewie, przed którą obaj musieli się konspirować? I pytanie dodatkowe – który z nich był kochankiem aktywnym, a który pasywnym, po prostu, kto kogo…

W 1918 roku Zinowiew pisze o tej „kobiecie” już konkretniej:

Wowa!

Każdego razu, kiedy znajduję się daleko od ciebie, to bardzo cierpię. Przez cały czas wydaje mi się, że ja oto tutaj tęsknię za tobą, a ty właśnie w tej chwili zdradzasz mnie. Przecież jesteś rozwiązłym psotnikiem, ja to wiem…

Nie zawsze można wytrzymać, zwłaszcza w rozłące z ukochanym. Ale ja się trzymam i na nic sobie nie pozwalam. A u ciebie sytuacja jest wstrętna – trzeba zawsze być przy Nadi6. Rozumiem cię, wszystko rozumiem… I jak ciężko jest udawać przed otoczeniem, też rozumiem. Teraz przynajmniej jest nieco łatwiej – nie trzeba niczego przed nią już ukrywać.Nie tak jak wtedy, w Genewie, kiedy ona na początku nas przyłapała…

No tak, w Genewie zostali „przyłapani” przez „Nadię”. Później Lenin przyznał się jej do swoich figlów z Zinowiewem, a ona /Nadzieżda Krupska/ pogodziła się ze zboczeniem męża i już nie sprzeciwiała się burzliwemu rozwojowi romansu tych dwóch żydowskich zboczeńców.

W kolejnym liście pisanym już z frontu wojny domowej, Zinowiew pyta żartobliwie:

Wowa!

A czy nie zarosła twoja pupcia podczas naszej rozłąki? Czy przez ten czas nic się z nią nie stało?… Wkrótce przyjadę, jak tylko tutaj uporam się ze sprawami i zajmiemy się przeczyszczaniem twojego słodkiego tyłeczka.

Te anatomiczne szczegóły ze współżycia dwóch homoseksualistów wyjaśniają, który z nich był pasywnym, a który biernym „pedałem”. Potwierdza to list napisany wiosną 1918 roku, kiedy właśnie rozgromiono „białe” wojska generała Judenicza. Armia żydobolszewicka nazywana już oficjalnie „Armią Czerwoną” zatrzymała się na estońskiej granicy i Zinowiew przygotowywał swój powrót do Piotrogrodu. Uradowany sukcesem militarnym i perspektywą spotkania z „pupcią” Lenina, „Herszelek” zatracił wszelką powściągliwość:

Wowa!

Ja wkrótce przyjadę i nie wypuszczę cię już więcej z moich objęć, cokolwiek by nie mówiła ta sekutnica! Wróg ucieka na całym froncie i sądzę, że więcej z tej strony nie zaatakują. Tak więc czekaj na mnie, spiesz się podmyć, bo ja wkrótce będę.

Nie minęło kilka miesięcy, jak w tej miłosnej parze ohydnych zboczeńców pojawia się zapowiedź ochłodzenia miłosnych porywów. Jak zawsze w podobnych przypadkach, wiązało się to z zazdrością, zdradą. Dowiadujemy się o tym z listu Lenina do Zinowiewa, który przebywał wtedy na Kaukazie. Nie wiedzieć czemu Lenin pisze do niego po niemiecku. Możliwe, że bariera języka niemieckiego stanowić mogła ważną przeszkodę dla niepowołanych oczu.

Kochany Herszelu!

Ty absolutnie nie powinieneś obrażać się na mnie. Czuję, że ty z rozmysłem przedłużasz swój pobyt na Kaukazie, chociaż sytuacja zupełnie tego nie wymaga. Prawdopodobnie jesteś na mnie obrażony. Ale nie ma tu mojej winy. To tylko twoje głupie podejrzenia. Co do Lejby [?] i mnie, to było jedynie jeden raz i więcej się nie powtórzy. Czekam na ciebie i pogodzimy się w naszym cudownym gniazdku.

Pod listem podpis po rosyjsku: „Zawsze twój Wowa”. Przychodzi odpowiedź Zinowiewa, ale już z dalekiego Władywostoku:

Iljicz!

To zupełnie niegłupie podejrzenie dotyczące ciebie i Lejby. Każdy widział, jak krążyłeś wokół niego ostatnimi czasy. Na wszelki wypadek mam oczy i znam cię dostatecznie długo, żeby sądzić… Kto lepiej ode mnie wie, jak rozjarzą się twoje oczka na widok mężczyzny z tęgim narzędziem? Ty sam mówiłeś, że u mężczyzny niewielkiej postury są imponujące narzędzia… Przecież nie jestem ślepy i świetnie widziałem, że jesteś gotów zapomnieć o naszej miłości dla romansiku z Lejbą. Oczywiście, on jest teraz blisko ciebie i łatwo mu ciebie uwodzić. A może to ty jego uwiodłeś?

O kimże to mowa? Kimże był ten „Lejba”? To najsłynniejszy „Lejba” tamtych czasów – Lejba„Trocki”! Był wtedy komisarzem „ludowym” armii i floty. Przez dłuższy czas Lenin i Trocki przebywali wtedy w Moskwie. List Zinowiewa ze wzmianką o „Lejbie” i przyznanie się Lenina, że było to „tylko jeden raz” nieomylnie wskazuje na Trockiego, który zajął miejsce Zinowiewa w łóżku Lenina, ale cała ta żydochazarska zgnilizna cuchnęła wspólnotą żydowskiej „familii”. Lenin czuł, że jego romans z Trockim będzie krótki i wkrótce Lew „Dawidowicz” porzuci go zauroczony jakąś kobietą, bowiem Trocki miał (podobno) większy „ciąg” do kobiet niż do mężczyzn – współtowarzyszy w walce o szczęście światowego proletariatu.

Lenin kropnął kolejny list do Zinowiewa przebywającego znów na Kaukazie.

Herszel!

Nie gniewaj się na mnie. Masz rację, ja rzeczywiście nie wytrzymałem. Lejba jest takim brutalnym mężczyzną. On po prostu obsypuje mnie swoimi pieszczotami. A ja tak ich potrzebuję, zwłaszcza w tym okresie politycznych napięć. Jest mi bardzo trudno bez pieszczot, a ty wyjechałeś, nieszczęśniku! Tak i nie zdołałem wytrzymać. No, ale ty przecież wybaczysz mi tę maleńką słabość, Herszelu! Wróć, a przekonasz się, że jestem przepełniony miłością do ciebie. Twój maleńki Wowa.

Zapewne zwrot o „maleńkim Wowie” nieco udobruchał Herszela, może nawet utwierdził go w przekonaniu, że ich związek nie uległ erozji, a tylko czasowo został zagrożony romansikiem „Wowy” z „brutalnym” Lejbą. Ostatecznie sprawy rewolucji zapędziły Zinowiewa do Moskwy i od tego czasu już w jego osobistym archiwum nie ma miłosnych listów do „Wowy”. Być może nie zaistniała już konieczność korespondencji; być może Zinowiew zniszczył część kompromitujących go listów w późniejszej perspektywie jego aresztowania i egzekucji.

 

Dwaj homoseksualni kochankowie „Lenin” /z lewej/ i „Trocki” /z prawej/ (z: „Rosja XX wieku”)

Kula eserówki Kaplan, członkini partii eserowców czyli Socjal-Rewolucjonistów, radykalnie nadwątliła zdrowie i tym samym chuci Lenina. Seksualne relacje między nimi zniknęły przynajmniej z korespondencji.

Ostatnim śladem zboczeń Lenina było kilka linijek napisanych przez Nadzieżdę Krupską do Zinowiewa latem 1922 roku, na dwa lata przed śmiercią Lenina:

Proszę was już więcej nie niepokoić mojego męża swoim molestowaniem i prośbami widzenia. Czas już, byście się i wy uspokoili. Ileż można z mojej strony cierpieć taką waszą bezczelność? Iljicz jest chory, wiecie o tym i nie ma potrzeby mówić wam, dorosłemu człowiekowi, że wasze szaleństwa tym razem mogą ostatecznie zniszczyć zdrowie Iljicza. Proszę was, abyście już więcej nie nakłaniali go do tego, do czego tak ochoczo zawsze podążał. Mam nadzieję, że zrozumiecie ten mój list. Jest on podyktowany troską o zdrowie mojego męża.

Tyle lat być odrzuconą przez własnego męża dla kochanka, było czymś trudnym do zniesienia. Już odtąd nie dopuszczała Zinowiewa do męża sam na sam, jedynie w swojej obecności lub w obecności innych Żydów z Politbiura.

W końcu lat trzydziestych, po aresztowaniu i egzekucji Zinowiewa, ich miłosne listy wpadły w łapy NKWD i niewątpliwie zostały przekazane Stalinowi w trakcie zbierania „haków” na Zinowiewa i Trockiego. Dlaczego Stalin nie decydował się na zniszczenie tych haków? Odpowiedź nasuwa się sama.

Ich zatrzymanie w archiwach NKWD mieściło się w pragmatyce permanentnej wojny Stalina z aktualnymi i późniejszymi przeciwnikami, zwłaszcza ze „starymi”, czyli pierwszymi bandziorami rewolucji. Stalin był doskonale poinformowany o miłostkach Lenina z Zinowiewem i nie przeszkadzał im. Gromadził ten wyśmienity materiał dowodowy, te „haki” na Trockiego i Lenina. Trockiego dopadł dopiero w czasie drugiej wojny światowej, a Lenin wpadł w objęcia Lucyfera już w 1924 roku. Jeszcze za życia Lenina Stalin mógł planować odejście od „leninowskiego dziedzictwa”, by zostać niezagrożonym pierwszym dyktatorem, bez tamtych chazarskich konkurentów do władzy absolutnej.

Tak czy inaczej, prywatne listy miłosne Zinowiewa i Lenina przetrwały i nie było to przypadkowe.

Lenin był masonem wysokiego 31 stopnia wtajemniczenia

Warto uzupełnić kulisy osobowości i wpływów tego chazarskiego żydobolszewika jego przynależnością do wolnomularstwa.

Żydowskie niedostępne dla gojów organizacje, zwłaszcza B’nai B’rith /Synowie Przymierza/, były bez reszty wprzęgnięte w proces niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej za pomocą rewolucyjnego terroru. Wielce pomocna była w tym żydomasoneria kontrolująca loże mieszane, żydo-gojowskie. Przecież Lenin i jego główni siepacze nigdy nie pracowali na swoje utrzymanie, a mieli się materialnie bardzo dobrze już u schyłku wieku XIX. Ktoś ich utrzymywał, ktoś płacił na ich wywrotowe gazety, broszury i książki. Bez trudu wędrowali po stolicach Europy Zachodniej, a to przecież kosztuje. Ci zawodowi przestępcy, wtedy tylko bezwzględni terroryści, a po rewolucji 1917 roku jeszcze bardziej bezwzględni ludobójcy, mieli tylko jeden rodzaj obowiązków, za który im płacił międzynarodowy tajny Kahał: wywołanie europejskiego wrzenia, co udało im się zrealizować dopiero w latach 1917-1918. Późniejsze ich działania wskazują, jak wiernie realizowali program Iluminatów Żyda Weishaupta.

Kilka źródeł ujawnia, iż Lenin został masonem podczas pobytu na Zachodzie już w 1908 roku. Jednym z takich źródeł jest gruntownie udokumentowana książka Nikolaja Switkowa wydana w Paryżu w 1932 roku pt. „About Freemasonry in Russian Exile”. Switkow wykazał, że najważniejszymi masonami –

żydobolszewikami byli:

„Lenin” – Ulianow;

Leon „Trocki” /Lejba Bronstein/;

Grigorij „Zinowiew” /Gerson Radomylskij/;

Leon „Kamieniew” /Lejba Rosenfeld/;

L. „Martow” /L. Cederbaum/;

Karol „Radek” /Tobiasz Sobelson/;

Maksim „Litwinow” /Mejer Henoch Wałach/;

Jakow „Swierdłow” /Jankiel Aaron Solomon/.

I jedyny w tej chazarskiej bandzie Rosjanin – Maksim „Gorki” /Aleksiej Peszkow.

Według książki austriackiego politologa Karlá Steinhauserá: „EG – die – Super – UdSSR von morgen” /Unia Europejska – Super Związek Sowiecki „Przyszłości”7, na stronie 192 czytamy, że Lenin należał do loży masońskiej „Art et Travail” /Sztuka i Praca/.

Winston Churchill powiedział dla „Illustrated Sunday Herald” 8 lutego 1920 roku, że „Lenin”. „Radek” /Sobelson/, „Zinowiew” i „Swierdłow” byli członkami loży B’nai B’rith8. SchwartzBostunich oraz Ostrucow w „Freemasonry, Culture and Russian History” /Masoneria kulturowa i historia rosyjska, Moskwa 1999, strona 582-588, potwierdzają, że Lenin był masonem 31. stopnia /tytuł tego stopnia to „Grand Inspecteur Inguisiteur Commander”/ i członkiem loży „Art et Travail” z siedzibami w Szwajcarii i Francji.9

Lenin odwiedził główną siedzibę Wielkiego Wschodu Francji przy ulicy Cadet w Paryżu i wpisał się tam do księgi pamiątkowej gości.10

Lenin z Trockim wzięli udział w Międzynarodowej Konferencji Masońskiej w Kopenhadze /1910/11. Infekowanie Europy żydo-socjalizmem, było jednym z punktów programu tego międzynarodowego sabatu.

Aleksander Galperin, wtedy sekretarz masońskiej Rady Najwyższej potwierdził w 1916 roku, że wśród masonów są czołowi bolszewicy.

Mikołaj Suchanow /właśc. Himmel/ i cytowany Sokołow stwierdzają to samo. Jak wyznał wtedy Galperin, żydo-masoneria dostarczyła wtedy Leninowi odpowiednie środki materialne na jego działalność rewolucyjną, co potwierdził Kristian Rakowski w swoich zeznaniach. Zostało to potwierdzone przez znanego wolnomularza Grigorija Aronsona w jego artykule zatytułowanym „Freemasons in Russian Politics” zamieszczonych w czasopiśmie „Nowoye Russkoye Slovo” /Nowe rosyjskie słowo/, wyd. New York 8-12 października 1959 roku.

Historyk Borys Nikołajewski wspominał o tym fakcie w swojej książce „The Russian Freemasons and the Revolution” /Moskwa 1990/.

W 1914 roku dwaj żydobolszewicy, Iwan „Skworcow” /Stiepanow/ i Grigorij „Pietrowskij”nawiązali kontakty z wybitnym rosyjskim masonem Aleksandrem Konowałowem w sprawie pomocy ekonomicznej. Konowałow został potem ministrem w Rządzie Tymczasowym „Kiereńskiego” /Adlera/.

Podobnie „Radio Rosja” w dniu 12 sierpnia 1991 roku mówiło o działalności „Lenina” jako masona.12

Na koniec warto jeszcze powrócić do „pogłosek” o żydowskim /chazarskim/ pochodzeniu Lenina. Na wystawie poświęconej „Leninowi” w moskiewskim Muzeum Historii Państwa, trwającej do lipca 2011 r., wystawiono 111 nowych dokumentów, wśród nich list najstarszej siostry Lenina Anny Uljanowej do Stalina, mówiący o tym, że ich dziadek był ukraińskim Żydem, który nawrócił się na chrześcijaństwo, żeby uciec ze Strefy (przymusowego) Osiedlenia:

„Pochodził z biednej żydowskiej rodziny i był, o czym świadczy świadectwo chrztu, synem Mojżesza Blanka z Żytomierza”. /…/ Władimir Iljicz zawsze cenił Żydów. Przykro mi z powody faktu, że nasze pochodzenie–podejrzewałam to wcześniej – nie było znane za jego życia.13

5 J.W. Sokołow. Źródło: http://www.ipvnews.org/bench_article24112010.php Sokołow to rosyjski

kandydat nauk historycznych, odpowiednik stopnia doktora nauk.

6 Nadia– Nadieżda Krupska, oficjalna żona Lenina.

7 Wydana w Wiedniu w 1992 roku,

8 W Polsce reaktywowanej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

9 Zob. także: Oleg Płatonow: „Russian Crown of Thorns: The Secret History of Freemasonry”/

Moskwa, 2000, część II, s. 417/

10 Wiktor Kuzniecow: „The Secret of the October Coup”, St. Petersburg 2002, s. 42.

11 Franz Weissin: „Der Krieg zum Sozialismus”. Monachium 1930, s. 9.

12 Źródło: http://www.geocities.com/jyrilina/english/scorpion.html?20089 „UNDER THE SIGN OF

THE SCORPION, THE RISE AND FALL OF THE SOVIET EMPIRE” („Pod znakiem Skorpiona,

narodziny i upadek Imperium Sowieckiego”) Autor: Jüri Lina.

13 Moscow museum Lenin’s Jewish roots on displayhttp://thestate.com/2011/05/23/1831057/

moscow-museum-puts-lenins-jewish.html

Opublikowany w Jewreje | Otagowane: , | Komentarzy: 2 »

Bratnia pomoc w drodze

Posted by Kasztelan w dniu 20 Luty 2013

Od prawie tygodnia w internecie nagłaśniana jest sprawa bulwersującego projektu ustawy nr 1066 przygotowanej przez rząd Donalda Tuska. Chodzi o projekt ustawy o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Polski. Zapisy dają możliwość użycia broni palnej i środków przymusu bezpośredniego, a także ściągnięcia do Polski obcych służb z dowolnego kraju do pomocy do zabezpieczenia zgromadzeń i imprez masowych. 18 stycznia projekt dokumentu trafił do Sejmu RP. Co ciekawe, ustawa jest procedowana przez komisje w trybie pilnym i na początku marca ma trafić pod głosowanie posłów.

 

Więcej na ten temat: http://miziaforum.wordpress.com/2013/02/18/akcja-anonymous-przeciw-rzadowi-tuska-nie-obcej-interwencji2-marca-fala-protestow-w-polsce/

 

 

Opublikowany w Demokracja | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Czas myślowego krętactwa

Posted by Kasztelan w dniu 9 Luty 2013

Wywiad z ks. Stanisławem Małkowskim – Rzeczpospolita PlusMinus [źródło: http://www.rp.pl/artykul/978802,978885-Czas-myslowego-kretactwa.html]

Czy Kościół katolicki jest tolerancyjny? Niektórzy twierdzą, że nie jest.

Ci, którzy zarzucają Kościołowi, że jest nietolerancyjny, nie wiedzą, co to słowo znaczy. Nastąpiło ogromne zakłamanie pojęć. Dzisiejszy język sprawia, że człowiek traci obiektywne spojrzenie na rzeczywistość i możliwość rozumnej oceny swojej sytuacji: kim jest, czym jest świat, czy jest Bóg… Takie przekształcenie języka nazywa się zapaścią semantyczną: słowa oderwały się od znaczeń. Ograniczają się do pobudzania niskich emocji, które odbierają człowiekowi rozum. A odebranie rozumu oznacza także odebranie wolnej woli.

To co znaczy słowo: tolerancja?

Cierpliwe znoszenie zła, którego albo nie da się pokonać, albo dałoby się, ale tylko takimi metodami, które nie byłyby dobre. Przede wszystkim trzeba widzieć świat w kategoriach dobra i zła, prawdy i kłamstwa. Ludzie, którzy odrzucają obiektywną prawdę, nie mogą mówić, że coś tolerują. Ciekawe jest to, że ci „tolerancyjni” w imię swoiście pojmowanej tolerancji plują wyzwiskami i zieją nienawiścią wobec osób, które autorytatywnie określają jako „nietolerancyjnych”. Żyjemy w czasach wyjątkowo podłego myślowego krętactwa.

Czego?

Jeżeli nietolerancję nazwiemy tolerancją, zniewolenie – wolnością, prawdę – kłamstwem, miłość – nienawiścią, a ciemność – światłem, to co nam z tego wychodzi? Prawdziwe myślowe krętactwo. Dziś w szkołach nie uczy się logiki, więc jak tu się dziwić, że ludzie nie rozumieją, iż nie można być zarazem na tak i na nie. Podam przykład: ludzie źle oceniają rząd, ale głosują na Platformę Obywatelską…

To spytam inaczej: czy przeciwnicy Kościoła są wobec niego tolerancyjni?

Według nich tolerancja jest wyłącznie dla ludzi odrzucających istnienie obiektywnej prawdy. W myśl znanego powiedzenia: wolność dla wszystkich, z wyjątkiem wrogów wolności. Kościołowi więc, jako wrogowi tolerancji, żadna tolerancja nie przysługuje. Przypomina mi to totalitaryzm. Kościół, który z pełnym przekonaniem wierzy w swoją rację, jest głównym wrogiem dzisiejszej ideologii: poprawności politycznej, gender, multi-kulti, globalnego ocieplenia, Greenpeace itd.

Za co Kościół jest atakowany?

Bo rozróżnia dobro od zła. Biblijne „tak, tak lub nie, nie” jest określane jako fanatyzm. Nie ma prawdy i kłamstwa, są tylko różne interpretacje, a dla wielu ludzi w ogóle aberracją jest mówienie o grzechu. To pojęcie zostało całkiem wypchnięte z dyskursu. W lewicowo-liberalnym sposobie myślenia wręcz nie mieści się taka konstrukcja logiczna, że złe zachowanie – czyli grzech – może człowieka zniewalać. Mówią oni tylko o wolności i wolności…

Czy jest coś złego w wolności?

Wolność jest piękna, ale jest nam ona dana nie po to, by dokonywać byle jakich wyborów, ale wyborów słusznych. Jezus Chrystus mówił, że to prawda nas wyzwoli, tylko że dzisiejsza wszechideologia traktuje prawdę jako ograniczenie wolności, a upieranie się przy jakiejkolwiek obiektywnej prawdzie uważa za promowanie nienawiści.

Księdzu ktoś kiedyś zarzucał promowanie nienawiści?

Robił to już w 1984 r. Jerzy Urban. On chyba jako pierwszy agresywnym, napastliwym językiem tłumaczył, że to ja jestem agresorem. To stara śpiewka. W tamtym czasach atakował mnie także Jacek Kuroń, który oburzał się, że jak ja mogę mówić takim fanatycznym językiem, że aborcja to morderstwo: przecież to język nienawiści, bo w ten sposób nazywam lekarzy mordercami! Ale listy do mnie niezmiennie rozpoczynał od: „Kochany Staszku”, bo znaliśmy się bardzo dobrze. Mieszkał blisko kościoła Stanisława Kostki w Warszawie, gdzie razem z księdzem Jerzym Popiełuszką posługiwaliśmy.

To była dyskusja wyłącznie listowna?

Kiedyś spotkaliśmy się w Podkowie Leśnej. Ja podczas mszy za ojczyznę w kazaniu zapytałem: „Co jest największym zagrożeniem dla Polski? Komunizm? Nie, jest nim relatywizm i nihilizm, które mają różne postaci, nie tylko komunistyczne, bo mogą mieć także twarz demokratyczną”. Po mszy było tzw. spotkanie z autorem, którym okazał się Jacek Kuroń właśnie. On zupełnie przypadkiem postawił to samo pytanie, ale odpowiedział na nie całkiem inaczej: „Największym zagrożeniem dla Polski – mówił – jest przekonanie, że my mamy rację, my znamy prawdę, bo z tego wynika nietolerancja, fanatyzm, szowinizm i nienawiść”.

Czy katolik lub szerzej: człowiek myślący tradycjonalistycznie, łatwo odnajduje się dziś w debacie publicznej?

Dlaczego tradycjonalistycznie? Powiedzmy wprost: myślący realistycznie. My musimy dziś się bronić, nie tylko nadstawiać drugi policzek, ale także odpierać ataki. W końcu znana jest w Kościele tradycja inwektywy. Nie wszystko należy łagodzić i załatwiać dyplomatycznie. Przecież nawet Pan Jezus czy Jan Chrzciciel posługiwali się inwektywami. W Piśmie Świętym można wyczytać zwroty: „plemię żmijowe”, „powiedzcie temu lisowi” o Herodzie czy o faryzeuszach: „głowy pobielane”.

Wierzący mają więc prawo używać ostrego, agresywnego języka?

Nie zawsze. Trzeba czuć, kiedy należy twardo bronić swojej wiary, a kiedy próbować spokojnie ją tłumaczyć. Jan Paweł II, który był świetnym mówcą, raz używał języka żartobliwego, wręcz przyjacielskiego, a czasem mówił w sposób mocny, ostry, kategoryczny, nawet podnosił głos.

Tylko że mówienie o grzechu czy Piśmie Świętym to dziś wystawianie się na pośmiewisko.

Niektórzy – nawet hierarchowie – uważają, że pewne sprawy należy przemilczeć, niektórą krytykę wypada złagodzić, innych tematów trzeba unikać itd. Pamiętajmy tylko, że święty Jan Chrzciciel bez wahania powiedział wprost Herodowi, że nie może mieć żony własnego brata. Nie bał się, że zostanie wtrącony do więzienia, a potem ścięty. Na mocy chrztu świętego każdy z nas ma pewną władzę prorocką, a Boży prorok ma obowiązek dawać świadectwo wiary. Ksiądz Jerzy Popiełuszko potrafił mówić w sposób łagodny i stanowczy zarazem. Ci, którzy przychodzili na jego kazania, nie oczekiwali ostrych deklaracji politycznych, bo one nie padały.

Rozumiem, że skoro dziś nikt nie zabija za głoszenie wiary, to należałoby czynić to jeszcze odważniej niż kiedyś?

Dziś ludzie wiary są dyskryminowani. Trwa walka z prawdą, rozumem, wolnością, a także z Polską, która jest przeszkodą w realizacji pewnych planów globalistycznych. Nazwałbym to globalną rewolucją kulturową. Widać, że różni hierarchowie Kościoła w Polsce i na świecie przeżywają osobisty dramat. Próbują oddzielić prywatne oddanie się wierze od społecznego panowania Jezusa Chrystusa. Boją się, że byłoby to wyrazem nietolerancji wobec niewierzących, inaczej wierzących czy innych państw i narodów, które nie chcą przyjmować naszych prawd wiary.

Może dlatego, że w Polsce uznajemy rozdział Kościoła od państwa.

Jednak zarówno z nauki zawartej w Piśmie Świętym, jak i w naukach Kościoła wynika konieczność uznania przez ziemskich władców społecznej władzy Jezusa Chrystusa. Rozdział państwa od Kościoła wcale nie oznacza agresywnego laicyzmu, gdy państwo nastawia się na walkę z Kościołem i próbuje spychać wiarę do sfery prywatnej.

Chodzi raczej o to, by Kościół nie mieszał się do polityki.

Ale sens tego jest taki, by nie mieszał się do moralności, bo nie istnieje obiektywna moralność, istnieją podobno tylko prawa stanowione przez ludzi. Potrzebny jest zdecydowany głos Kościoła w obronie rozumu oraz wolności. Głos nie tylko skierowany do wiernych, ale do wszystkich. Wiarę Kościół też ma prawo głosić wszystkim, by każdy miał możliwość ją poznać. Musi to czynić wbrew agresywnej nagonce niektórych środowisk i mediów, które próbują wiarę zohydzić, przedstawiając wyolbrzymione przypadki patologii w Kościele.

A co na to Kościół? Broni się?

Może czasem mało skutecznie, ale wystarczy włączyć Radio Maryja. Tam jest szereg audycji, w których ludzie Kościoła jasno i kompetentnie bronią wiary przed agresywnymi atakami środowisk, które ślepo podążają za Europą Zachodnią. Ona idzie ku samozniszczeniu, więc nie wiem, dlaczego mielibyśmy brać z niej przykład. Zachód w sensie duchowym popadł już w kompletną ruinę: ruinę wiary, małżeństwa, rodziny i ducha.

–rozmawiał Michał Płociński

ks. Stanisław Małkowski – duchowny rzymskokatolicki, kaznodzieja, socjolog, publicysta, społecznik, działacz opozycji demokratycznej w PRL i kapelan „Solidarności”. Figurował na pierwszym miejscu tajnej listy SB księży przeznaczonych do fizycznej eliminacji. Na drugim miejscu znalazł się ks. Jerzy Popiełuszko.

 

Opublikowany w Religia, Światopogląd | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Największa afera za unijną kasę – Przetargowa zbrodnia

Posted by Kasztelan w dniu 9 Luty 2013

Polecam dwa ciekawe teksty nie tylko o autostradach – przekręty, przestępstwa, działalność mafijna…

[http://www.gf24.pl/10841/najwieksza-afera-za-unijna-kase]

[http://www.gf24.pl/10838/przetargowa-zbrodnia]

Poniżej fragmenty:

Największa afera za unijną kasę

Kazimierz Turaliński

“[...]

Metodyka oszustw i nadużyć – łańcuch podmiotów gospodarczych i „spółki-krzaki”

Najpopularniejszą metodą oszustw gospodarczych, skutecznie pozorujących legalność, pozostaje tzw. łańcuch podmiotów gospodarczych, zwykle spółek z osobowością prawną. Pierwszy etap stanowi uzyskanie zamówienia publicznego przez renomowany podmiot branżowy, co zazwyczaj gwarantuje stosowanie dumpingowych cen. Następnie na „ciche” polecenie generalnego wykonawcy inwestycji tworzone są drugie ogniwa – przedsiębiorstwa kapitałowo i osobowo niepowiązane z generalnym wykonawcą. Podwykonawca przejmuje bezpośrednią realizację prac na podstawie zazwyczaj niezmiernie rygorystycznej umowy cywilno-prawnej, obwarowanej karami umownymi w przypadku nawet minimalnych opóźnień w realizacji harmonogramu prac. Drugie ogniwo nie realizuje żadnych prac, a zleca ich wykonanie, bez formalnego zgłoszenia generalnemu wykonawcy, zewnętrznym przedsiębiorstwom niewtajemniczonym w proceder. By wyeliminować możliwość dochodzenia zapłaty od generalnego wykonawcy (co jest w polskim porządku prawnym możliwe, jeśli podmiot dysponuje oficjalnym statusem podwykonawcy) zakres zamówienia podlega sztucznemu rozbiciu na czynniki pierwsze do stopnia niespełniającego definicji „roboty budowlane”. Na fakturach i w umowie z faktycznym wykonawcą odcinka autostrady zamieszcza się np. tylko wynajem sprzętu budowlanego, dostawę surowców lub wypożyczanie siły roboczej, choć faktycznie przedsiębiorca taki odpowiada za kompleksowe wybudowanie odcinka drogi. Roszczenie cywilne na drodze sądowej będzie jednak wtedy bezskuteczne.

Już po wykonaniu prac, w sposób kontrolowany doprowadza się do upadłości drugiego ogniwa, obciążonego zobowiązaniami finansowymi, aby nie wypłacać, należnego rzeczywistym wykonawcom, wynagrodzenia. Pierwsze ogniwo (generalny wykonawca) popada w kontrolowany konflikt z drugim ogniwem (spółką-krzakiem). W wyniku różnych opóźnień, które skutecznie można odgórnie reżyserować poprzez np. opóźnienie sporządzenia protokołu zdawczo-odbiorczego, naliczone zostają kary umowne albo kwestionowana jest jakość wykonania dróg, a sama umowa ulega zerwaniu. Z powodu upustów cenowych oraz dokonania wzajemnego potrącenia kar umownych z należnego za wykonawstwo wynagrodzenia generalny wykonawca może zatrzymać znaczną część honorarium otrzymanego za budowę autostrady. Kary umowne nie są obciążone podatkiem VAT, w związku z czym nie zostaje on odprowadzony, zaś ten z potrąconych faktur VAT spółki pośredniej może zostać zaksięgowany i nadaje się do odliczenia lub zwrotu pieniężnego od urzędu skarbowego.

Roszczenia trzeciego ogniwa (uczciwego podwykonawcy) dają podstawę do postawienia spółki pośredniej w stan upadłości. Niższe od oczekiwanych wpływy umożliwiają jedynie częściowe zaspokojenie wierzycieli, a według polskiego prawa upadłościowego pierwszeństwo mają roszczenia pracownicze oraz fiskusa. Tracą uczciwi podwykonawcy, którzy zazwyczaj nie mogą się ubiegać o wypłatę wynagrodzenia bezpośrednio od zleceniodawcy robót, a ich dłużnik nie posiada już nic.

W przypadku odpowiedniego przygotowania obiegu dokumentów brak możliwości udowodnienia wypełnienia znamion przestępstwa oszustwa (art. 286 par. 1 Kodeksu karnego) albo przestępstw niegospodarności lub działania na szkodę wierzycieli. W celu ograniczenia ryzyka tworzone są też odcinki wykonane i rozliczone wzorcowo, co w przypadku wszczęcia śledztwa dowodzić ma rzetelności generalnego wykonawcy i przypadkowego charakteru braku rozliczeń innych odcinków.

[...]

Nieprawidłowości na przykładzie realizacji spółki BUDIMEX

Jednym z głównych wykonawców polskich autostrad jest-należąca do hiszpańskiego inwestora spółka-Budimex SA oraz należące do niej podmioty tworzące Grupę Budimex. Pierwszy kontrakt podpisany został z należącą do Grupy spółką Autostrada Południe SA, osobiście, przez ówczesnego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka.

W tym samym czasie zarejestrowano na figurantów wiele spółek z osobowością prawną, nieposiadających faktycznie kapitału, sprzętu, profesjonalnej kadry ani jakiegokolwiek doświadczenia branżowego. Na podmioty te scedowano pełne wykonawstwo strategicznych kontraktów drogowych i rzekomo pozostawiono bez dalszego nadzoru. Przypadkowe przekazanie strategicznych kontraktów podwykonawcom niezdolnym do samodzielnej budowy czegokolwiek nie było możliwe, z uwagi na wieloletnie doświadczenie Budimexu oraz doskonałą znajomość realiów branży. Nie były to też klasyczne spółki celowe, lecz pozorowane na zewnętrzne, w pełni niezależne podmioty.

Spółka STATS POLSKA wspierana była kolejnym podwykonawcą – osobą fizyczną PPHU FARDO Artur Malinowski, który działalność gospodarczą zarejestrował 7 grudnia 2009 r. W tym „łańcuchu” przedsiębiorstw dopiero na trzecie ogniwo zawierane były kontrakty z rzeczywistymi budowniczymi autostrady. Co istotne, wszystkie powyższe spółki i inne podmioty skierowane zostały na jeden z nielicznych odcinków, na którym oferty przetargowe grubo przekroczyły kosztorysy prac, czyli w okolice Ropczyc (autostrada A4). Po zakończeniu budowy spółki pośrednie odmówiły zapłaty, tłumacząc się sporem z Budimeksem, który w większości przypadków naliczył swoim podwykonawcom kary umowne i po ich potrąceniu uznał prace za rozliczone. Zastosowany został standardowy scenariusz przerwanego „łańcucha” podwykonawców. Gdy przedsiębiorcy, którzy zbudowali drogi nawiązali bezpośrednio kontakt z Budimeksem, ten początkowo deklarował pełne zrozumienie i współpracę, a także liczył na dalszą budowę następnych nasypów drogowych. Podwykonawcy rozpoczęcie nowych robót uzależnili jednak od zajęcia stanowiska w sprawie starych rozliczeń, a wtedy Budimex kategorycznie odmówił. W kolejnych kierowanych pismach generalny wykonawca zajmował sprzeczne stanowiska, a nawet zarzucał pokrzywdzonym nielegalne wtargnięcie na teren budowy i tym samym nielegalne wybudowanie na jego rzecz dróg. Nadmienić należy, że prace podwykonawców na placach budowy cały czas nadzorowali pracujący dla Budimexu kierownicy, inżynierowie, inspektorzy i dyrektor rejonu. Nie jest możliwe, by fachowcy w swej dziedzinie z kierunkowym wykształceniem i znajomością tak realiów branży, jak i osobiście nazwisk i firm poszczególnych podmiotów realizujących budowę, nie byli świadomi kto przez kilka miesięcy znajduje się pod ich bezpośrednim nadzorem. Inne założenie oznaczałoby zupełne porzucenie przez głównego wykonawcę placów budowy, a to z kolei stanowiłoby naruszenie tak właściwych przepisów, jak i zapewne warunków udzielonego zamówienia publicznego na budowę autostrady. Na oficjalne pismo w tej sprawie GDDKiA nie odpowiedziała.

[...]

Próby zastraszeń pokrzywdzonych przy budowie autostrad

Wiosną 2012 r. media nagłośniły masowe oszustwa na szkodę budowniczych autostrad. Publikacje te zbiegły się z pierwszymi groźbami pozbawienia życia. Usiłowano zastraszyć drogowców zaangażowanych w nagłośnienie nieprawidłowości, co znalazło się w zainteresowaniu dziennikarzy z uwagi na zbliżające się mistrzostwa Europy w piłce nożnej i priorytetowe traktowanie umożliwienia kibicom przejazdu dopiero budowaną autostradą z Poznania do Warszawy. Wówczas rząd podjął rozmowy z drogowcami, a groźby ustały. Jednak po zakończeniu Euro 2012, co skutkowało spadkiem zainteresowania sprawą ze strony mediów, rozliczenia zostały faktycznie zastopowane. Na podstawie tzw. Ustawy Nowaka pieniądze wypłacono nielicznym drogowcom powiązanym ze środowiskiem politycznym byłego premiera RP Leszka Millera oraz byłego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka, który wcześniej odpowiadał właśnie za nadzór nad projektem budowy autostrad. Utracone wynagrodzenie skompensowano także osobom karanym w minionej dekadzie za działanie w zorganizowanych strukturach przestępczych. Podmioty pełniące rolę drugiego „ogniwa” łańcucha, m.in. wspomniane w sprawie Budimeks-u STATS POLSKA, HUPS MINING i SCAVEN CONSTRUCTION, nie wystąpiły o zapłatę, choć na podstawie Ustawy Nowaka miały do tego prawo.

Jesienią 2012 r. ponownie rozpoczęto naciski na domagających się zapłaty drogowców, skierowano m.in. groźbę wyrządzenia krzywdy córce jednego z przedsiębiorców. Inny został dotkliwie pobity, a także pocięty nożem, po czym zapowiedział kategoryczną rezygnację z dochodzenia roszczeń. Ofiara miała nakazaną rolę „listonosza”, czyli skontaktowanie się z innymi i poinformowanie o powodach swojej rezygnacji. W okolicach świąt Bożego Narodzenia uszkodzono koła w samochodzie osoby będącej od lat w wielomilionowym sporze z jednym z liderów tzw. afery autostradowej. W przypadku rozwinięcia zbyt dużej prędkości oderwanie kół spowodować mogło śmierć kierowcy i innych uczestników ruchu. Jak nieoficjalnie zdołano ustalić, sprawcami gróźb i pobić były osoby powiązane z wiodącymi na terenie Polski pod koniec lat 90. i na początku XXI w. zbrojnymi strukturami przestępczymi.

Nieprawidłowości w działaniu organów ścigania

Doniesienia drogowców o oszustwach zazwyczaj spotykały się z odmową w ogóle podjęcia czynności przez prokuraturę, zaś śledztwo dotyczące budowy autostrady A4 na pyłach iłowych powierzono niedoświadczonemu prokuratorowi z prowincji, nieprowadzącemu wcześniej żadnego dużego śledztwa o charakterze afery gospodarczej, niezdolnemu do oceny merytorycznej zeznań świadków (budowniczych autostrad) a dotyczących kwestii technicznych. Nie przesłuchano licznych świadków i nie uwzględniono części dowodów z dokumentów, a do zaskarżenia postanowienia o umorzeniu postępowania przygotowawczego uprawnione były jedynie instytucje odpowiedzialne za zaniedbania w nadzorze, a więc niezainteresowane wyjaśnieniem sprawy. Jedyną konsekwencją stały się prześladowania kluczowego świadka, czyli osoby odpowiadającej za ujawnienie „oszczędności”.

[...]

Pieniądze z Unii zrujnowały nam życie…

Jak można usłyszeć bezpośrednio od pokrzywdzonych i ich pracowników: „pieniądze z Unii Europejskiej zrujnowały nam życie”. Wiele osób pozostawionych zostało po miesiącach pracy bez pieniędzy, za to obciążonych obowiązkiem odprowadzenia podatku dochodowego i VAT-u od nieotrzymanej zapłaty (za samo wystawienie faktury). Teraz żyją z groźbą zlicytowania domów i maszyn przez komornika na spłatę „należnego” podatku. Co najmniej dziesiątki przedsiębiorstw zbankrutowało i zakończyło działalność, setki firm poniosło straty, tysiące osób utraciło pracę, a kilka załamanych katastrofą odebrało sobie życie. Zyski odniosły za to podmioty blisko współpracujące z politykami. Przykładem tego może być podwykonawca Budimeksu Paweł Ziemiński, działający pod firmą „EXTRA CARS”, który całe życie zajmował się handlem samochodami, a jako jeden z nielicznych odniósł zyski na budowie A4, odcinku Ropczyce. Jego żoną jest kierowniczka z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa z Ropczyc, a ojciec starostą powiatu ropczycko-sędziszowskiego. Powszechnie wiadomo było, że zyski odnoszą osoby, które z budownictwem nie mają nic wspólnego – głównie dzieci burmistrzów i urzędników z terenów na których prowadzono budowy. Członek zarządu STATS POLSKA jawnie powoływał się na wpływy u władz, a jego wspólnik, prowadzący przedsiębiorstwo FARDO, chełpił się znajomościami w świecie przestępczym, a także zapowiadał podobne działania przy renowacji torowisk kolei. Zdumiewała pełna jawność tych deklaracji, nikt nie obawiał się żadnych konsekwencji. Innym przykładem mieszania władzy państwowej jest odpłatna interwencja byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza w ministerstwach Infrastruktury, Spraw Zagranicznych i Skarbu Państwa w sprawie interesów spółki giełdowej DSS. Choć DSS nigdy nie wybudował nawet chodnika, minister Cezary Grabarczyk podpisał z nią kontrakt na budowę autostrady A2 o wartości 756 milionów zł. Wbrew przepisom o zamówieniach publicznych, bez przetargu, z wolnej ręki. A także przekazano spółce kopalnię w Złotoryi bez egzekwowania zapłaty – 69,5 miliona zł. W tym czasie DSS już od dawna nie regulował swoich zobowiązań, lecz pomimo setek milionów długu i nieuchronnej upadłości zarówno minister Grabarczyk, jak i jego następca Sławomir Nowak w oficjalnych wypowiedziach informowali, że giełdowa spółka jest sprawdzona i w dobrej kondycji finansowej. Prezesem DSS był Jan Łuczak – pełnomocnik osoby oskarżonej o defraudację setek milionów złotych z rynku ubezpieczeniowego, drugi z pełnomocników tego samego człowieka został zamordowany przez nieznanych sprawców. Sam Łuczak zmarł nagle w trakcie budowy A2, po czym DSS ogłosiła upadłość z ponad 700-milionowym długiem.

Opisane wydarzenia w pełni uzasadniają podejrzenie daleko idących nieprawidłowości, zwłaszcza, że w najnowszej historii Europy zaobserwowano kilka podobnych przypadków. Jako przykład wymienić należy Włochy, w których organizacje mafijne dążyły do zmonopolizowania sektora budowy dróg i autostrad, a także nieprawidłowości na szczeblu rządowym wykryte w Rumunii. Warto więc objąć szczególną kontrolą inwestycje związane z budową polskich dróg i autostrad. Nie zaszkodzi też daleko idący krytycyzm względem przedstawionych przez stronę polską wyników audytu.

Nadmienić trzeba, że sprawa autostrad nie jest wyjątkiem, a tego typu nieprawidłowości są raczej normą przy wydatkowaniu środków publicznych. Korzystając ze spółki pośredniczącej DOM-MUS Sp. z o.o. wiodący i również korzystający z dotacji polski koncern energetyczny ENEA uchylił się od zapłaty za budowę call-center w Poznaniu. Spółka „pośrednicząca” ogłosiła upadłość, a inwestor naliczył kary umowne i sam stał się jej wierzycielem. Choć pracownicy ENEA utrzymywali stały kontakt z podwykonawcami, to oświadczono, że nie wiedzieli o ich istnieniu. Równie bulwersującym przykładem jest np. sytuacja kupców z podziemi przy warszawskim dworcu centralnym, którzy po remoncie tego obiektu zostali bez wyroku sądu siłą usunięci z lokali wynajmowanych od 20 lat, składowane towary zostały im zabrane w nieznane miejsce (faktycznie skradzione), a osoby stawiające opór dotkliwie pobito. Wezwana na miejsce policja nie reagowała, gdyż inicjatorem działań przestępczych pozostawała spółka WWP, dysponująca cichym poparciem warszawskiego ratusza i korzystająca z usług byłych policjantów. Standardy te mogą dziwić obywateli Francji, Niemiec czy Holandii, lecz w taki sposób obecnie zarabia się w Polsce wielkie pieniądze.

[...]“

 

Przetargowa zbrodnia

Bogdan Święczkowski

[...]

Drogowe porozumienie przestępcze

W ostatnim czasie dowiedzieliśmy się o kolejnej aferze, związanej z przetargami na budowę dróg ekspresowych i autostrad. W grudniu 2012 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Wojciechowi D. – byłemu dyrektorowi warszawskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz 10 przedstawicielom największych firm budowlanych: Andrzejowi Sz. – prokurentowi firmy Mota Engil Polska SA, Pawłowi A. – członkowi zarządu firmy Strabag Sp. z o.o., Grzegorzowi O. – członkowi zarządu Mostostal – Warszawa SA, Markowi K. – prezesowi PBDiM Erbedim Sp. z o.o., Markowi S. – wiceprezesowi zarządu Budmimex- Dromex SA, Antonio S. -– prokurentowi firmy Mota Engil Polska SA, Andrzejowi R. – przedstawicielowi DTP Terrassement SA, Zbigniewowi K. – członkowi zarządu MSF Polska Sp. z o.o., Jonasowi H. – prezesowi Eurovia Polska SA, Januszowi D. – dyrektorowi PBDiM Sp. z o.o. w Mińsku Mazowieckim.

Wojciecha D. oskarżono o udzielenie pomocy w/w przedstawicielom i reprezentantom firm: Strabag Sp. z o.o., Mostostal – Warszawa SA oraz Budmimex-Dromex SA, w wejściu w przestępcze porozumienie odnośnie ustalenia zwycięskich konsorcjów na przetargi organizowane przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad na zaprojektowanie i rozbudowę drogi krajowej nr 8 na odcinku Jeżewo-Białystok oraz na odcinku Piotrków Trybunalski – Rawa Mazowiecka. Pomoc oskarżonego miała polegać na przekazaniu informacji o wysokości środków finansowych, które GDDKiA miała zamiar przeznaczyć na wskazane inwestycje. Ponadto Wojciecha D. oskarżono o przyjęcie korzyści majątkowej o wartości 11 700 złotych (pióra Pelikan) od Janusza D. – dyrektora PBDiM Sp. z o.o. w Mińsku Mazowieckim i Leszka K. w zamian za korzystne i przychylne traktowanie ich przedsiębiorstw podczas ubiegania się o zamówienia publiczne i wykonywania zamówień publicznych w zakresie robót drogowych prowadzonych w wyniku przetargów ogłaszanych i rozstrzyganych przez GDDKiA.

[...]

Wierzchołek góry lodowej

Ujawnione przez media rozmowy oskarżonych, zarejestrowane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego w ramach kontroli operacyjnej, bardzo wyraźnie wskazują, na to że niniejsza sprawa to jedynie fragment stworzonego za rządów Platformy Obywatelskiej systemu korupcyjnego, dotyczącego wielu obszarów aktywności państwa i przedsiębiorców prywatnych. Do tych celów utworzono specjalny system porozumiewania się i określania celów oraz zamiarów grupy. W działaniach brały udział najbardziej znane w Polsce czy Europie firmy budowlane. Kwoty ofert dotyczących realizacji inwestycji, np. 1 mln 700 mln za jeden 60-kilometrowy odcinek przebudowy drogi krajowej nr 8 na drogę ekspresową, jednoznacznie wskazują na olbrzymie zyski z tego przestępczego procederu i tak samo wysokie straty polskiego Skarbu Państwa i budżetu Unii Europejskiej.

Nic więc dziwnego, że wybudowanie kilometra autostrady jest wielokrotnie droższe w Polsce niż np. w Hiszpanii. Każdy, kto choć raz przejechał się autostradami w Hiszpanii czy Włoszech, wielokilometrowymi tunelami czy estakadami, musi rozumieć, że tylko patologiczne działania mogą prowadzić do takich różnic finansowych. Ta sprawa to tylko wierzchołek góry lodowej.

W toku znajduje się jeszcze szereg śledztw dotyczących inwestycji drogowo-autostradowych oraz współfinansowanych przez Unię Europejską. Z tego też powodu Polską i procedurami wydatkowania funduszy pomocowych przez nasz kraj interesuje się OLAF – Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (Office Européen de Lutte Anti-Fraude), a Komisja Europejska wstrzymuje wypłatę dalszych środków. To jednak nie jest najgroźniejsze dla Polski. Jeśli zarzuty dotyczące procedur przetargowych potwierdzą się i wykażą winę polskiego rządu, Unia Europejska może zażądać zwrotu już wypłaconych kwot, co może oznaczać konieczność zwrotu przez Polskę kilkudziesięciu miliardów złotych. I nie ma żadnego znaczenia to, że przestępstwa z tego obszaru zostały czy zostaną wykryte przez polskie organy ścigania, a sprawcy będą osądzeni przez polskie sądy. W takich sprawach najważniejsze jest wykazanie, że procedury przetargowe są transparentne, uczciwe i równe dla wszystkich. Jeśli organy państwa członkowskiego Unii Europejskiej nie potrafią tego zapewnić, to Unia ma wręcz obowiązek zaprzestania współfinansowania inwestycji w takim kraju i żądania zwrotu sum już wypłaconych.

[...]“

 

Opublikowany w Gospodarka | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Polecam: Dlaczego Artymowicz nazwał Błasika „ch..m” i nadal jest profesorem?

Posted by Kasztelan w dniu 5 Luty 2013

Polecam ciekawy wpis blogera MatkaKurka pt.

Dlaczego Artymowicz nazwał Błasika „ch..m” i nadal jest profesorem?

Oto fragment:

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego profesor Paweł Artymowicz nazwał generała Błasika „chu..m” i pomimo tego Żona generała ze łzami w oczach nie obiegła telewizyjnych czołówek? Zadawaliście sobie kiedyś pytanie, dlaczego profesor Artymowicz pisał, że piloci maja krew na rękach i żadne dziecko pilota nie wystąpiło w TVN24, zaś sam profesor nadal jest profesorem i ekspertem? Pytaliście kiedyś jak to się dzieje, że 70-letnia hetera pierdząca ustami, Renata Rudecka-Kalinowska, była cytowana przez Donalda jako obrończyni kultury słowa i miłości w polityce? Przyszło wam do głowy skąd się wzięła bezkarność jaką jest chroniony socjopata Niesiołowski, który rzucił się na kobietę, taką „zwykłą”, nie taką ze sztucznymi cyckami? Przeszła wam przez myśl jakaś wątpliwość związana z lewicowym działaczem, który nazwał posła Godsona „czarnuchem” i ani jeden naukowiec nie odpowiedział mu listem otwartym? Czytaliście wersety duszpasterskie inkwizytora Krzysztofa Mądela i komentarze wiernego stada, pod tymi pełnymi starotestamentowego jadu ewangeliami? Zauważyliście, że żaden antykatolicki fanatyk nie pisnął słowem „typowa miłość bliźniego, w wykonaniu katolika”. Pamiętacie bydlęce zachowanie homoseksualisty Biedronia, który upublicznił wizerunek dziecka swojego oponenta i zlinczował dziecko za tło zdjęcia, którym był katolicki obraz? Czytacie dzień w dzień biuletyn z Czerskiej, w którym Polak inaczej jak pijana świnia, złodziej i cham nie jest przedstawiany? Widzieliście to wszystko, czytaliście, słuchaliście i co wy na to?

[...]

[źróło: http://kontrowersje.net/dlaczego_artymowicz_nazwa_b_asika_chm_i_nadal_jest_profesorem]

Opublikowany w Demokracja, Społeczeństwo | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Bęgowski vel Grodzka

Posted by Kasztelan w dniu 5 Luty 2013

“Wprost” sugeruje, że Anna Grodzka wcale nie zmieniła płci. Dawny kolega Grodzkiej/Bęgowskiego przekonuje: “Krzysztof fizycznie pozostał mężczyzną”.

[źróło: http://wpolityce.pl/wydarzenia/46330-wprost-sugeruje-ze-anna-grodzka-wcale-nie-zmienila-plci-dawny-kolega-grodzkiejbegowskiego-przekonuje-krzysztof-fizycznie-pozostal-mezczyzna]

A jak zmienić płeć w Polsce? Tutaj jest instrukcja: http://www.crossdressing.pl/main.php?lv3_id=820

Jak widać, zero problemu, tylko chęci… więc do dzieła. ;-)

Opublikowany w Społeczeństwo | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

“Anatomia upadku”

Posted by Kasztelan w dniu 30 Styczeń 2013

Z opisu pod filmem: Film „Anatomia upadku” stanowi posumowanie dwóch lat wysiłków. Z jednej strony ogromnej pracy strony społecznej, naukowców, ekspertów, dziennikarzy usiłujących dojść prawdy, z drugiej — nie mniej uporczywych działań władzy, aby tę prawdę ukryć, zbagatelizować, obśmiać lub przemilczeć, co znakomicie ukazuje zaprezentowana taktyka premiera.
Tego filmu na pewno długo nie zobaczymy w powszechnie dostępnej, popularnej telewizji. To film zbyt niebezpieczny – ale nie tylko dla smoleńskich manipulatorów ze szczytów władzy i wielkich mediów. To film groźny dla tych, którzy zadowoleni są z milczenia większości, z odwracania wzroku od tragedii smoleńskiej milionów naszych rodaków. To materiał, który naprawdę może zbudzić obojętnych.

Na mnie szczególne wrażenie zrobił prokurator płk. Rzepa, trzęsący się i ledwo wydający z siebie głos podczas udzielanego wywiadu. – Kasztelan

[źródło]

Opublikowany w Smoleńsk 2010 | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Fotoradary – skarbonki Tuska?

Posted by Kasztelan w dniu 13 Styczeń 2013

Łupienie kierowców za pomocą fotoradarów to teraz tylko część polityki mandatowej Tuska. Narodowy Program Poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego przewiduje m.in: odbieranie prawa jazdy za podwójne przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym, 160 kolejnych fotoradarów, nowe radiowozy z wideorejestratorami oraz większa liczba policjantów na drogach.

Nowak i Cichocki zorganizowali propagandową pogawędkę o poprawie bezpieczeństwa na drogach.

- Teraz przychodzi czas na bezwzględną walkę ze zbyt szybką jazdą po polskich drogach – powiedział Sławomir Nowak.

- Najpierw drogi, potem nadzór nad prędkością. Tylko człowiek bez prawa jazdy nie widzi, jak budowane są drogi. Tylko człowiek bez prawa jazdy będzie stał po stronie śmierci – nie widzi przyczyn wypadków i ich skutków – powiedział Sławomir Nowak.

Może jaki naiwny uwierzy w troskę trzymających władzę o bezpieczeństwo kierowców, chociaż medialna propaganda działa jak należy. Cel jedyny i główny tej akcji to uzupełnienie braków w budżecie i stąd te skarbonki Tuska i jego magika Vincenta. W budżecie RP na 2013 zaplanowano wpływy z mandatów w wysokości 1,5 mld zł. (Dla porównania: W 2012r. zaplanowano w budżecie 1,3 mld zł z mandatów – “zrealizowano” 50 mln zł.)

W październiku 2007 roku tak oto jedynie słuszny i umiłowany widział sprawę fotoradarów:

- Każde dziecko wie, że wypadków jest więcej, bo jest więcej samochodów, a dobrych dróg nie przybywa. Nieudacznicy z rządu PiS tej prawdy nie pojęli. Zauważyłem też fenomen. Drogi są co prawda coraz gorsze, ale za to fotoradary się pojawiły na ulicach. Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować wszystkich bez wyjątku. To jest filozofia PiS. Tylko facet który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi.

[źródło: http://niepoprawni.pl/blog/425/tomus-i-skarbonki-tuska]

Ktoś tutaj jest oszołomem? – Tak tylko retorycznie pytam…

Opublikowany w Polityka | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Justyna’s game

Posted by Kasztelan w dniu 5 Styczeń 2013

Wyprzedzając nieco jutrzejszą wspinaczkę, załączam obrazek z oficjalnej strony FIS (photo-gallery), odnoszący się do Tour de Ski i podpisany wymownym tytułem: Justyna’s game. ;-)

Justyna's game

Opublikowany w Uncategorized | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Z okazji świąt…

Posted by Kasztelan w dniu 23 Grudzień 2012

…piękna polska pastorałka:

 

 

Opublikowany w Uncategorized | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Cristiada

Posted by Kasztelan w dniu 14 Grudzień 2012

Fajny film właśnie obejrzałem… i polecam. Meksyk, lata 20-te XX wieku. Andy Garcia jako generał Enrique Gorostieta.

Que viva Cristos Rey!

cristiada
cristiada1cristiada4cristiada2acristiada3
.

Opublikowany w Uncategorized | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Grossowo – Pokłosiowa propaganda

Posted by Kasztelan w dniu 8 Grudzień 2012

Można przyjmować wszystko bezkrytycznie i łykać papkę ze smakiem, mlaskając z podziwem i zachwytem, bo danie wykwintne… tylko, że  kucharz boki zrywa, bo wie, że przyrządził g…wno.

Dlatego warto wiedzieć jak powstaje papka i jakie są składniki. Pokłosiem “jedwabnej” propagandy jest “Pokłosie”. Zatem, o co chodzi z Jedwabnem? Polecam parę rzeczowych tekstów – poniżej jedynie fragmenty – zachęcam do przeczytania całości tekstów podanych w odnośnikach.

Szczególnie interesujący jest tekst Jedwabne oszczerstwo i haniebne przeprosiny, gdzie przywołane są różne źródła, m.in. powojenne polskie postępowanie sądowe, badania sądowe niemieckie, czy badania biura śledczego do ścigania zbrodni nazistowskich przy sztabie policji izraelskiej:

“[...] Przeprowadzone w latach 1948-1949 postępowanie w ewidentny sposób wskazuje na to, że jego celem było uzasadnienie tego, iż to Polacy byli sprawcami zbrodni w Jedwabnem, bez względu na wymowę faktów. Widać wyraźnie, że nie podjęto skutecznych starań, by wyjaśnić sprawstwo niemieckie, znaleźć i ustalić odpowiedzialnych po tej stronie, mimo iż niezaprzeczalnym faktem jest, że była to zbrodnia dokonana przez Niemców na polskich obywatelach narodowości żydowskiej, nie zapominając o kilku Polakach, którzy spaleni zostali również w stodole Śleszyńskiego. Polacy uznani ‘na siłę’ winnymi zbrodni, zostali skazani.Spośród kilkudziesięciu przynajmniej Niemców, którzy zaplanowali, zorganizowali i zrealizowali ten bestialski mord, do dzisiejszego dnia nie został oskarżony i skazany żaden z tych Niemców.

Jeśli w kontekście faktów związanych z przebiegiem oraz wynikami śledztwa i procesu łomżyńskiego jakiś ‘Polak’ identyfikuje się z ‘Polakami’ odpowiedzialnymi za niewymuszone, bądź wynikającej ze służby Niemcom podległości sprawstwo zbrodni, tj. folksdojczami (np. Karol Boroń), funkcjonariuszami i pracownikami niemieckiej żandarmerii (np. Jerzy Tarnacki, Jerzy Laudański, Władysław Miciura), czy, będącymi na usługach niemieckich kolaborantami (niemiecki Zarząd Miasta z głównym współwinnym, współorganizatorem mordu, burmistrzem Marianem Karolakiem i jego pomocnikami, np. Józefem Sobutą), to nie ja! Ja raczej opowiadam się za prawdziwymi Polakami, którzy mieli to nieszczęście, że zostali przez Niemców i ich pomocników sterroryzowani, wyposażeni w kije i pałki oraz zmuszeni do dozorowania i konwojowania Żydów. A najbardziej za tymi, którzy w tych tragicznych chwilach znaleźli okoliczności i sposoby, aby uchronić od śmierci kilka istnień ludzkich, czego przykłady są udokumentowane.

[...]

Że w Polsce w tamtych latach panowały silne nastroje antysemickie, że mężczyźni z Jedwabnego i z przyległych wsi brali udział w masakrze, że stali się mordercami i złoczyńcami nie ulega najmniejszej wątpliwości w obliczu zeznań świadków. Jednakże wersja Grossa, że istniało porozumienie między radą miejską Jedwabnego a Niemcami w sprawie zamordowania żydowskiej ludności, nie da się udowodnić na podstawie relacji świadków. Nie było mianowicie w ogóle rady miejskiej w Jedwabnem. Niemcy użyli raczej wygodnych dla siebie kolaborantów. Obaj mężczyźni na czele administracji nie pochodzili zresztą z Jedwabnego, jeden przynajmniej z nich był kryminalistą.

Pojęcie rady miejskiej sugeruje, że jej decyzje były akceptowane przez większość mieszkańców i że istniała miejscowa elita. Ta jednak w ciągu dwóch lat okupacji radzieckiej została deportowana przez tajną policję i większość z niej zginęła, m.in. proboszcz, aptekarz, burmistrz, większość pozostałych członków rady miejskiej, komendant posterunku policji, prawie wszyscy nauczyciele i pozostała inteligencja, kilku rzemieślników.

Gdy latem 1941 roku Niemcy przybyli do Jedwabnego, zastali pozbawioną kierownictwa i zdezorientowaną, straumatyzowaną społeczność, w której nie było żadnych autorytetów. Ton nadawało pospólstwo, jeden z ocalałych Żydów mówi wprost o “miejscowych zbirach”. Jednakże jest zupełnie prawdopodobne, że większość katolickiej ludności przynajmniej w pierwszych godzinach owego 10 lipca cieszyła się z szykan przeciwko żydowskim sąsiadom, którzy przed południem musieli pod strażą plewić na rynku chwasty, bo wszyscy Żydzi według Polaków sympatyzowali z Sowietami.

Zmuszanie Żydów do poniżających “prac oczyszczających” należało do typowych elementów wymyślonych przez Niemców w “akcjach żydowskich”. Po anszlusie w 1938 roku w Wiedniu Żydzi przy wrzaskach przechodniów czyścili ulicę szczoteczkami do zębów. W Radziłowie, a więc trzy dni przed mordem w Jedwabnem, musieli zbierać zwierzęce odchody. Pewien świadek, którego wypowiedzi dla Grossa posiadają najwyraźniej wartość dowodową, miał tam w ogóle nie widzieć Niemców. Stąd również w odniesieniu do Radziłowa w obliczu wielości wypowiedzi świadków zarówno Polaków, jak też Żydów nie ulega wątpliwości, że część miejscowej ludności brała udział w mordzie.

Nie inaczej było w Jedwabnem. Ocaleni opowiadają, że było od trzydziestu do czterdziestu, którzy w brutalny, sadystyczny sposób pędzili, bili, torturowali, zabijali Żydów; którzy jeszcze wieczorem tegoż 10 lipca podzielili między siebie ich dobytek; którzy jako pomocnicy Niemców wzięli na siebie ciężką winę. Jednakże szokująca teza, że jedna połowa mieszkańców napadła na drugą połowę, wydaje się w świetle dokumentów i relacji świadków nie do utrzymania. Materiały archiwalne i wyniki ekshumacji przemawiają przeciw tej tezie. To raczej Niemcy ten mord wymyślili, zorganizowali, wyreżyserowali i swoją bronią ostatecznie dopełnili.

[...]

Relacja księdza E. Orłowskiego

Dlaczego poczułem się upoważniony do zabierania głosu w sprawie mordu Żydów w Jedwabnem? Ponieważ miałem bardzo szczegółowe informacje o przebiegu tego mordu na Żydach od ks. Józefa Kęblińskiego, który opowiadał mi o tym wielokrotnie. Dzięki temu czuję się świadkiem pośrednim.

Sprawa korzeniami sięga roku 1939, kiedy do Jedwabnego przyszli Niemcy, ale na podstawie umowy Ribbentrop – Mołotow ustąpili miejsca Sowietom. Po wkroczeniu Sowietów, Żydzi przywitali ich kwiatami, objęli stanowiska w urzędzie miejskim. Utworzyli z młodych Żydów sowiecką milicję i przystąpili do współpracy z NKWD. Współpraca ta polegała na tym, że udzielali oni NKWD szczegółowych informacji, a ponieważ w październiku 1939 r. zawiązał się ruch oporu, była to szkoła do kształcenia w walce partyzanckiej trzech powiatów: łomżyńskiego, białostockiego i augustowskiego. Zgromadziło się tu trochę ludzi z podwarszawskich i warszawskich szkół wojskowych. Mieszkali oni i działali w Jedwabnem, ale Żydzi ich szpiegowali, dlatego też przenieśli się do sąsiedniej wsi Kubrzany, ale i tam ich szpiegowano. Wtedy przenieśli się za Biebrzę, na tereny bagienne, do uroczyska Kobielno, gdzie była leśniczówka, która stała się miejscem ich pobytu. Ale i tam ich wyszpiegowano, mieli w tym swój duży udział Żydzi jedwabieńscy. W dzień Zesłania Ducha Świętego1941 r. najechało NKWD i oddziały Armii Czerwonej, i rozegrała się walka, w której zginęli partyzanci, ale o wiele więcej żołnierzy NKWD.

Po tym wypadku były najboleśniejsze zsyłki. Żydzi przygotowywali listy patriotów, ludzi wartościowych, wykształconych, których należało jak najszybciej wywieźć.Czynnie więc uczestniczyli Żydzi w aresztowaniach, przyprowadzali enkawudzistów w miejsce zamieszkania skazańców i wraz z NKWD wywieźli ich furmankami do Łomży na stację kolejową. To Żydzi uzbrojeni w karabiny konwojowali furmanki. Matki i żony aresztowanych błagały Żydów – sąsiadów, aby umożliwiono ucieczkę ich mężom i synom, w czasie drogi do stacji. Żydzi jednak nie dopuścili do żadnej ucieczki. Nieznany jest ani jeden przypadek, aby komuś pomogli uciec.

Najbardziej tragiczny był ostatni konwój, tuż przed wkroczeniem Niemców do Łomży, czyli przed wybuchem wojny niemiecko – sowieckiej. Pociąg, składający się z wielu wagonów bydlęcych, nie zdążył zabrać wszystkich ludzi. Pozostałych więc umieszczono w więzieniu, oczekując na następny transport. 22 czerwca 1941 r. Niemcy wkroczyli do Łomży, więźniowie sforsowali drzwi i zamki i wydostali się z więzienia, powracając do Jedwabnego, spotykając tu Żydów, którzy ich konwojowali.

Mieszkania Polaków były zajęte, rodziny były wywiezione w głąb Rosji, Polacy wracając, nie mieli gdzie się podziać.

10 lipca 1941 r. Niemcy zorganizowali likwidację Żydów w Jedwabnem.Przez pierwsze dni, poprzedzające tę likwidację, Żydów zganiali na rynek do pracy celem wyrywania trawy, po tym wyrywaniu trawy rozpuszczali ich do domów. Na drugi dzień powtórzyli te same działania, dopiero trzeciego dnia postanowili ich zamordować. Tak więc dopiero trzeciego dnia dokonano spalenia Żydów.

Ks. Kębliński mieszkał na plebani, którą Niemcy zwrócili po “Selsowiecie”. Niemcy mieli kwaterę w starej aptece. Zwrócili ks. Kęblińskiemu plebanię po “Selsowiecie”, również tutaj mieszkał z księdzem przez krótki czas kapelan niemiecki. Ponieważ ks. Kębliński znał język niemiecki, z konieczności stawał się tłumaczem, między Polakami i Niemcami, Żydami i Niemcami. Dowiedział się ks. Kębliński od Niemców, że Żydzi będą zniszczeni, bo jeden z żandarmów udzielił informacji, że przyjechało do Białegostoku komando w liczbie 240 Niemców , które zrobi porządek z Żydami. Ks. Kębliński próbował tłumaczyć, że może jednak udałoby się ocalić tych Żydów. Żydzi nawet chcieli zebrać kosztowności celem przekupienia Niemców. Ale Niemcy oświadczyli, że to jest niemożliwe. Powiedzieli, że tam, gdzie stanie noga żołnierza niemieckiego, Żyd nie ma prawa żyć.

Ks. Kębliński ostrzegł niektórych poważnych Żydów. Mógł o tym powiedzieć tylko tym, których uważał za zdolnych do dyskrecji, bo inaczej sam zostałby rozstrzelany.

W dniu, kiedy spędzano na rynek nie tylko mężczyzn, ale kobiety i dzieci, ks. Kębliński poszedł, na posterunek do oficera, wysokiej rangi, który dowodził całą akcją i tłumaczył mu; jeżeli winni są wam mężczyźni i posądzacie ich o sympatię do komunizmu, to przecież dzieci i kobiety są nic niewinne. I usłyszał odpowiedź: “Czy ty nie wiesz, kto tu rządzi? Nie wtrącaj się, jeśli chcesz mieć głowę na karku i zachować życie”. Otworzył drzwi i potężnym głosem krzyknął :Rauss i ks. Kębliński opuścił posterunek. Czuł się całkowicie bezradny. Na słupach wisiały ogłoszenia, że kto ukryje Żyda lub ułatwi ucieczkę, będzie rozstrzelany do trzeciego pokolenia. Widział, jak Polacy byli zmuszani, wyganiani na rynek, celem pilnowania i konwojowania Żydów prowadzonych do stodoły. Ale nikt się nie domyślał, jaki będzie tego finał, ani Żydzi, ani Polacy. Żydzi poszli z rzeczami potrzebnymi im do użytku codziennego, spokojnie, nie domyślali się, co ich czeka. Ks. Kębliński przypuszczał, że Żydów mogło być od 150 do 200,

O samym momencie wiemy tylko to, że nastąpił wybuch, krzyk. Wiemy, że Żydzi próbowali uciekać ze stodoły, ale stodoła była szczelnie otoczona przez uzbrojonych Niemców. Tylko Niemcy byli uzbrojeni, wiadomo, nie zgodzili się dać broni nawet Karolakowi, agentowi niemieckiemu, którego Niemcy mianowali burmistrzem.

Dzieło więc ostatecznej zagłady Żydów było tylko i wyłącznie dziełem Niemców. Polacy byli zmuszeni do pilnowania pod groźbą utraty życia. Z zeznania Żyda, dochodzącego spadku w urzędzie Sądu Rejonowego w Łomży wynika jednoznacznie, że Żydzi zostali spaleni w stodole przez Niemców. Do stodoły wepchnięto też i spalono co najmniej trzech Polaków; wepchnięci zostali przez Niemców. [...]“

[źródło: http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/04/17/jedwabne-oszczerstwo-i-haniebne-przeprosiny/]

 

Inny tekst Prawda o “pogromie” w Jedwabnem. Mordowali Niemcy, a nie – Polacy:

“[...] Czyżby Polacy z Jedwabnego tak nienawidzili “żydo-komunistów”, że, starym polskim zwyczajem, zapędzili kobiety i dzieci do stodoły i żywcem spalili? Sprawdźmy więc, ile żydowskich kobiet i dzieci albo choćby i Żydów spalili żywcem Polacy między 1918 a 1939? Ani jednego. Nawet ma kresach, gdzie miały miejsce lokalne pacyfikacje wsi, z których bandy żydowskie i ukraińskie ostrzeliwały w 1939 r. polskie oddziały, nie doszło do incydentów palenia ludzi żywcem.
Może Niemcy mieli takie zwyczaje? Sprawdźmy. Okazuje się że już od września 1939. Popatrzmy (opisane zbrodnie to wierzchołek góry lodowej): Zbrodnia w Szczucinie,Zbrodnia w UryczuSynagoga w Będzinie. Po 1939 jeszcze niejednokrotnie staroniemiecką (a nie – staropolską) tradycją palono ludzi żywcem: Zbrodnia w Ciepielowie 1942“4. VII. 1943, Bór Kunowski – 43 osoby spalono żywcem w stodole za udzielanie pomocy oddziałowi partyzanckiemu, składającego się głównie z Żydów, którzy uciekli z getta.”;”VIII. 1944, Sasów – za udzielanie pomocy około 100 Żydom ukrywającym się w pobliskich lasach, Niemcy zamordowali i/lub spalili żywcem wszystkich mieszkańców wsi, pilnując, by nikt nie uciekł z płomieni.”18 V 1943 roku w Szarajówce Niemcy spalili żywcem 58 osób, zastrzelili 9 i zniszczyli całą wieś.,Zbrodnia w Podgajach – SS-mani spalili żywcem jeńców z 3. pułku piechoty 1 Dywizji WP.
Dlaczego Polacy dziś nie wiedzą nic o tych zbrodniach? Bo to jest ta historia, której Polaków nikt w III RP nie chce uczyć. Polacy mają przepraszać za Jedwabne. Mają uznać zbrodnie SS i Gestapo za własne zbrodnie. Ale w jakim celu? By zaszczepić w nich poczucie winy wobec Żydów. Aby zażegnać niebezpieczeństwo odrodzenia “polskiego antysemityzmu”. Niestety, to, co dziś jest zwalczane w mediach jako “polski antysemityzm” to każda forma obrony polskich praw, jeśli tylko pojawia się konflikt interesów ekonomicznych bądź politycznych pomiędzy Polakami a Żydami. Każdy przejaw asertywnej postawy Polaków wobec roszczeń żydowskich jest formą antysemityzmu. Jest nim nawet wskazanie narodowości osoby działającej na szkodę narodu polskiego (bo nie ma podwójnej lojalności narodowej). Trudno być asertywnym wobec kogoś kogo się skrzywdziło. Dlatego podłe oszczerstwa o polskiej winie za mord w Jedwabnem są ciągle kolportowane.

Oszczerstwa te są tym podlejsze, że wbrew własnemu interesowi narodowemu, Polacy – zarówno indywidualnie, jak i w sposób zorganizowany, poprzez instytucje państwa podziemnego – starali się nieść pomoc eksterminowanym przez Niemców Żydom. Wielu Polaków straciło wskutek tych działań życie. Niemcy mordowali całe rodziny, palili wsie. Dokumentuje to film Krzysztofa Wojciechowskiego “Spalone wsie za Żydów”.

Obowiązkiem Polaków wobec narodu polskiego było szanować polską krew, a nie szafować nią w czasie okupacji. Śmierć pomordowanych za ratowanie Żydów jest dziś tym tragiczniejsza, że nie służyła ratowaniu Polaków, tylko substancji biologicznej innej nacji, konkurującej z Polakami ekonomicznie i politycznie na ziemiach polskich. Ofiara Polaków, będąca jednocześnie szczytem heroizmu i altruizmu, podeptania własnych interesów narodowych w imię wartości humanistycznych – motywowana empatią – jest dziś oceniana przez Żydów tak:

(Fragment wywiadu z żydowską socjolog Barbarą Engelking-Boni)
- Za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci.
- (B. E-B:) Kara śmierci groziła za mnóstwo rzeczy. Dlaczego ludzie chodzili na tajne komplety, wydawali i czytali gazetki podziemne, słuchali radia, a przede wszystkim – konspirowali? Przecież za to też można było zginąć. Można było zginąć i za nic – w łapance czy publicznej egzekucji. Jak do tej pory udokumentowano śmierć ok. 800 Polaków za pomaganie Żydom. Szacuje się, że pomagało ok. 300 tysięcy. Może więc zagrożenie karą śmierci nie było tak nieuchronne, jak się powszechnie sądzi. Myślę, że inne rodzaje działalności konspiracyjnej były o wiele bardziej niebezpieczne. Tyle że jedne stanowiły akt patriotyzmu, a drugie nie. Ratowanie Żydów po prostu nie należało do repertuaru walki z okupantem.
Źródło: http://tygodnik2003-2007.onet.pl/1547,1243150,5,dzial.html , str 5

Polacy na oszczerstwa i na takie ataki jak powyżej odpowiadają (zgodnie z intencjami atakujących) wyliczaniem polskich zasług, porównaniami z zachowaniami innych narodów. Czy ma być nam przykro, że za ratowanie Żydów zamordowano “tylko 800 Polaków”? Mamy za to przepraszać tak, jak za Jedwabne? Pora zacząć akcentować, że narażanie życia przez Polaków w innych sprawach niż polskie jest niezgodne z polskim interesem narodowym. Śmierć nawet jednego Polaka w niepolskiej sprawie – to o jedna śmierć za dużo.
Skąd się wzięła u Żydów taka pogarda i niechęć wobec Polaków? Dlaczego to akurat Polacy mają walczyć z “traumą” swoich “przewin” wobec Żydów w czasie okupacji niemieckiej? Oprócz przyczyn zaprezentowanych powyżej (oraz w tekście Jedwabne oszczerstwo i haniebne przeprosiny) powód może być prozaiczny. Bohaterska postawa Polaków kontrastuje jaskrawo z postawą samych Żydów. O tej postawie niewiele można się dowiedzieć w szkole, o kolaborantach z Żydowskiej Gwardii Wolnosci (tzw. “Żagiew”) pisał Albin Siwak, pewne informacje można znaleźć na wikipedii: “Żagiew”,Grupa 13. Działalność “Żagwi” (i działalność Żydów dla Gestapo) jest kluczowa dla zrozumienia problemu. Nie dość, że ci Żydzi mordowali sami swoich i pomagali hitlerowcom, to jeszcze na dokładkę – utrudniali Polakom ratowanie ich współplemieńców (choćby poprzez prowokatorów z ŻGW i liczną agenturę żydowską w gestapo). Żydzi-agenci udawali uciekinierów z getta – a potem donosili – z oczywistym skutkiem – na pomagających im i ukrywających ich Polaków. Wiele polskich rodzin zostało dzięki żydowskim agentom rozstrzelanych. Polskie podziemie było świadome zagrożenia. Grasujący po lasach i miasteczkach agenci żydowscy byli neutralizowani przez polskie formacje podziemne. Podobnie byli zwalczani udający partyzantów bandyci (jedną z lepiej znanych żydowskich band rabunkowych jest oddział braci Bielskich). Z powodu takich działań dokonywanych przez oddział dowództwem B. Piaseckiego stworzono mit, że ONR mordował niewinnych Żydów w czasie wojny (co miało być powodem odwetowego mordu na synu Piaseckiego). Aby uprawdopodobnić swoją wersję, Żydzi kompletnie przemilczeli epizod kolaboracji z hitlerowcami. Polakowi ratującemu Żydów zagrażali zarówno Niemcy, jak i niezwykle liczni żydowscy donosiciele-mordercy. Znacznie liczniejsi procentowo (a kto wie czy i nie liczebnie) od donosicieli-Polaków. W tym kontekście opowieści W. Bartoszewskiego, jakoby nie należało się bać Niemców, tylko Polaków nie zawierają drobnego szczegółu. Najbardziej należało się bać Żydów.

O wiele szerzej omawia tą problematykę – Roman Kafel w książce Spotwarzona przeszłość, której lekturę gorąco polecam. [...]“

[źródło: http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/07/05/pogrom-jedwabne-prawda-zbrodnia-mord-niemiecki-niemcy/]

 

Kolejny tekst Historyk Leszek Żebrowski o Jedwabnem, “Pokłosiu”, kłamstwach A. Bikont i żydowskich zbrodniach:

“[...] W czerwcu 1941 w spisie sowieckim zaewidencjonowano w Jedwabnem 472 Żydów. [...] Z 472 Żydów z Jedwabnego kilkudziesięciu było wcielonych do Armii Czerwonej. Żydowska milicja i kolaboracyjny aparat administracyjny uciekły z Armią Czerwoną. Po 10 lipca w Jedwabnem wciąż mieszkało ponad 200 Żydów w “getcie” (mieszkali de facto w swoich budynkch i mieli swobodę poruszania się po miejscowości, ale mieli zakaz opuszczania Jedwabnego). Taki stan rzeczy trwał do sierpnia 1942, 13-14 miesięcy. L. Żebrowski pyta – jak to możliwe, że ci sami Polacy, którzy wcześniej mieli bestialsko mordować Żydów nożami, piłami, palić – teraz przez kilkanaście miesięcy, mieszkając w tym samym mieście obok nie bronionych przez nikogo Żydów – nie mordują nikogo. Skąd w ogóle ci Żydzi się wzięli w Jedwabnem? Zostali uratowani przed mordem 10 lipca 1941 przez Polaków!

[...]

W opracowaniu IPN o Jedwabnem nie znalazł się raport z ekshumacji (gdzie liczbę zwłok oszacowano na maksimum 150).
L. Żebrowski wspomina o flmie dokumentalnym, w którym próbowano przedstawić jak Polacy z Jedwabnego ratowali Żydów przed mordem. Powinno zastanawiać, że więcej Żydów uratowano niż zginęło. Szef przedwojennej gminy żydowskiej w Jedwabnem po wojnie pozostał w Jedwabnem, do śmierci. Kilku innych Żydów również. Do października 1946 Żydzi uratowani w innych okolicznych wsiach mieszkali w Jedwabnem, poza nimi – 40 ocalonych Żydów z Jedwabnego. Żydzi wyjechali najliczniej w ramach syjonistycznej akcji kolonizacji / podboju Palestyny. O tym nie wspomniano ani w śledztwie, ani w książce A. Bikont, ani w filmie A. Arnold (powielającym kłamstwa o mordowaniu rzeźnickimi nożami; w miejscach, w których Polacy jakoby mieli zakopywać poćwiartowanych przez nich Żydów nie odnaleziono żadnych ciał). Pojawia się pytanie – co skłoniło Żydów do pozostania w Jedwabnem po rzekomej polskiej zbrodni? Czy Żydzi czuli się bezpiecznie w sąsiedztwie “polskich antysemickich zbrodniarzy”?
Spaleni Żydzi mają przy sobie złote monety, klucze, pierścionki, złote zęby. Jak to pogodzić z polskim sprawstwem mordu? [...]“

[źródło: http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/11/28/leszek-zebrowski-o-jedwabnem-poklosiu-klamstwach-a-bikont-i-zydowskich-zbrodniach/]

 

I jeszcze kwiatek “Pokłosie” Pasikowskiego jako narzędzie prania mózgów w polskich szkołach – o urzędowej indoktrynacji (w źródłowym tekście przedstawione scenariusze zajęć):

“[...]

Tym razem na koszt polskiego podatnika powstał film szkalujący Polaków, fałszujący historię, który na dodatek ma się stać materiałem dydaktycznym w polskich szkołach. Poniżej zostały zamieszczone scenariusze zajęć opracowane na potrzeby omówienia filmu W. Pasikowskiego “Pokłosie”. Materiały (o których pisały niezależna i wpolityce.pl) “wypłynęły” ze stołecznego Biura Edukacji. Bezczelność tej propagandy tworzonej i wciskanej na koszt polskich obywateli jest porównywalna z prowokacją Yael Bartany – tyle, że przedsięwzięcie to prowokacją nie jest. Jest w zamierzeniu narzędziem prania mózgów polskiej młodzieży*. Sam film, jako fałsz historyczny i kicz artystyczny może wywoływać co najwyżej wzruszenie ramion lub uśmiech politowania. Film ten połączony z materiałami prezentowanymi poniżej reprezentuje jednak nie głupawe dziwactwo, tylko agresję wobec świadomości historycznej polskiej młodzieży. Pozostaje mieć nadzieję, że film wywoła reakcje przeciwne do zamierzonych. Aby tak się stało – należy nagłośnić sprawę prezentowanych poniżej scenariuszy “lekcji” – wśród rodziny, przyjaciół i znajomych. Cała opisywana afera pokazuje dobitnie, jaki poziom upodlenia osiągnął obecnie naród polski we własnym państwie.

Scenariusze zajęć zostały opatrzone komentarzami redakcji.
__________________
* I to klasycznego prania mózgu, stosującego techniki mnemoemocjonalne/neurolingwistyczne (chodzi o przywoływanie w związku ze “zdarzeniami” z “Pokłosia” wspomnień konkretnych własnych emocji / wczuwanie się w rolę – można doczytać, jak to ma wyglądać w “scenariuszach zajęć”; pamięć emocji jest oddzielona od pamięci faktów, przywoływanie wspomnień określonych emocji w kontekście innych zdarzeń to podstawa pracy przy warunkowaniu / wpajaniu określonych reakcji). Jeśli osoby starsze i uświadomione ten film rozśmieszy lub rozwścieczy, to niestety dla osób młodszych może być jedynym źródłem wiedzy, bardziej wiarygodnym niż artykuły z internetowego “podziemia informacyjnego”, jak by one nie były prawdziwe. Amerykańskim jeńcom prano mózgi, każąc im wygłaszać tezy, z którymi się nie zgadzali (o ileż łatwiej indoktrynować osobybez poglądów na dany temat!!!). Po kilku “występach” zaczynali się utożsamiać z tym, co publicznie mówili. W szkołach będzie to samo. Nikt się przecież nie łudzi, że więcej niż 1 osoba (niechby jakimś cudem 2) w klasie zna prawdę – i taką osobę reszta zakrzyczy … albo osoba ta -zwyczajnie nie wypowie się, widząc, że ogół ma inne zdanie (patrz też: konformizm, eksperymenty Asha i Milgrama).

[...]“

[źródło: http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/11/22/poklosie-pasikowskiego-jako-narzedzie-prania-mozgow-w-polskich-szkolach/]

 

A na koniec polecam jeszcze tekst Leszek Żebrowski o Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ oraz filmie „Pokłosie” [źródło: http://blogpress.pl/node/15152]

 

Opublikowany w Historia, Jewreje, Społeczeństwo | Otagowane: , , , , , | Zostaw Komentarz »

Polscy faszyści…

Posted by Kasztelan w dniu 26 Listopad 2012

Taki mały komentarz graficzny.

Rysunek Jerzego Wasiukiewicza

Opublikowany w Demokracja, Społeczeństwo | Otagowane: | 1 komentarz »

Prawdziwy Marsz Niepodległości A.D. 2012 i prowokacje policji

Posted by Kasztelan w dniu 12 Listopad 2012

Prawdziwy marsz niepodległości 2012 bez manipulacji i kłamstw

[źródło: http://vod.gazetapolska.pl/2752-prawdziwy-marsz-niepodleglosci-2012-bez-manipulacji-i-klamstw]

Prowokacja nagrana z kilku metrów

No, ale marsz nie byłby Marszem Niepodległości, gdyby nie próbowano go sponiewierać…

Jak wyjaśnia gen. Roman Polko, policja była źle przygotowana do osłony Marszu Niepodległości, m.in. dlatego, że nie rozpoznano i nie wychwycono najbardziej agresywnych osób, które chciały zakłócić demonstrację. – Doświadczenia z wcześniejszych manifestacji wskazywały tę grupę. Policyjni wywiadowcy powinni działać przeciwko tym, którzy zakłócają spokój, grają na tłumie i wyzwalają negatywne emocje – mówi gen. Polko.
Były dowódca jednostki GROM zwraca uwagę, że zachowanie policji mogło doprowadzić do eskalowania agresji. – W pewnym momencie zamknięto demonstrację w kleszczach. Na szczęście nie doszło do tragedii, ale aż prosiło się o coś znacznie gorszego. Myślę, że to działanie też nie było do końca przemyślane. W tego typu sytuacjach trzeba reagować elastycznie – mniej demonstrować siłę, a bardziej skupiać się na wyłuskiwaniu faktycznych sprawców zamieszek wyjaśnia generał. [żródło: wp.pl - Gen. Roman Polko: przez policję mogło dojść do tragedii]

***********************************************

Tyle, że policji nie zależało na wyłuskiwaniu faktycznych sprawców zamieszek – bo jakże wyłuskiwać swoich – a na prowokowaniu…

Prowokatorzy atakują policję na początku Marszu Niepodległości. Wcześniej policyjni tajniacy nagrani w 1 sekundzie filmu, po lewej stronie, wraz z oddziałem policji, a następnie w 1:14 i później. Atak prowokatorów – 2:30. Abstrahując od prowokatorów – dlaczego oddział policji ruszył w stronę manifestantów, zamiast się wycofać? Wiadomo, że byli tam też kibole, którzy nie pałają do nich sympatią, samo więc zachowanie umundurowanych oddziałów było prowokacyjne. [źródło: vod.gazetapolska.pl]

To tylko niektóre filmiki ujawniające prowokacje, więcej w sieci…

…a jeszcze takie małe podsumowanie…

więcej TUTAJ

.

Opublikowany w Demokracja / Społeczeństwo | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Dlaczego nie ślubowałem?

Posted by Kasztelan w dniu 4 Listopad 2012

ASP w Gdańsku nakazuje kandydatom na studentów przysięgać na humanizm i demokrację. Ale jaki humanizm i demokrację ma na myśli, wszak odmawiając prawa studiowania osobie, która nie złoży takiej przysięgi, ASP ma w głębokim poważaniu i humanizm, i demokrację.

Tak dla przypomnienia – humanizm ma przecież m.in. wyrażać się troską o potrzeby, szczęście, godność i swobodny rozwój człowieka. A demokracja… demokracja m.in. (w teorii oczywiście) pieje o prawach człowieka, wolności od dyskryminacji, wolności przekonań, ochronie praw obywatelskich itp. itd.

Ale w tej całej sytuacji najważniejsza jest postawa młodego człowieka, który – w przeciwieństwie do innych owieczek i baranów – myśli. Myśli i postępuje konsekwentnie – za to wielkie uznanie Panie Grzegorzu!

Wart jest przytoczenia także komentarz jednego z internautów do zamieszczonego niżej artykułu: Wiele osób po prostu nie widzi niczego złego w bezrefleksyjnym złożeniu ślubowania nie mając intencji dotrzymania go. Można wyobrazić sobie, jak takie myślenie wpływa potem na stosunek do np. przysięgi małżeńskiej, sądowej, przysięgi posłów na wierność konstytucji i uczciwe reprezentowanie wyborców itd. Odarcie wierności danemu słowu z etycznego kontekstu jest definitywnym i druzgocącym zamachem na honor.

 

[źródło: http://www.pch24.pl/dlaczego-nie-slubowalem-,7055,i.html#ixzz2BH6cZzof]

Dlaczego nie ślubowałem?

Humanizm neguje wiarę jako źródło poznania, na pierwszym miejscu stawia człowieka jako źródło wszelkich prawd, promuje też relatywizm moralny, z którym się nie zgadzam. Nie muszę zgadzać się również z obecnym ustrojem, gwarantuje mi to konstytucja – mówi w rozmowie z PCh24.pl Grzegorz Gilewicz – niewpisany na listę studentów gdańskiej ASP po tym, jak odmówił przysięgi na humanizm i demokrację.

 

Jak doszło do tego, że człowiek przyjęty z jednego z najwyższych miejsc na elitarną Akademię Sztuk Pięknych, nie został wpisany w poczet studentów? Co w treści ślubowania ASP wzbudziło w Panu tak silny sprzeciw, że zdecydował się Pan odmówić przysięgi?
We wrześniu otrzymałem do zapoznania się wszystkie niezbędne dokumenty z uczelni. Znalazła się wśród nich treść ślubowania studenta ASP, które miałem podpisać i odesłać . W tym dokumencie oczekiwano od przyszłego studenta, by przysiągł wierność ideałom humanizmu i demokracji. Jeszcze tego samego dnia wystosowałem zapytanie, czy skoro wyznaję inne poglądy, niż te, na które miałbym składać przysięgę, mógłbym nie podpisać dokument bez wymienionego ustępu. Odpowiedź była negatywna. Dostałem bardzo formalny e-mail, z którego dowiedziałem się, że – w myśl regulaminu – jeśli chcę studiować, muszę podpisać dokument przysięgi w pełnym brzmieniu. Poprosiłem o ponowne rozpatrzenie i osobiście stawiłem się na uczelni. Odesłano mnie do rektoratu, w którym ponowiłem prośbę. Odpowiedź odebrałem 1 października – znów potwierdzająca, że nie mogę złożyć ślubowania bez fragmentu z którym się nie zgadzam. Co więcej, w odpowiedzi zawarto sugestię, że starając się o przyjęcie na studia mogłem sobie wybrać uczelnię, która oczekuje od kandydata innej treści ślubowania. Przyznam szczerze, że do głowy mi nie przyszło, by przed aplikacją na studia sprawdzać, która uczelnia każe mi przysięgać na demokrację i humanizm. A już z całą pewnością nie spodziewałem się, że Akademia Sztuk Pięknych każe mi przysięgać na ustrój polityczny i system filozoficzny.
Humanizm i demokracja są w dzisiejszych czasach niejako samookreśleniem się elity, osób „na poziomie”. Szczególnie negowanie „świętości” obowiązującego ustroju jest dziś szalenie niepopularne.  
Profesor uczelni, wypowiadając się na konferencji prasowej do mediów, próbował wyprowadzić następujący tok myślowy – humanizm to godność, a godność to… tolerancja. Powiedziano wprost, że skoro nie chcę przysięgać na humanizm, to znaczy że nie chcę być tolerancyjny. To tłumaczenie jest dla mnie obraźliwe. Humanizm jest bowiem szerokim prądem myślowym i nie wszystko w nim jest tak jasne. Humanizm przecież neguje wiarę jako źródło poznania, na pierwszym miejscu stawia człowieka jako źródło wszelkich prawd, promuje też relatywizm moralny, z którym się nie zgadzam.
Jeśli zaś chodzi o demokrację, mam konstytucyjnie zagwarantowane prawo nie zgadzać się z założeniami tego ustroju. Popieram ustrój monarchii konstytucyjnej i dlatego odmówiłem ślubowania. A przecież poglądy ludzkie stale się kształtują, wiele osób w moim wieku, a tym bardziej młodszych, nie rozmyśla nad takimi kwestiami. Jest więc wyjątkowo nieuczciwe kazać składać przyrzeczenia na konkretny system filozoficzny czy ustrój państwowy, którego wiele osób nie jest w stanie do końca zdefiniować. Przypominam, że zdawałem na ASP a nie na filozofię czy politologię.
Nie chciałbym jednak, by moje poglądy stały się sednem tej sprawy, bo dyskusje na temat filozofii i polityki nie są tu kwestią kluczową. Chodzi po prostu o to, że każdy, kto nie uznaje za najbardziej wartościowe tego, co państwowa uczelnia, nie może liczyć na przyjęcie na nią. To nie dotyczy oczywiście poglądów konstytucyjnie niedozwolonych – systemów totalitarnych. Ale całą resztę poglądów wolno w Polsce wyznawać i nikt nie powinien na państwowej instytucji tej wolności ograniczać, bez względu na to, czy sprawa dotyczy monarchisty czy republikanina.
Po interwencji mediów ASP wydała oświadczenie dla dziennikarzy, w którym potwierdziła swoją decyzję. Zamierza Pan szukać pomocy prawnej a także próbować rozpocząć studia gdzie indziej?
O konferencji i jej przebiegu dowiedziałem się od dziennikarzy. Nikt z uczelni nie pokusił się o to, by poinformować najpierw mnie. Mediom powiedziano natomiast, że uczelnia nadal jest skłonna przyjąć mnie w poczet studentów, jeśli tylko złożę ślubowanie. Nie widzę takiej możliwości, zamierzam walczyć o wolność sumienia i przekonań. Złożyłem już skargę do Rzecznika Praw Obywatelskich i czekam na jego interwencję. Ten rok akademicki mam już jednak z głowy – jest koniec października, więc rekrutacja na uczelnie jest od dawna zakończona.
Zdaje Pan sobie sprawę, że 90 proc. Pana kolegów, będąc w takiej sytuacji, podpisałaby każdą treść ślubowania, byle tylko móc studiować na tak renomowanej uczelni?
Tak, rozmawiałem o tym z wieloma osobami i część z nich nawet nie pamiętała, że wśród dokumentów które dostali był nakaz przyrzeczenia, które podpisali. Spotkałem się również z osobami, którym treść ślubowania przeszkadzała, ale podpisali je.

Rozmawiał Krystian Kratiuk

Czytaj więcej: http://www.pch24.pl/dlaczego-nie-slubowalem-,7055,i.html#ixzz2BH6cZzof

Opublikowany w Demokracja / Społeczeństwo, Światopogląd | Otagowane: , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Spotkanie z prof. Piotrem Glińskim

Posted by Kasztelan w dniu 1 Listopad 2012

[źródło:http://blogpress.pl/node/14687]

Spotkanie z prof. Piotrem Glińskim

“Ja tę misję przyjąłem głównie dlatego, że jest to szansa dla innej rozmowy o polityce, programach politycznych i stylu uprawiania polityki. Co prawda jest to misja obarczona wielkim ryzykiem. I pewnie nie jestem pierwszy, który chciałby, żeby polityka wyglądała bardziej merytorycznie, była nieco głębsza niż tylko miałaby polegać na różnego typu zagrywkach taktycznych, medialnych, propagandowych, na tej grze politycznej o władzę.” - mówił na spotkaniu w Hybrydach prof. Piotr Gliński, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera rządu technicznego.

W Hybrydach odbyło się spotkanie z kandydatem na premiera, desygnowanym przez PiS. Zorganizowali je wspólnie Klub Ronina i warszawski klub Gazety Polskiej.
Profesor w rozmowie z red. Łukaszem Warzechą i uczestnikami spotkania wyjaśniał, jak wyobraża sobie swoją misję, jakie cele mu przyświecają, opowiadał o sobie i swoich poglądach politycznych, mówił o obecnej sytuacji w Polsce.

 

 

“Ja tę misję przyjąłem głównie dlatego, że jest to szansa dla innej rozmowy o polityce, programach politycznych i stylu uprawiania polityki. Co prawda jest to misja obarczona wielkim ryzykiem. I pewnie nie jestem pierwszy, który chciałby, żeby polityka wyglądała bardziej merytorycznie, była nieco głębsza niż tylko miałaby polegać na różnego typu zagrywkach taktycznych, medialnych, propagandowych, na tej grze politycznej o władzę. Ja jestem takim prostolinijnym, naiwnym socjologiem, który wierzy, że polityka może być także uprawiana w tej warstwie głębszej, arystotelesowskiej, odwołującej się do dobra publicznego”.

- powiedział na wstępie kandydat na premiera.

Rolą rządu technicznego jest w obecnej sytuacji przejąć władzę od kogoś, kto chyba niezbyt poważne do tej władzy ostatnio podchodził, stawką jest przyszłość cywilizacyjna Polski.” - mówił prof. Gliński i wyjaśniał dalej samo pojęcie rządu technicznego: -“To jest taka sytuacja, kiedy wyczerpuje się, w sposób nie bezpośrednio demokratyczny, bo nie przez wybory,
mandat rządzącej partii, z uwagi na jakiś kryzys polityczny, z uwagi na to, że ta koalicja i ten rząd nie spełnia oczekiwań społeczeństwa. I czasami taki pat polityczny może prowadzić do przewartościowania politycznego i efektem tego może być pewien kompromis między siłami politycznymi, które na ogół się wtedy dynamicznie dzielą, powstają nowe frakcje. (..) W sytuacji przesilenia czasami dobrym wyjściem jest zawarcie kompromisu i oddanie władzy w ręce grupy, która ma przeprowadzić przez kryzys. W historii takie rządy powstawały, mamy podobne rozwiązania w związku z kryzysem w Europie, np. we Włoszech. (..) Bywa i tak, że ci eksperci w pewnych układach politycznych to najlepsze wyjście. Zamiast się politycznie wycinać i niszczyć życie polityczne. (..) “

Prof. Gliński przyznał, że jego misja jest trudna. Obecnie spotyka się z ekspertami i różnymi środowiskami, a z drugiej strony – z mediami. Dodał jednak: Tyle że od paru dni mam wyraźny blok na to. Mediom zabroniono spotykać się ze mną“.

Pytany przez Łukasza Warzechę o to, jak się odnajduje w obecnej sytuacji politycznej w Polsce, pełnej antagonizmów i emocji, związanych np. z ujawnieniem w sieci drastycznych zdjęć ofiar tragedii smoleńskiej, odparł:

“Zakładam, że to nie jest pole mojej misji. Niezależnie od tego, jakie mam prywatne poglądy na ten temat, bo jest to otwarta rana, która budzi emocje, ja muszę być ponad to, bo muszę się dogadywać z bardzo oryginalnymi siłami politycznymi w tym parlamencie i to jest moje zadanie”.

Prof. Gliński zaznaczył, że ten projekt został socjotechnicznie, sprawnie zaatakowany przez obecny rząd i premiera, więc znajduje się w trudniejszej niż na początku sytuacji.

“Podstawą jest bardzo krytyczna diagnoza sytuacji, że żadne poważne problemy w Polsce nie są rozwiązane, ostatnie wystąpienie premiera Donalda Tuska nadziei wielkich nie niesie, a dowodzi tego, że ten rząd absolutnie nie był przygotowany na kryzys, bo wszystko to, co nam powiedziano, to są obiecanki.”

Nawiązując do swojej misji, dodał:

“Siły i środki mamy niewielkie, ale jest to przygoda niesamowita. Jeden facet z małą grupą osób może przestraszyć premiera 40-milionowego kraju. To źle świadczy o tej ekipie rządzącej”.

Odpowiadając na pytanie o swoje afiliacje ekologiczne (środowiska ekologów są kojarzone ze skrajną lewicą) powiedział:

“Rozstałem się z ruchem ekologicznym w Polsce wtedy, gdy ono poszło w stronę tradycyjnych ruchów ekologicznych zachodnich, lewicowo-kolorowych. Zajmowałem się ekologią od strony ochrony przyrody, obcowania z przyrodą, a trochę także zawodowo, bo pisałem książki o ruchach społecznych, m.in. o ruchu ekologicznym, więc byłem praktykiem i teoretykiem”.

Jeśli chodzi o elektrownie atomowe, stwierdził – Jestem generalnie przeciwny, ale jeśli ktoś by mnie przekonał, że nie ma innego wyjścia, to pewnie nie byłbym taki uparty.

Profesor Gliński odpowiadał także na pytania, dotyczyły one m.in. pobudzenia gospodarki…

Odpowiadając na pytania o wcześniejsze afiliacje polityczne, odparł, że nigdy nie należał do Platformy Obywatelskiej, natomiast był członkiem Unii Wolności.

“To była historia związana z ekologią. Zajmując się ekologią trafiłem do grupy osób, która się zdecydowała startować do sejmu w 1997 roku. Mieliśmy kolegów z forum ekologicznej w UW, to byli ludzie z dawnego Wolność i Pokój, znale się z niektórymi z nich jeszcze sprzed Okrągłego Stołu, uczestniczyli w podstoliku ekologicznym, w związku z tym później takie przedsięwzięcie wspólne zrobiliśmy, z tego prawie nic nie wyszło, ale faktycznie zbliżyliśmy się do Unii Wolności. Unia obiecywała też dużo w sferze organizacji oddolnej. Później z lojalności zaproszony wstąpiłem do tej partii, po pół roku przy pierwszych wyborach, jak się okazało, że trzeba głosować na zblokowane listy, żeby nasi wchodzili, a inni nie wchodzili, przestałem się tym interesować”.

O jednomandatowe okręgi wyborcze prof. Glińskiego zapytał Łukasz Warzecha.

„Są argumenty za i przeciw, pewnie byłbym zwolennikiem jakiegoś systemu mieszanego, żeby tą świeżą, nową krew dopuszczać, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że do pewnych wielkich państwowych reform potrzebni są często specjaliści w postaci posłów, a jednomandatowe okręgi wyborcze, mogą nie dać nam odpowiedniego poziomu ekspercko-specjalistycznego.”

Na pytanie o przerosty w administracji:

„Dziesięć miliardów kosztują nas nowo zatrudnieni urzędnicy w Polsce w ciągu czterech lat. Oni obsługują fundusze europejskie, ale fundusze były i wcześniej. Znam organizacje pozarządowe, gdzie kilkanaście osób doskonale, profesjonalnie prowadzi wielomilionowe budżety. [...] Przy Ministerstwie Edukacji są dwa instytuty, po 250 ludzi każdy, czyli dwa i pół raza więcej niż mój instytut PANowski i to są instytuty które obsługują polską edukację, która jaka jest i jakie problemy nam ostatnio dawała wszyscy wiemy.”

Aktor i reżyser Redbad Klijnstra zapytał o kwestie związane z kulturą, czy rząd techniczny zakłada w swojej misji działanie w obszarze kultury.

„Jestem uwrażliwiony na ten problem, przez biografie, rodzinne afiliacje. [...] Musimy myśleć o rozwoju kraju i o jego zmianie cywilizacyjnej nie tylko w kategoriach ekonomicznych, ale znacznie szerszych, głębszych. To jest kwestia wartości, a wartości muszą być kształtowane przez system edukacyjny, ale także muszą być związane z kreatywnością w obszarze sztuki i kultury i muszą być także związane z funkcjonowaniem nauki. Musimy się cywilizacyjnie zmienić, bo zostaniemy na peryferiach świata. [...] Głęboko wierzę w to, że myśląc o przekształcaniu czy o zmianach społecznych musimy myśleć także o nadawaniu sensu życiu poszczególnych ludzi i całych pokoleń, a bez kultury tego nie zrobimy.”

Na pytanie jak by się zachował gdyby otrzymał propozycje współpracy, czy też dyskusji ze strony rządzących:

„Tam jest innego typu decyzja podjęta i jestem raczej traktowany jako osoba z którą się nie rozmawia. Zarówno pan premier jak i pan prezydent starannie unikali używania mojego nazwiska, natomiast pan prezydent użył bardzo ciekawego określenia – chodziło o zagrożenie dla mechanizmów demokratycznych. Dwukrotnie było to powtórzone i to był specjalny wywiad z jedną funkcjonariuszką mediów rządowych. Normalne działanie partii opozycyjnej, która odwołuje się do artykułu 158 Konstytucji jest określane jako zagrożenie dla mechanizmu demokracji…”

 

 

Opublikowany w Demokracja / Społeczeństwo | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Bum, bum… wybuch… trotyl… Tu154… Smoleńsk…

Posted by Kasztelan w dniu 31 Październik 2012

O co chodzi ze znalezionymi śladami materiałów wybuchowych na szczątkach Tu154… Czego nie mówi, a co mówi prokuratura… Warto posłuchać konferencji prasowej w Sejmie:

A na deser gen. Polko dla Blogpress.pl o materiałach wybuchowych w szczątkach Tu154M…

.

Opublikowany w Smoleńsk 2010 | Otagowane: , , , , | Zostaw Komentarz »

Niegodziwość i kłamstwo w centrum III RP

Posted by Kasztelan w dniu 28 Październik 2012

Kłamstwo i fałsz tzw. Okrągłego Stołu były podstawą III RP, tak jak podstawą PRL-u było kłamstwo o przyjaźni i pomocy ZSRR w stosunku do Polski po II Wojnie Światowej. Od dłuższego czasu (od nieudanego mariażu PO z PIS w 2005r.) doszło w Polsce do ogromnego wzrostu poziomu ZŁA, co przejawia się właśnie wzrostem kłamstwa i fałszu w życiu publicznym, co przejawia się także NIENAWIŚCIĄ w relacjach międzyludzkich. Pytanie jakie trzeba postawić, to dlaczego do tego doszło właśnie wtedy i czy da się to ZŁO przezwyciężyć ?

[źródło: http://wpolityce.pl/dzienniki/blog-stanislawa-zaryna/39258-niegodziwosc-i-klamstwo-w-centrum-iii-rp-to-pozwala-politykom-i-urzednikom-zyc-w-permanentnym-klamstwie]

Niegodziwość i kłamstwo w centrum III RP. „To pozwala politykom i urzędnikom żyć w permanentnym kłamstwie”

Stanisław Żaryn – dziennikarz, publicysta. Szef działu strategicznego “Z myślą o Polsce” w miesięczniku “Na Poważnie”. Na co dzień pisze dla portalu Stefczyk.info i wPolityce.pl. Współpracuje również z “Tygodnikiem Solidarność”, “Tygodnikiem Idziemy”, “Opcją na Prawo”. Publikował też w: “Uważam Rze” i “Gazecie Polskiej”. Prowadził “Audycję Poświęconą” na antenie Radia Warszawa. KONTAKT: zaryn.blogi@gmail.com
 

Od lat w Polsce obserwujemy obniżanie się standardów debaty publicznej. Wielu komentatorów wskazuje, szczególnie w ostatnich latach, że poziom publicznego dyskursu sięgnął już dna. Jałowość większości przekazów mediów głównego nurtu oraz polityków z dominujących środowisk jest ogromna. Coraz częściej wśród ich wypowiedzi i narracji pojawia się kłamstwo i niegodziwość. Powszechność tego zjawiska budzi niepokój i każe domniemywać, że są one elementem systemowych wbudowanym na stałe w rzeczywistość współczesnej Polski.

Polskie życie polityczne przeżarte jest do cna tymi kłamstwem i niegodziwością.Najczęstszą emanacją tej ostatniej są manipulacje i celowe przemilczanie niewygodnych faktów. W ten sposób publicznego dyskursu włączają się najważniejsi politycy w kraju, w tym Prezydent Bronisław Komorowski. W jednym z wywiadów stwierdził, że w Polsce należy uważać z grami komputerowymi i serwisami satyrycznymi, które zachęcają do “strzelania” do prezydenta. Swoją obawę Komorowski motywował tym, że w Polsce zabito Gabriela Narutowicza. I w słowach prezydenta nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to z jego ust padły znacznie groźniejsze niż gry stwierdzenia, gdy w 2008 roku Rosjanie ostrzelali w Gruzji kolumnę śp. Lecha Kaczyńskiego. Wtedy Komorowski mówił o tym, że snajper musiał być ślepy, ponieważ nie trafił z 30 metrów. Czy wtedy historia Narutowicza nie miała znaczenia? Wydaje się, że nie, ponieważ całe otoczenie polityczne Bronisława Komorowskiego i jego partii politycznej kontynuowało kampanię, opartą na podobnych stwierdzeniach. “Strzelanie do Kaczek”, ich “patroszenie”, czy życzenie śmierci Jarosławowi Kaczyńskiemu to jednak zdaje się co innego niż gry w internecie, wymierzone w Komorowskiego. Gry, co warto zaznaczyć, polegające na „strzelaniu” w postać prezydenta Komorowskiego kaloszem.

Obecny Prezydent niestety często sięga do manipulacji, nie tylko bieżącą polityką. Świadczą o tym jego wypowiedzi dotyczące rocznic historycznych. Przykładem tego niedawna uroczystość związana z Sierpniem 80. W czasie wręczania odznaczeń podziemnym wydawcom Komorowski przyznał, że najchętniej odznaczyłby Donalda Tuska. Za co? Nie wiadomo, ponieważ jego dokonań z czasów stoczniowego strajku z 1980 roku nikt nie zna. Nie przeszkodziło to jednak promować obecnego premiera na lidera sierpniowej walki o wolną Polskę. Prezydent swoją wypowiedzią wpisał się w ten sam nurt działań, jaki miał wynieść do rangi bohaterki narodowej Henrykę Krzywonos. Kampania promowania jej jako legendy zaczęła się od słynnej i szokującej wypowiedzi, w której zarzuciła Jarosławowi Kaczyńskiemu niszczenie godności jego niedawno zmarłego brata. Te słowa stały się początkiem medialnej kariery Krzywonos. Zaczęto ją lansować na nową legendę „Solidarności”. Cel był jasny, podobnie jak słów Komorowskiego o sierpniowych zasługach Tuska. Media i politycy PO chcieli zafałszować historię i wylansować nowych bohaterów. Krzywonos miała “zastąpić” tragicznie zmarłą śp. Annę Walentynowicz, nielubianą na salonach. Historycy szybko naświetlili fałsz tej próby. Niestety, jak widać po słowach z ostatnich sierpniowych uroczystości, kłamstwo historyczne nadal jest sprzedawane Polakom.

Trudno się jednak dziwić. Obecna władza często dopuszcza się kłamstw i nie jest z tego rozliczana. Kłamstwom Donalda Tuska poświęcono wiele artykułów. Mijanie się z prawdą premiera ws. obietnic wyborczych, w ostatniej aferze Amber Gold czy w wypowiedziach na temat katastrofy smoleńskiej opisywane było wiele razy. Jednak w świetle ostatnich doniesień i pomyleniu ciała śp. Anny Walentynowicz czy Ryszarda Kaczorowskiego, warto smoleńskie kłamstwa przypomnieć. Najważniejsi polscy urzędnicy, z Donaldem Tuskiem i obecną marszałek Ewą Kopacz na czele, wielokrotnie kłamali, zapewniając Polaków, że identyfikacje zwłok i sekcje są przeprowadzane z udziałem polskich ekspertów, a każda rodzina może mieć pewność kogo pochowała. Dziś wiadomo, ile te zapewnienia były warte. Niestety coraz więcej rodzin mówi twardo o masowych fałszerstwach strony rosyjskiej, do których dopuściły polskie władze. Choć dziś widać, ile warte były słowa Kopacz i Tuska, jak dalece okłamali Polaków, nikt nie pociągnął ich do odpowiedzialności. Nie widać, by opinia publiczna była skłonna i chętna, by na nich to wymusić.

Wątpliwe również, by sprawa kłamstwa, które uderza w podstawowe bezpieczeństwo Polski miała jakiekolwiek skutki. Obecnie okazuje się, że forsowana przez miesiące kampania zapewniania Polaków, że Gazociąg Północny nie jest dla polskich interesów groźny również była cynicznym oszustwem. Minister Radosław Sikorski jeszcze w marcu 2010 roku mówił, że „Polska nie jest entuzjastą tego projektu, ale strona niemiecka uwzględniła polskie postulaty dotyczące tego, aby rurociąg nie zagrażał ani teraz, ani w przyszłości dostępowi do portu w Świnoujściu”.Dziś z kolei okazuje się, że właśnie Nord Stream blokuje polski port i nie pozwala na jego rozwój. Nawet prorządowa „Gazeta Wyborcza” wskazuje, że rosyjsko-niemiecka rura szkodzi Polsce.

Port w Świnoujściu mógłby zostać wielkim węzłem transportu na Bałtyku. Ale to plany pisane palcem po wodzie, bo gazociąg Nord Stream z Rosji do Niemiec zablokuje rejsy do Świnoujścia statkom o dużym zanurzeniu

- czytamy w „GW”. I tak oto kolejne zapewnienia okazują się być bezczelnym kłamstwem. Kłamstwem, jakich wiele już obecnej ekipie udowodniono.

Polacy zdają się jednak nie przejmować kłamstwem w życiu publicznym. Być może jest to skutek wszechobecności oszustwa. Nie dotyczy to jedynie życia politycznego. Do cynicznego i celowego kłamstwa doszło również w apolitycznej historii kapitana Tadeusza Wrony, który lądował awaryjnie na Okęciu. Kapitan Wrona stał się bohaterem mediów, lansowanym przez tygodnie na wzór. Maszyna musiała lądować na brzuchu, ponieważ nie wysunęło się jej podwozie. Wrona uznany został za cudotwórcę. Jednak szybko okazało się, że naprawdę to on mógł być winny całego zamieszania. Jak pisał tygodnik “Wprost”, komisja badania wypadków lotniczych wykryła, że samolot, który lądował na brzuchu, był sprawny, a załoga nie włączyła bezpiecznika odpowiedzialnego za awaryjny system hydrauliczny. Te doniesienia idą w parze z wcześniejszymi, wstępnymi ustaleniami ekspertów. Choć były one znane, nie przeszkadzało to mediom i politykom promować kłamliwych tez o wielkich zasługach kapitana Wrony. Otrzymał on nawet order od Prezydenta RP. Okazało się, że de facto to Wrona naraził życie wielu osób oraz – co mniej istotne – spowodował ogromne straty narodowego przewoźnika.

Ludzie i instytucje lansujące fałszywy obraz kapitana Wrony mieli świadomość tego, co robią. Jednak podjęli kłamliwą akcję chwalenia kapitana Wrony. Podobny mechanizm widać było, gdy rozpętano burzę wokół gimnazjum salezjańskiego w Lubinie.Media ujawniły zdjęcia z “kocenia” pierwszoklasistów. Pisano o zlizywaniu bitej śmietany z kolan księdza dyrektora, tworzono atmosferę niemal pedofilskiego wykorzystywania dzieci. Jeden z dziennikarzy “Gazety Wyborczej” porównywał zdjęcia do filmów pornograficznych! Rozpętano absurdalną i jak się wydaje kłamliwą kampanię wokół szkolnej zabawy. Same dzieci, biorące udział w tej zabawie, oraz ich rodzice, a także nauczyciele szkoły tłumaczyli, że w scenie ujawnionej przez media nie było niczego oburzającego.Uczniowie musieli dotknąć nosem pianki do golenia, która znajdowała się na kolanie księdza dyrektora. Nie miejsce tu na ocenę tej zabawy. Trzeba bowiem przede wszystkim zaznaczyć, jak wielkiego oszustwa dokonano w tej sprawie. Media, mając świadomość kłamstwa, pastwiły się nad szkołą oraz jej dyrektorem. Dokonano manipulacji, pokazano zdjęcia, tak, by móc je od razu zakłamać i wmówiono opinii publicznej, co ma na nich widzieć. Zachowanie mediów, które rozpoczęły i podsycały atmosferę wokół gimnazjum, zasługuje na szczególnie mocne napiętnowanie.

Kłamstwo medialne jest popularne w wielu krajach świata. Ratunkiem dla ludzi dotkniętych medialnym kłamstwem mają być sądy. Jednak w Polsce zdarza się nawet, że to sądy sankcjonują kłamstwo. Wystarczy przypomnieć historię agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy oraz procesów, jakie wytacza osobom mówiącym o TW Bolku. Krzysztof Wyszkowski po dziś dzień zmaga się ze skutkami sankcjonowania przez sądy i instytucje państwowe kłamstwa na temat Wałęsy. Choć Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz wykazali i zgromadzili nowe dowody na to, że TW Bolek to Wałęsa, choć dokumenty na ten temat i nowi świadkowie pojawiają się ostatnio coraz częściej, sądy wciąż skazują m.in. Wyszkowskiego za mówienie, że Lech Wałęsa był agentem SB. Nakazują mu nawet przepraszanie go za powiedzenie prawdy! Przez niezgodną z prawem decyzję Leona Kieresa, który jako prezes IPN nadał Wałęsie status osoby pokrzywdzonej przez SB, choć nie miał do tego prawa (istniały bowiem podejrzenia o współpracy Wałęsy z SB, co wykluczało nadanie tego statusu), Wałęsa przez lata ciągał po sądach tych, którzy o jego związkach z aparatem represji PRL mieli odwagę mówić. A sądy zamiast zająć się rzetelne sprawą, z racji uwikłania w aparat represji PRL czy z racji politycznej poprawności, uznawały, że IPN miał rację i skazywały tych, których do sądu ciągał Wałęsa. Historia przeszłości Wałęsy została zakłamana w majestacie prawa i na sali sądowej.

Lista kłamstw w polskiej debacie publicznej, jedynie z ostatniego miesiąca, zajęłaby wiele stron. Kłamstwo i nieprawość jest zdaje się wpisana na stałe w rzeczywistość III RP. Skoro występuje na tak różnych płaszczyznach życia publicznego oraz społecznego można uznać, że jest elementem współkształtującym polską rzeczywistość. Winę za taki stan rzeczy ponoszą środowiska, które nadają kształt debacie publicznej. To głównie media liberalno-lewicowe oraz środowiska postkomunistyczne. Dziś emanacją polityczną jednych i drugich jest Platforma Obywatelska. Wygląda na to, że PO i jej zaplecze potrzebuje kłamstwa i manipulacji do swoich celów. Dzięki temu udaje się krępować debatę publiczną i zwiększać jej jałowość. W Polsce coraz częściej spór ideowy czy spór o interpretacje faktów zastępowany jest sporem o uznanie prawdy za prawdę a kłamstwa za kłamstwo. Potencjał ludzki w Polsce jest marnowany na prostowanie manipulacji, szerzonych przez dominujące środowiska. Na spory poważniejsze często brakuje czasu i możliwości. Media i politycy skutecznie wiążą Polaków swoimi kłamstwami. Dla nich ma się liczyć ciekawa opowieść, medialny show, budzący emocje, czasem złość, czasem euforię. To, czy jest on zgody z prawdą, nie ma znaczenia. Promowanie oszustwa ma również inny cel, polityczny. Pozwala politykom i urzędnikom żyć w permanentnym kłamstwie. Skoro opinia publiczna niemal co dzień epatowana jest nieprawdą, Polacy stają się coraz mniej wyczuleni na fałsz. Dzięki temu politycy mogą kłamać, a gdy ich ktoś przyłapie nie muszą już nawet się wypierać. To, że oszukali, przestaje kogokolwiek obchodzić.

Opublikowany w Polityka, Społeczeństwo | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Aby rozumieć rzeczywistość…

Posted by Kasztelan w dniu 21 Październik 2012

Można mieś wszystko w d…, chcieć wygodnie przetrwać, ale “ważniej­sze od przet­rwa­nia jest zacho­wanie swo­jego człowieczeństwa” [Orwell].

[żródło: http://niepoprawni.pl/blog/1055/aby-rozumiec-rzeczywistosc-trzeba-znac-te-fakty]

 

 

Aby rozumieć rzeczywistość trzeba znać te fakty:

Leopold, 14 października, 2012
Po inwazji na Czechosłowację (1968) ludzie KGB rządzący komunistycznym imperium zrozumieli, że bez gruntownych przeobrażeń nie da się sprostać konkurencji Zachodu.

W tym celu zamierzano odrzucić zużyty wehikuł ideologiczny (marksizm) i zmienić niewydajny system gospodarczy przechodząc na gospodarkę rynkową.
Polska została wytypowana na „laboratorium pierestrojki” i tu miał się rozpocząć proces „upadku komunizmu”.
Na miejsce „obozu socjalistycznego” miały powstać formalnie „niepodległe państwa” pozostające jednak pod kontrolą „centrali”.
Ogromna i ryzykowna operacja planowana była na lato 1980 r. (już na wiosnę tego roku ewakuowano archiwa KGB z krajów bałtyckich).
Zaczęło sie obiecująco – zainicjowano (sprowokowano) strajki, potencjalni „przywódcy robotników” już byli przygotowani. Wałęsa, Jurczyk i Sienkiewicz, którzy podpisywali porozumienia w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu byli ludźmi Kiszczaka.
Do pomocy „prostym robotnikom” w rokowaniach z władzą zorganizowano też „ekspertów” (Geremek, Mazowiecki). Władza zapewniła im bilety lotnicze i zakwaterowanie w hotelu Heweliusz – tym samym, gdzie mieszkali negocjatorzy rządowi. (ABSOLUTNIE konieczne!–film „Sekrety transformacji”)
Jednak błyskawiczny rozrost Solidarności kompletnie zaskoczył „reżyserów historii”. Mimo wysiłków agentury umiejscowionej w strukturach związku nie udało się opanować operacyjnie Solidarności. Nastąpiła seria nerwowych konsultacji warszawsko – moskiewskich w Białowieży i decyzja o siłowym rozwiązaniu związku.
„Okrągły stół” – propagandowo „doniosłe wydarzenie w historii Polski” był inicjatywą moskiewską i przebiegał pod całkowita kontrolą MSW. (cytat z Kiszczaka: „Spokojnie, towarzysze, scenariusz okrągłego stołu napisała partia, a jego realizacja przebiega niezmiennie na warunkach przez nas dyktowanych”)
Po starannej selekcji „negocjatorów opozycji” Kiszczak wiedział, że w „wolnej Polsce” będą mieć resorty siłowe, banki, sądy, uczelnie i przede wszystkim panowanie nad mediami („naszych przeciwników politycznych medialnie wdepczemy w ziemię” -wizerunek medialny o. Rydzyka czy Kaczyńskich świadczy, że nie były to puste słowa).
Mimo wszystko społeczeństwo zdołało uzyskać znaczący stopień upodmiotowienia – dużo większy niż zakładali organizatorzy pierestrojki. Dlatego stale podejmowane były działania sprowadzające nas „do parteru” co ostatecznie udało się 10 IV 2010r, i tę datę można przyjąć jako zakończenie pierestrojki w Polsce.

Na długo przed startem „transformacji” podjęto szereg działań.

Aby zapewnić kadry menadżerskie do zarządzania nową gospodarką
sterowany przez Moskwę amerykański senator Fulbright („przeciwnik wojny” w Wietnamie…) założył fundację mającą na celu „zbliżenie ludzi i narodów”.
Na stypendia Fulbrighta wyjechała duża grupa młodych aparatczyków partyjnych (dzieci „utrwalaczy władzy ludowej”…), którzy stali się – jako światowcy – haroldami kapitalizmu i uczyli nas demokracji.

Dylemat Kisielewskiego „jak budować kapitalizm bez kapitału” rozwiązano wykorzystując Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Wyprowadzone środki wracały do Poski przez tzw. „firmy polonijne” i podstawionych biznesmenów.
Afera FOZZ stała się „matką wszystkich afer” i umożliwiła przejęcie majątku narodowego przez ludzi służb i nomenklaturę partyjną.
(filmy „A.Gwiazda – kopalnia wiedzy”, „Jak rozkradziono stocznie”).

Aby społeczeństwo przekonać o rozpadzie komunizmu potrzebna była „opozycja demokratyczna”, której zamierzano „przekazać władzę”.
Dlatego z inicjatywy KGB zorganizowano Europejską Konferencję Bezpieczeństwa i Współpracy w Helsinkach (KBWE).
Ratyfikowanie KBWE przez „kraje demokracji ludowej” z ZSRR na czele umożliwiło rozwój ruchów dysydenckich i powstanie opozycji.

Podstawową metodą kontroli niezależnych (czy tajnych) organizacji jest umieszczenie w jej strukturach ludzi „zadaniowanych”. Rosjanie mają w tym długą tradycję – mistrzem fałszywej opozycji był Dzierżyński. Proces generowania i uwiarygodniania takich „działaczy opozycyjnych” jest długotrwały.
Już w 1981r znana była ekipa „opozycyjna”, której zamierzano „przekazać władzę”.
Czołowe postacie życia politycznego i społecznego III RP, „autorytety moralne” zostały internowane i „podlegały represjom” w luksusowym ośrodku na terenie poligonu drawskiego w Jaworzu (inni internowani przetrzymywani byli w regularnych wiezieniach). To tutaj budowano „piękne życiorysy opozycyjne” Geremka, Mazowieckiego, Komorowskiego, Niesiołowskiego, Bartoszewskiego, Celińskiego. Wśród internowanych w Jaworzu byli również konfidenci „z górnej półki” jak Maleszka, Karkosza, Szczypiorski, a także późniejszy prezes Radiokomitetu TW „Kowalski” – A. Drawicz, który wraz z wiceprezesami Rywinem i Dworakiem obsadził „właściwymi” ludźmi ośrodki regionalne radia i TV.

Radio Wolna Europa było słuchane w Polsce przez miliony ludzi i zostało użyte do wylansowania „właściwych opozycjonistów”. Mechanizm był prosty – w mieszkaniu J. Kuronia znajdował się „magiczny” (nie do wyłączenia) telefon, z którego Kuroń przekazywał wiadomości „z życia opozycji” do E. Smolara. Ten „dysydent” wyjechał z kraju po czystkach antysemickich w 1968r i był znakomicie „rozstawiony” – pełnił funkcję kierownika sekcji polskiej BBC.
Z wiadomości upowszechnianych przez RWE czy BBC polski słuchacz dowiedział się, że czołowi opozycjoniści to Kuroń i Michnik. Twórca KORu -Macierewicz, a także inni (np. Naimski, Ziembiński) zostali „wyautowani”…

Wałęsa miał kłopoty z prawem już jako nastolatek. W tym czasie zaczęła się jego kariera jako informatora milicji. Podczas służby wojskowej był donosicielem o pseudonimie „sierżant Kobrzyński”. Po ukończeniu służby „wojskówka” przekazała go „cywilom”, gdzie przybrał pseudonim „Bolek”.(film YT „Zyzak o Noblu Wałęsy”). Danuta Wałęsowa w swojej książce wspomina, że mąż – szczęściarz raz po raz wygrywał w totolotka. Rzeczywistość była inna – jego wynagrodzenie jako donosiciela dwukrotnie przewyższało pobory w stoczni.
Oficjalnie przyjmuje się, że współpraca Wałęsy z SB ustała w 1976 r. Okres, gdy przestał już być drobnym kapusiem i zaczęto go kreować na „przywódcę robotniczego” jest gorzej udokumentowany (film„Wałęsa produkt służb”).
„Człowiek, który obalił komunę”(przy pewnej pomocy H. Krzywonos) jest nieustannie „pompowany” jako „międzynarodowo uznany autorytet” gdyż stanowi filar oszustwa pierestrojki.
Sowietolog C. Story nazwał „upadek komunizmu” największym oszustwem w dziejach ludzkości. Ludzie którzy rządzili imperium KGB rządzą nim nadal – teraz jako „liberalni demokraci”.
Największe szkody sprawie Polski poczynił Wałęsa jako prezydent:
Pod czujnym okiem swego nadzorcy z ramienia służb – Wachowskiego – obalił pierwszy demokratycznie wybrany polski rząd i uniemozliwił dekomunizację.
W swojej destrukcyjnej działalności „Mędrzec Europy” miał oczywiście pomagierów.
W filmie „Kim jest marszałek Borusewicz” zebranych jest kilka porażających relacji świadków jego działań. Na tle tych relacji nie dziwi, że w 1981r Borusewicz wysłał (wystawił) Annę Walentynowicz do Radomia, gdzie był przygotowywany na nią zamach. W przedsięwięcie zaangażowani byli TW ”Karol” – A. Soból (sekretarka Kuronia) oraz oficerowie Szczepanek, Karewicz i Grudniewski (w 2011r sąd uniewinnił ich od zarzutu „próby uszkodzenia ciała A. Walentynowicz”).
Indukowanie zawału serca za pomocą niepozostawiającego śladów furosemidu jest ważnym narzedziem sowieckiej „polityki kadrowej”. (film „A. Walentynowicz – próba otrucia”).
Gdy w 1991r. Jan Rokita – przewodniczący Sejmowej Komisji do Zbadania Działalności MSW pisał swoj raport, był zaszokowany nie tylko odkryciem, że blisko stu prokuratorów i sędziów aktywnie współdziałało z przestępcami zacierając ślady i niszcząc dowody (prawdopodobnie pracują w resorcie do dziś). Dostrzegł on, że ośrodek decyzyjny państwa nie znajduje się bynajmniej w KC PZPR (nie mówiąc już o administracji państwowej), lecz w slużbach specjalnych.
Z lektury książki „Czekiści – organy bezpieczeństwa w krajach bloku sowieckiego” wynika, że nie istniały polskie, czeskie czy niemieckie tajne służby – wszystkie były lokalnymi filiami KGB czy wojskowej GRU.
Zdaniem red. Jachowicza źródlem patologi naszej demokracji jest ogromny wpływ ludzi komunistycznych tajnych służb (ich powiązania z moskiewską centralą są oczywiste) na gospodarkę i politykę.
Nie było możliwości pozbycia się tych upiorów komunizmu z powodu oporu ogromnego lobby antydekomunizacyjnego pod przewodnictwem A. Michnika (film „Debata”).Autorytet Michnika jest nie kwestionowany bo „siedział w wiezieniu”. Dla tych, którzy wątpili w to więzienie, emitowano w TVP w latach 90-tych różne scenki z „martyrologii” Michnika („Michnik walczący o Polskę”).
Ponieważ mamy demokrację (t.j elektorat głosuje na ludzi którym chce powierzyć władzę), nie grozi nam, że jakiś generał tajnych służb zostanie prezydentem, czy premierem – co najwyżej otworzy on szampana gdy wygra miły mu polityk. Stąd duże zapotrzebowanie na takich właśnie miłych polityków.
W filmie „Schetyna i układ wrocławski” G. Braun znakomicie opisuje proces (wieloletni) wytwarzania użytecznego polityka.
J. Bezmienow (film „Jak zniszczyc państwo”) opowiada, że tajne służby w zasadzie nie potrzebują polityków lewicy, natomiast uwielbiają konserwatystów, wielodzietnych katolików, opozycjonistów, antykomunistów…

W minionym dwudziestoleciu łapano agentów nawet w państwach o znacznych wpływach rosyjskich (Litwa, Słowacja, Bułgaria, Rumunia) – tylko nie w Polsce.
Świadczy to, że u nas agentura zainstalowana jest na szczytach władzy.
Ocenia się, że w administracji USA w latach 40-tych umieszczonych było ok. 400 sowieckich szpiegów (w tym dwóch najbliższych doradców prezydenta Roosvelta). Ilu ich może być w Polsce obecnie?
O skuteczności agentury świadczy fakt, że Ameryka mając monopol na broń jądrową „odpuściła” połowę Europy stwarzając tym samym globalne supermocarstwo – ZSRR.
Polska ze względu na swe kluczowe znaczenie jest ogromnie nasycona agenturą
Według O. Gordijewskiego jest to czwarta – w liczbach bezwzglednych – agentura sowiecka po USA, Niemczech, Francji. Ponadto rozkazem z 1984r minister Kiszczak zezwolił na tworzenie Niemcom własnej siatki (pierwszy komendant policji we Wrocławiu –płk Anioła, a także jeden z szefów wrocławskiej TV po transformacji 1990r byli ludźmi Stasi).
Po II Wojnie Światowej Stalin oddelegował do swej „najwiekszej zdobyczy” (jak mawiał) wielotysieczną rzeszę swoich agentów do pełnienia roli Polaków. Były to m.in. tysiace oficerów LWP, którzy mieli po 2 godz. dziennie lektoratów języka polskiego. Był wśród nich Siergiej Fiodorowicz Gorochow – kat Poznańskiego Czerwca 1956r wystepujący w Polsce jako gen. Stanisław Popławski.
Obecnie dzieci i wnuki tych ludzi mówią już bez akcentu i zajmują istotne stanowiska w polityce, biznesie, kulturze, na uczelniach, w mediach (od Miecugowów czy Terentiewów groźniejsi są ci, którym nadano polskie nazwiska)

W przyjętym 6.12 1961r III Programie KPZR zrezygnowano z brutalnych represji jako nieefektywnych środków kontroli populacji na rzecz rozwoju agentury i bezpośredniej manipulacji medialnej. Zamiast budować lotniskowce znacznie taniej jest założyć gazetę, stację TV czy zatrudnić życzliwego dziennikarza. Można później w TOK FM zacytować belgijski Le Soir: „Świat odetchnął z ulgą – skrajny nacjonalista J.Kaczyński nie został prezydentem”.
75% światowych mediów jest lewicowych. To znacznie więcej niż ludzi o takich pogłądach .Kto finansuje nadwyżkę ?
(film „Sowiecka manipulacja w BBC”)
Ale ogłupianie i okłamywanie to tylko środki – celem jest okradzenie.
Nie istnieje prostszy sposób na zniewolenie jednostek, rodzin, społeczeństw jak wyzucie ich z własności. Obecny względny dobrobyt zawdzięczamy kredytom zaciąganym na lichwiarski procent, które trzeba będzie spłacić.

Gdy w 1987r w Helsinkach dziennikarze zapytali ministra spraw zagranicznych E. Szewardnadze czy ZSRR mógłby się zgodzić na zjednoczenie Niemiec, usłyszeli że tak, pod warunkiem istnienia strefy buforowej między Rosją a Niemcami. Taka strefa to kraj nie prowadzący samodzielnej polityki, bez armii i przemysłu.
To tłumaczy dlaczego w naszej szczątkowej armii więcej jest dowódców niż szeregowców (nie mamy nawet wyszkolonych rezerwistów!), wywiad i kontrwywiad zajmują się inwigilacją opozycji i komunikują przez satelitę Gazpromu, Państwowa Komisja Wyborcza używa rosyjskich serwerów, a ludzie, którzy próbują ten stan zmienić giną smiercią gwałtowną.
Płacimy cenę zjednoczenia Niemiec.

Tylko znajomość faktów (wiedza) daje nam odporność na wyrafinowaną „obróbkę” medialną, której podlegamy. Prezentowany powyżej zestaw wiadomości może być pomocny do „prostowanie lemingów”, co ma sens, bo zmniejszamy w ten sposób ogólną pulę zalewającego nas zewsząd kłamstwa.

Przytoczone fakty pochodzą z następujących źródeł:
J. O’Neil, J. Corsi „Unfit for command”
R.Clarke “Against all enemies”
McIlhany Raport – cykl telewizyjnych wywiadów C. Story
A.Golicyn „New Lies for Old” oraz „Perestroika deception”
“Czekiści –organy bezpieczeństwa w krajach bloku sowieckiego” (praca zbiorowa)
A.Frydrysiak „Solidarność w województwie koszalińskim”

 

Jako „bibliografia” służyć mogą następujące filmy:
(Wszystkie filmy są bardzo skondensowane , większość krótkich).

„Wałęsa produkt służb” http://www.youtube.com/watch?list=UUK4-9euUxASA-…

„Jak rozkradziono stocznie” http://www.youtube.com/watch?v=l8KuwLs0Epo&featu…

„Zyzak o Noblu Wałęsy” http://www.youtube.com/watch?list=UUK4-9euUxASA-…

„A. Gwiazda-kopalnia wiedzy” http://www.youtube.com/watch?list=ULcY49TNxNgAQ&…

„Michnik walczący o Polskę” http://www.youtube.com/watch?list=ULtAfJfGGCGYY&…

„Debata” http://www.youtube.com/watch?list=ULqze3Q84Ymjo&…

„Sowiecka manipulacja w BBC“ http://www.youtube.com/watch?list=ULomKQ79mG2aA&…

„Jak zniszczyć państwo” http://www.youtube.com/watch?list=ULZMEtzlbpELA&…

„Kim jest marszałek Borusewicz?” http://www.youtube.com/watch?list=ULt4B7DgzDxsY&…

„Schetyna i układ wrocławski” http://www.youtube.com/watch?list=ULszRic-f2ypk&…

 

Opublikowany w Demokracja / Społeczeństwo | Otagowane: , , , , | Zostaw Komentarz »

Kontrowersyjne fotki “smoleńskie”

Posted by Kasztelan w dniu 17 Październik 2012

Ostatnio media wałkują temat fotek. Pomijają jednak istotną kwestię, jaką porusza rosyjski bloger (bądź ktokolwiek za nim stojący – a trzeba pamiętać, że przypadków nie ma, szczególnie w tej materii) –  jest to kwestia inscenizacji na Siewiernym. Poniżej tłumaczenie strony rosyjskiej z fotkami, opublikowane przez blogera Zezorro.

http://www.docstoc.com/docs/document-preview.aspx?doc_id=133411338

A tutaj strona oryginalna:

http://gorojanin-iz-b.livejournal.com/55983.html

Opublikowany w Smoleńsk 2010 | Otagowane: , , | Komentarzy: 4 »

Wassermann: Rosyjskie dokumenty są fałszywe

Posted by Kasztelan w dniu 21 Wrzesień 2012

Ale zanim Wassermann, polecam program Pośpieszalskiego – warto obejrzeć. Poniżej filmu fragmenty komentarza do programu, jaki popełnił bloger Łażący Łazarz.

A taki oto komentarz wpisała jedna z internautek, cyt.: “Homosovieticusa Smilowicza zaproszono chyba po to by pokazać przepaść mentalna jaka dzieli go od cywilizowanych osób…”

 

[Tutaj link bezpośrednio na stronę TVP: http://www.tvp.pl/vod/audycje/publicystyka/jan-pospieszalski-blizej/wideo/20092012-2230/8398358]

Jan Pospieszalski odczarował “Smoleńsk” w TVP

Łażący Łazarz  [Tomasz Parol]

[Źródło: http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/74639,jan-pospieszalski-odczarowal-smolensk-w-tvp]

Nie pamietam, by kiedykolwiek wcześniej powiedziano w TVP tyle prawdy o tzw. śledztwie smoleńskim i hienach politycznych co w programie “Bliżej” Jana Pospieszalskiego wyemitowanym w TVP Info w czwartek, 20 września br.

Być może w ten sposób został wykonany pierwszy krok do przełamania tabu w mainstreamie i zostało rozpoczęte przekładanie wajchy z kłamstwa oraz propagandy michnikowsko-tuskowej na zdrowy rozsądek, rzeczowość i rację stanu. Oby. W każdym razie chwała red. Pospieszalskiemu za to co zrobił. [...]

Wspaniałe zestawienie kłamstw Kopacz z rzeczywistością i relacjami rodzin pokazało autentyczny obraz kondycji moralnej i poziom matactwa polityków PO. Śmiłowicz obrusza się, że wszyscy mają pretensje do Tuska za poziom prowadzenia śledztwa i brak sekcji w Polsce, gdy tymczasem od 1 kwietnia 2010 należy ono do nadzoru niezależnego od Premiera Prokuratora Generalnego. I tu natychmiast oglądamy wystapienie Tomasza Arabskiego, Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, który informuje rodziny ofiar, że trumny przybyłe z Rosji pozostaną zamknięte. Czyli to jednak nie prokurator decydował ale Tusk.

Śmiłowicz poważnie pokurczony.

Rozmowa telemostem z Mec. Stefanem Hamburą dała natomiast sposobność by wyjaśnić poziom manipulacji uprawiany przez TVN odnośnie kwestii rozpoznania ciała Anny Walentynowicz przez jej rodzinę. Sam słyszałem Durczoka (zdaje się, bo prompterowe miernoty mi sie wciąż kiełbaszą) w czwartkowych Faktach jak informował opinię publiczną, że wczoraj wprawdzie syn i wnuk Anny Walentynowicz byli przekonani, że w trumnie którą pochowali nie leżała ich matka i babka, ale juz dzisiaj podobno nie wiedzieli, czy to Ona czy nie Ona. Niewiarygodnie podłe kłamstwo.

Hambura wyjaśnił, że obydwa stwierdzenia dotyczą kompletnie innych ciał. W środę rodzina wypowiedziała sien jednoznacznie, że ciało wydobyte z grobu Anny Walentynowicz w Gdańsku nie jest z pewnością ciałem Anny Walentynowicz, natomiast w czwartek rodzina wypowiadała się na temat ciała wydobytego z grobu w Warszawie Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej i tu nie była pewna, czy może być to ciało Anny Walentynowicz. Co innego wykluczyć jedno ciało, a co innego potwierdzić na 100% tożsamość innego ciała po 29 miesiącach od śmierci.

Program Pospieszalskiego ujawnił także, że były formalne możliwości stworzenia polsko-rosyjskiego zespołu śledczego, nie trzeba było śledztwa oddawać Rosjanom i do tego nie trzeba było żadnych specjalnych umów oraz rozmów. Ot zwykła praktyka prokuratorska. Święczkowski ujawnił, że przy wielu sprawach dotyczących i Polski i Rosji niejednokrotnie, na zasadzie czystej kodeksowej pomocniczości powstawały takie zespoły.

Ponadto opinia publiczna, która byc może nie śledzi tej sprawy tak jak blogerzy w Interneci,e mogła się nareszcie dowiedzieć co nieco o skali zaniedbań polityków i prokuratorów w śledztwie, o zaniechaniach Rządu Polskiego w uzyskaniu pomocy ze strony NATO oraz USA, oraz że oficjalnie lot niby cywilny i dlatego Konwencja Chicagowska ale za to w rzeczywistości był wojskowy i dlatego Prokuratura Wojskowa. [...]

W toku dyskusji, która moim zdaniem była najlepszą i najuczciwszą dyskusją jaka w telewizyjnym mainstreamie odbyła się na temat “Smoleńska”, ktoś przy tym zwrócił uwagę na fakt, że usłużność i dyspozycyjność dla władzy Sędziego i Prezesa Sądu Milewskiego, ujawnona dzięki prowokacji dziennikarskiej Pawła Mitera (choć jego nazwisko nie padło) nie jest prawdopodobnie sytuacją wyjątkową ale powszechną, co rzutuje także na tzw “śledztwo smoleńskie” i poziom wyjaśniania sprawy. [...]

[Cały tekst tutaj: http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/74639,jan-pospieszalski-odczarowal-smolensk-w-tvp]

 

A teraz: “Kropka nad i” z Wassermann i Dereszem

W podobnym tonie M.Wassermann wypowiadała się też dla stefczyk.info

 

Wassermann: Rosyjskie dokumenty są fałszywe

 

[...]

 

Małgorzata Wassermann: To świadczy o tym, że wszystkie dokumenty, które przesyłane są z Rosji, poświadczają nieprawdę. Wszystkie materiały znane mi poświadczają nieprawdę. Nie mówię jedynie o materiałach dot. sekcji zwłok, ale o wszystkich dokumentach rosyjskich. Liczę na to, że opinia publiczna będzie miała okazję, by się o tym przekonać. Mam nadzieję, że te akta zostaną kiedyś odtajnione i ujawnione dla szerokiej społeczności. W wielu miejscach mamy do czynienia z prymitywnym fałszerstwem. To widać po głębszej analizie. Nie trzeba mieć głębokiej wiedzy eksperckiej. To wszystko oznacza, że prokuratura powinna coraz poważniej myśleć, czy nie przeprowadzić ekshumacji wszystkich ciał ofiar katastrofy smoleńskiej.
 
Dlaczego powinna to rozważać?

Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której prokuratura wykonując czynności procesowe opiera się na dokumentacji z Rosji, która w wielu miejscach jest fałszywa i są na to dowody. Czy prokuratura będzie budowała swoje działania w oparciu o dokumenty poświadczające nieprawdę, bez ich weryfikacji? Przecież śledczy powinni przeprowadzić wszelkie badania raz jeszcze. Przecież dokumentacja związana z każdą ofiarą tragedii smoleńskiej jest w takim samym stanie. Jestem ciekawa, jak śledczy ustosunkują się do obecnej sytuacji. Potem na takie pytania powinien odpowiedzieć Strasburg.

 

Czy są jakieś dokumenty rosyjskie, które Pani zdaniem mogą uchodzić za wiarygodne?

Być może dokumenty, które są zupełnie nieistotne, są wiarygodne. Jednak materiały istotne albo nie są Polsce w ogóle przekazywane, albo są w skandalicznej formie. Ja stawiam wręcz tezę, że te materiały są wytwarzane specjalnie dla Polski, że to nie są materiały z postępowania rosyjskiego.
 
To śmiała teza

Taką tezę stawiam obecnie. Czas pokaże, czy miałam rację czy też nie. Ja ostrożnie formułuje swoje oceny i wnioski. Z dużą przykrością stwierdzam, że nie pomyliłam się do tej pory. Nie myliłam się, gdy mówiłam, że polska strona nie zbiera dowodów. Wtedy słyszałam, że jestem niecierpliwa. Obecnie połapano się, że nie ma dowodów. Mamy natomiast zupełnie obrzydliwy dokument, jakim jest raport Millera.
 
[...]

 

Opublikowany w Smoleńsk 2010 | Otagowane: , , , , | Zostaw Komentarz »

Nagranie w sprawie “Amber Gold” – sędzia R. Milewski

Posted by Kasztelan w dniu 16 Wrzesień 2012

6 września 2012 r., rozmowa z Prezesem Sądu Okręgowego w Gdańsku, Ryszardem Milewskim. Rozmówca podając się za asystenta z Kancelarii Premiera dokonał tzw. prowokacji dziennikarskiej. Nagranie ujawnia jak w praktyce wyglądają relacje na linii władza – niezawisłe sądy.

[źródło:  http://vod.gazetapolska.pl/2376-nagranie-sedzia-milewski-bez-montazu]

 

 

A oto wersja filmowa tej rozmowy:

 

Opublikowany w Polityka | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Manianizacja Europy, euromatoły i banksterzy niszczą Unię

Posted by Kasztelan w dniu 12 Wrzesień 2012

[źródło: http://www.rybinski.eu/2012/09/manianizacja-europy-euromatoly-i-banksterzy-niszcza-unie/]

Manianizacja Europy, euromatoły i banksterzy niszczą Unię

Krzysztof Rybiński

Dzisiaj EBC podjął decyzję o skupie obligacji krajów południa Europy, które bez tej pomocy w krótkim czasie zostałyby odcięte od finansowania rynkowego, i musiałyby zbankrutować. Rynki będą zachwycone przez jakiś czas, trudno ocenić czy to będą miesiące, tygodnie czy … godziny. Ale po pewnym czasie zrozumieją, że decyzja EBC (z głosem sprzeciwu Niemiec) to kupienie czasu bez rozwiązania żadnych z problemów strefy euro. Zadowolony może być Barak Obama, bo być może kryzys nie wybuchnie przed listopadowymi wyborami.

Uczeni w excelu będą pisać komentarze w rodzaju:

“ryzyko bankructwa Hiszpanii zostało ograniczone prawie do zera, bo obligacje kupi EBC, więc złoty zyska a giełdy pójdą do góry”.

Ja przestrzegam przed następującymi konsekwencjami decyzji EBC:

- kraje południa Europy będą emitowały papiery krótkoterminowe – 1-3 letnie, bo tak będzie najtaniej. Zapadalność długu publicznego tych krajów zacznie się skracać. Okaże się, że za 2-3 lata do zrolowania będą gigantyczne ilości obligacji, i albo EBC będzie drukował setki miliardów a potem biliony euro w celu kupna tych obligacji, albo dojdzie do bankructwa, którego koszty będą kilkakrotnie większe niż dzisiaj (taki sam proces miał miejsce w przypadku Grecji, bo czekano 2 lata).

- skracanie zapadalności długu jest silnym sygnałem, że dany kraj czeka bankructwo. EBC podjął decyzję, która przyspiesza proces skracania zapadalności.

- warunki twardego obwarowania interwencji EBC są zgodą na to, aby politykę gospodarczą Hiszpanii i Włoszech projektowano w Brukseli i Frankfurcie, można to porównać do zniszczenia demokracji w Europie w celu osiągnięcia nadrzędnego celu jakim jest utrzymanie euro. Demokracja jest w interesie obywateli Unii, euro jest dzisiaj w przede wszystkim w interesie banksterów. Na razie banksterzy wygrywają.

- w ciągu najbliższych kilku lat (a może nawet miesięcy) w wielu krajach Europy dojdzie do silnego wzrostu poparcia partii o nastawieniu antyunijnym, takich jak Złota Jutrzenka w Grecji, która ma już 10% poparcia. To może doprowadzić do końca Unii Europejskiej.

- te decyzje w żadnym stopniu nie adresują podstawowego problemu strefy euro, czyli zbyt wielkiego długu w relacji do PKB. W ciągu kilku lat musi dojść do silnego delewarowania, dzisiejsza decyzja EBC stara się osłabić proces delewarowania teraz, więc uderzy on z większą siłą za jakiś czas

- nie znamy warunków twardego obwarowania interwencji EBC, ale jest wysoce prawdopodobne że to oznacza dalsze podwyżki podatków i cięcia  wydatków w czasie recesji. To tylko pogłębi recesję i powiększy relację długu do PKB. Długu będzie więcej i będzie krótkoterminowy.

Jeżeli ceną za utrzymanie euro w obecnym składzie krajów przez jeszcze jakiś czas (do kolejnych wyborów w Niemczech ?) jest koniec Unii Europejskiej za kilka lat, to uważam, że jest to za wysoka cena.

Następuje proces manianizacji Europy. Maniana się zrobi, maniana się rozwiąże problem, na razie kupmy sobie czas. Symbolem tego procesu jest narodowość szefa EBC. Najpierw był Holender, to prawie jak Niemiec, potem Francuz, teraz Włoch. Następny powinien być Grek, ktoś przecież będzie musiał podpisać akt likwidacji EBC.

Opublikowany w Gospodarka, Unia Europejska | Otagowane: , , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Jak się “rodzą” lemingi…

Posted by Kasztelan w dniu 28 Sierpień 2012

…no, bo przecież bocian ich nie przynosi. Z tym “rodzeniem”, to oczywiście pewna przenośnia. Barany podążają za stadem, bo tak im podpowiada instynkt. A homo sapiens? Z braku poczucia własnej wartości? Kompleksów? Lęku przed odrzuceniem? Chyba u niektórych jednostek dominuje instynkt “błogiego życia w stadzie”, który zagłusza własne myślenie.

[autor: http://www.youtube.com/user/Lizarazu01]

Opublikowany w Społeczeństwo | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Kulisy 10.04.2010

Posted by Kasztelan w dniu 9 Sierpień 2012

Warto sobie przypomnieć – zestawienie medialnych przekazów z 10.04.2010r.:

[autor: http://www.youtube.com/user/protokooperator]

Opublikowany w Smoleńsk 2010 | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

“Duch dziejów Polski”

Posted by Kasztelan w dniu 26 Lipiec 2012


Opublikowany w Historia | Zostaw Komentarz »

Smoleńsk: niewygodne pytania.

Posted by Kasztelan w dniu 11 Lipiec 2012

Kasztelan:

[Komentarz Kasztelana]: Powyżej notka z innego bloga. Jak pech, to pech – żadna dokumentacja się nie zachowała. Nikt nic nie wie, nic nie widział, nagrań nie ma, bądź zginęły – gen. Janicki (BOR) nie wiedział, że na pokładzie TU-154 jest telefon satelitarny [http://www.bankier.pl/forum/temat_wyborcza-atakuje-janickiego-czyzby-naklady-az-tak-spadaly,11534800.html], a Tusk nic nie wiedział jak doszło do rozdzielenia wizyt, a o wizycie L.Kaczyńskiego w Katyniu dowiedział się z mediów [http://www.rp.pl/artykul/10,909826-Zeznania-Donalda-Tuska-ze-sledztwa-smolenskiego-ujawnia-TVN24.html].

Originally posted on Gawronski Rafzen's Blog:

Umorzenie śledztwa w.s. katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku świadczy o przepaści, w jaką stoczył się polski wymiar sprawiedliwości. Prezentowany tu materiał filmowy zahacza o podstawowe sprawy, które powinny być rozwiązane w śledztwie, takie jak o fakt samego odlotu samolotu z Okęcia. Nie został on bowiem udowodniony.
Zdjęcia z rzekomego odlotu nie przekonują, co gorzej, świadczą o próbach zamknięcia dyskusji na ten temat.
W śledztwie jako pierwszą rzecz, należało by udowodnić, że samolot w ogóle odleciał z Okęcia, a jest to bardzo proste – wystarczyło by zaprezentować nagrania z kamer porozmieszczanych wewnątrz budynku lotniska oraz na zewnątrz. Wówczas ucięło by to wszelkie spekulacje. Ponieważ, o ile wiem, takich nagrań jednak nie opublikowano, to naturalnie rodzi się pytanie czy przypadkiem nie mamy do czynienia z typowym zmachem stanu, polegającym na wymordowaniu Prezydenta i jego zwolenników.
Opinie niezależnych badaczy na temat tego co się stało w Smoleńsku są niejednoznaczne, choć wiele wskazuje na…

View original 61 more words

Opublikowany w Smoleńsk 2010 | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Niech się wreszcie dowiedzą – akcja przeciwko antypolskiemu kłamstwu na temat niemieckich obozów

Posted by Kasztelan w dniu 6 Lipiec 2012

[źródło: http://www.antypolonizm.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=785:niech-si-wreszcie-dowiedz-akcja-przeciwko-antypolskiemu-kamstwu-na-temat-niemieckich-obozow&catid=19:akcje&Itemid=29]

Zachęcam do wzięcia udziału i propagowania akcji przeciwko antypolskiemu kłamstwu na temat niemieckich obozów śmierci, zainicjowanej przez portal  Blogmedia24.pl.

Akcja polega na  drukowaniu gotowych kartek pocztowych i wysyłaniu ich do redakcji tych mediów i urzędów, które szerzą antypolonizm za pomocą fraz typu “polski obóz koncentracyjny”.

 

 

.

Linki do plików pdf, w których są gotowe kartki do wydruku. Prośba o popularyzowanie akcji i plików. Drukujemy i wsyłamy. Zatrzymajmy antypolonizm!

Plik1

Plik2

Plik3

Opublikowany w Historia | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

o badaniach CBOS dotyczących postrzegania “katastrofy pod Smoleńskiem”

Posted by Kasztelan w dniu 2 Lipiec 2012

Dr Barbara Fedyszak-Radziejowska z PAN, m.in. o badaniach CBOS dotyczących postrzegania “katastrofy pod Smoleńskiem”:

Opublikowany w Smoleńsk 2010 | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

O prokuraturze wojskowej…

Posted by Kasztelan w dniu 19 Czerwiec 2012

O prokuraturze wojskowej sędzia wojskowy w stanie spoczynku, czyli demokracja i praworządność:

Opublikowany w Demokracja | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.